Grono.net, czyli najlepszy sex-portal w historii polskiego internetu

Opublikowano Wrzesień 5, 2014 | przez lucky bastard

PSf7x7o

Od początku istnienia mediów społecznościowych wykorzystywano je do nawiązywania relacji damsko-męskich i szeroko pojętego podrywu. Sposobów ich użycia jest wiele i praktycznie każdy stanowi wielkie dla człowieka ułatwienie. Jeżeli trzeba zweryfikować wygląd laski, bo poznało się ją po pijaku w ciemnym klubie lub – nomen omen – przez internet, nie trzeba iść na pierwszą randkę, wystarczy przejrzeć jej galerie.

Pierwsze flirty nie są już pochodną kontaktu twarzą w twarz lub przez telefon, bo coraz częściej prowadzone są na fejsie. Nawet oldschoolowcy, chcąc nie chcąc, muszą się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Dziś dziewczyna poznana w bibliotece nie zapisuje na karteczce numeru telefonu, tylko swój Facebook-name.

Emerytowani podrywacze muszą czuć pewien niesmak, bo za ich młodości brakowało wielu przydatnych narzędzi. Nie zmienia to faktu, że dziś i tak jest trudniej niż jeszcze przed kilkoma laty, kiedy kobiety dużo swobodniej poruszały się w internecie. Mamy tu na myśli okres, w którym nikt głośno nie mówił o potrzebie ochrony danych, a panie – i nie tylko one – nie miały współczesnej cyber-świadomości.

Sami z nostalgią wspominamy czasy, w których można było dowiedzieć się niemal wszystkiego o kobiecie – w tym jak wygląda w stroju kąpielowym – bez uprzedniego zapraszania do znajomych. Do tego celu wykorzystywało się serwis grono.net, który około 2005 roku cieszył się wielką popularnością w Warszawie. W innych miastach bywało z tym różnie, ale w stolicy zdecydowana większość młodych ludzi miała pozakładane konta, często dopracowane w każdym szczególe, z dużą liczbą zdjęć. Gdzieś w zaawansowanych ustawieniach była opcja ukrycia niektórych danych, ale raczej nikt z tego nie korzystał. Każdy profil był więc dostępny dla wszystkich, wystarczyło go tylko odnaleźć.

Grono miało wbudowaną całkiem zmyślną wyszukiwarkę, dzięki której można było namierzyć niemal każdą niewiastę. Jeżeli spotkało się dziewczynę, od której z jakichś powodów nie udało się wyciągnąć numeru telefonu – chociażby z braku czasu lub jakichkolwiek niesprzyjających okoliczności – nic nie było stracone. Wystarczyło zapamiętać absolutnie podstawowe szczegóły, na przykład, że ma na imię Monika i jest studentką drugiego roku prawa.

Piętnaście minut spędzone przed komputerem zazwyczaj pozwalało ją odnaleźć. Trzeba było przefiltrować kilka tzw. gron tematycznych, poświęconych wydziałom prawa na czołowych warszawskich uczelniach. W tym celu ustawiało się kilkuletni przedział wieku (mogła przecież powtarzać rok) oraz zbiorczo szukało po wszystkich odmianach imienia, czyli w tym przypadku: Monika, Monia, Moni, Moniczka etc.

Takie wyszukiwanie wypluwało zazwyczaj około stu miniaturek zdjęć profilowych, z których kilkanaście mniej więcej pasowało do namierzanej laski. Odpalało się wtedy te konta w nowych oknach przeglądarki i dokonywało ostatecznej weryfikacji. Znamy ludzi, którzy w bezpośrednich relacjach zgrywali niedostępnych i niezbyt zainteresowanych, bo wiedzieli, że kontakt do prawie każdej laski mogą zdobyć sami. Tacy goście wiedzieli jak poprowadzić rozmowę, by wyciągnąć potrzebne informacje, a po paru dniach wysyłali standardową wiadomość: „przypadkiem wpadłem na twój profil”. W większości przypadków był to początek interesującej znajomości.

Różnica pomiędzy Gronem i Facebookiem bardziej wynikała z mentalności użytkowników niż z oferowanych narzędzi. Parę lat temu kobiety w ogóle nie myślały o bezpieczeństwie w sieci i wpisywały w swoich profilach absolutnie wszystko. Datę urodzenia, miasto, szkoły do których chodziły, często numery telefonów i Gadu-Gadu. Niektóre, co dziś wydaje się kompletnym absurdem, ustawiały dokładną geolokalizację miejsca zamieszkania oraz dołączały do wiele mówiących gron tematycznych, jak „seks oralny” albo „zabawa w trójkącie”. W polu „o mnie” często pojawiały takie elaboraty, że nie szło tego w całości przeczytać.

Inną zaletą Grona była mało popularna w tamtych czasach opcja wyszukiwania po adresie mailowym. Dostarczała ona świetnej zabawy w połączeniu w zawsze popularnymi internetowymi czatami. Wystarczyło wejść w do pokoju rozmów „Warszawa”, gdzie zarejestrowano najwięcej gronowcyh profili i zagadać do jakiejś laski. Każda pierwsza wymiana zdań na czacie wyglądała podobnie i po kilku słowach powitania następował dialog:

On: Wyślesz mi swoje zdjęcie?

Ona: Ok, ale ty pierwszy.

On: Dobra, na jaki adres wysłać?

Po otrzymaniu mejla wystarczyło puścić wyszukiwanie w Gronie i wyskakiwał profil, mówiący zdecydowanie więcej, niż laska kiedykolwiek ośmieliłaby się powiedzieć nieznajomemu. Najczęściej okazywało się, że w nicku „Piękna_23” prawdziwy jest tylko ten drugi człon, a do „Czarnej_pantery” bardziej pasowałoby inne zwierzątko. Raz na jakiś czas zdarzały się jednak prawdziwe perełki, z którymi można było nawiązać głębszą znajomość. Najśmieszniejsze, że niektóre kobiety wciąż żyją w przeświadczeniu, że poznani na czacie mężczyźni interesowali się nimi z powodu ciekawych konwersacji.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑