Gruba dupa szybko zmniejszy się, gdy będziesz często pływał i grał w squasha

Opublikowano Styczeń 3, 2014 | przez ZP

squash

W dwóch poprzednich tekstach na Wyszło moi znakomici koledzy chwalili różne formy ruchu fizycznego: Stan m.in. tenisa i spacery, a Dżordż bieganie. Nie chcę być od nich gorszy, dlatego też zamierzam zareklamować w tym miejscu dwa sporty, które zapewnią wam, drogie grubaski, piękne sylwetki, powodzenie u płci przeciwnej, a także długie i szczęśliwe życie. Mianowicie chodzi tu o pływanie oraz squasha.

Nie zamierzam się tu bawić w długie, przynudnawe wstępy, dlatego od razu przejdę do rzeczy.

Minusy pływania:

– Gdy laska zobaczy twoją galaretę, przepraszam – klatkę piersiową, to prawdopodobnie zbełta się do basenu. Z jednej strony może ci się to wydać smutne, że tak działasz na kobitki, z drugiej takie wydarzenie powinno być motywacją, żeby pracować jeszcze mocniej.

–  Ten sport jest po prostu monotonny. Dżordż zdradził mi kiedyś, że…przysnął na ułamek sekundki w basenie, dokładnie w ten sam sposób, w jaki inni ludzie przysypiają na chwilę w kinie albo na nudnej mszy w kościele.

– Na torze możesz spotykać podobne paszczaki do ciebie. Otyłych ludzi, których brzuch sprowadza konsekwentnie w okolice dna. Niemniej jednak ów minus prędko może zamienić się w plus – jak na nich popatrzysz, powinieneś dostać speeda, żeby zrobić wszystko, by tak nie wyglądać.

– Ratownicy to przeważnie pozbawione gustu dziwaki, które włączają w kółko włoską muzykę romantyczną albo jakieś umpa-umpa. Żeby uniknąć tej muzycznej siepanki, powinieneś co jakiś czas zmieniać baseny. No ale to może z kolei sprowokować regularne rzyganie różnych lasek na widok twojego torsu.

– Regularne wizyty na pływalni = częste oglądanie nago pod prysznicem stuletnich rencistów o wyporności delfina, którzy lubią się czasem popluskać. Uwierzcie, to gorsze niż słuchanie nowej piosenki Michała Wiśniewskiego.

Plusy pływania:

– Jak solidnie potrenujesz i wyrzeźbisz sobie klatę a la Michael Phelps, laska na poziomie tej z fotki do tego tekstu będzie chciała zrobić z tobą dużo więcej niż tylko popływać.

– Jeżeli przetrwasz 3 wizyty w tygodniu po 50-80 basenów każda, to już nic nie będzie ci straszne. Włącznie z najniższą pensją krajową brutto, od niedawna wynoszącą aż 1680 zł.

Minusy squasha:

– Łatwo złapać kontuzję. Zapewne nie rozgrzejesz swojej grubej dupy właściwie i już po pierwszych dziesięciu minutach naciągniesz pachwinę, skutkiem czego będziesz musiał przerwać trening na jakieś trzy tygodnie. Plus jest taki, że zapamiętasz tę sytuację na dłużej, zmądrzejesz i już potem nie powtórzysz tego błędu.

– Na korcie są tylko dwie osoby, które nie widzą nic poza ścianami. O ile więc twój partner nie jest zajebistą, cycatą blondynką, a na taką drogi grubasku raczej na razie nie masz szans, to nie zawiesisz sobie podczas gry oka na niczym godnym uwagi.

– Po jakichś 40 minutach gry średnio inteligentny człowiek zadaje sobie pytania: co ja, kurwa, robię? Naprawdę odbijam piłkę od ściany? Chyba jestem pojebany! Grunt to przetrwać ten kryzys i zapieprzać dalej w celu zrzucenia sadła.

– Cena. Nie jest to tenis, ale squash nie należy do sportów dla biedaków. Nie wiem jak w innych miastach Polski, ale w Wawie trzeba wybulić koło 35-60 zł za godzinę tej przyjemności. Nawet po podzieleniu tej sumy na dwa wychodzi niemało, szczególnie jeżeli zamierzamy grać regularnie.

Plusy squasha:

– Bardzo możliwe, że ta laska go uprawia. Kiedy szukaliśmy fotki do tekstu i wpisaliśmy „squash”, wyświetliło się jej zdjęcie. Jest więc nadzieja, że kiedyś spotkacie ją w drodze na kort, a wtedy kto wie, może uda się zdobyć numer albo chociaż pomacać przez chwilę te cudowne silikony.

– Ten sport jest dużo łatwiejszy do opanowania niż tenis i ping-pong. O ile nie macie koordynacji ruchowej na poziomie kolesia z trzema promilami alkoholu we krwi, już po godzinie zajęć będziecie w stanie pykać na tyle sprawnie, żeby się dobrze spocić.

– Nie musicie dużo inwestować w sprzęt. Każdy z was ma w szufladzie jakieś stare, niezjedzone jeszcze przez mole spodenki i koszulkę, która nie jest na maksa przypałowa. Plus skarpetki, które w sumie mogą byc dziurawe, i tak nie widać, w końcu gramy w butach, mogą być zwykłe halówki albo takie do biegania. Jedyny wydatek to rakietka, której wypożyczenie kosztuję jednorazowo dychę, a kupno koło 100-200 zł.

– Kauczukowa piłeczka raczej was nie zabije. Nawet jeśli zagracie z jakimś kafarem, który ma pare w łapie, to ewentualne uderzenie powinno przyjąć się na twarz/głowę w miarę bezboleśnie, czego nie można powiedzieć o sytuacji, w której jebnie was mała, zielona kulka zaserwowana przez jakiegoś kumpla, który święcie wierzy w to, że jest drugim Janowiczem (wasza śmierć tylko go w tym utwierdzi).

Komentarze


Tagi: , , , , , , ,



Back to Top ↑