Gry wiecznie żywe. Europa Universalis

Opublikowano Listopad 4, 2014 | przez lucky bastard

polska

Ależ mnie straszył przed tą grą CD-Action! Jedna z najbardziej skomplikowanych strategii na rynku. Nieprzystępna graficznie. Wymagająca sporych nakładów czasu, by dawać w niej radę, początkowo miałem dostawać w łeb za każdym razem. Tym bardziej, że nie uważałem się za hardcorowego stratega, bo wielokrotnie odbijałem się od tytułów uważanych za takowe.

Dlatego fakt, że aż tak przypadła mi do gustu i do dziś raz na ileś miesięcy próbuję podbić Polską świat, jest dla mnie małą sensacją. Gdzie sekret Europy Universalis? W czym tkwi jej siła, skąd bierze się miodność tej gry?

Europa Universalis daje ci wielki świat do dyspozycji. Świat, z którym możesz zrobić co chcesz, bo to sandbox, sam więc kreujesz swoje scenariusze i losy. Gry liniowe mogą za pierwszym razem być intensywniejsze, ale wiele tracą, gdy je powtarzasz. Tymczasem w Europie zawsze można rozegrać partię, która będzie wyglądać inaczej. Czytałem kiedyś o kolesiu, który wziął afrykańskie plemię mające tylko jedną prowincję, i podbił nim cały świat. Bez żadnych kodów, bez ułatwień, obniżeń trudności poziomu wszystko zgodnie z regułami gry (korzystał z EU2).

A te są wymagające, nie oszukujmy się, więc wyczyn imponujący. Ja sam najczęściej grywałem w jedynkę i pamiętam liczne kampanie, gdzie udało mi się podbić, powiedzmy, Krzyżaków, zdobyć całe Pomorze, czasem zgarnąłem Czechy, ale potem rozdzierano mnie na strzępy. Do akcji wkraczało pół Europy, wszyscy sąsiedzi wspólnie decydowali o tym, że jednak nie powinieniem istnieć. Frustracja, chęć odbicia się, powrót do walki.

I jaką satysfakcję w końcu sprawiał sukces! Gdy udało się zrobić z Polaków potęgę. Jest tu chyba też dodatkowa radość przez naszą historię. Bijesz Turka, podbijasz całą Rosję, robisz Szwedom potop – no miłe uczucie, nie mówmy, że nie. A gdy zaczynasz rozsiadać się wygodnie w Persji, w Indiach, walczysz z Chinami albo z Irokezami, też pojawia się jakaś dodatkowa duma.

To wszystko trudno osiągnąć, ale ćhyba można śmiało powiedzieć, że tylko trudne produkcje, te, które rzucają wyzwanie nawet doświadczonym graczom, mają szansę zachować życie miło upływu lat. Tak jest z Europą Universalis, grą, w którą można bawić się na milion sposobów, grą, w której można wyżyć się historycznie, w której można zbudzić w sobie – a czemu nie – husarza.

Właściwie może powinienem powiedzieć: serią, bo są różne wersje. Ale umówmy się, w swojej istocie, głównych założeniach i regułach, wszystkie wersje są takie same, tak też je potraktuję. Wspólnie.

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑