Gwiazdy w karetce, czyli żenujące wchodzenie z butami w ludzką intymność

Opublikowano Listopad 12, 2015 | przez lucky bastard

gwiazdy w karetce

„Gwiazdy w karetce”. Słyszycie nazwę reality show i automatycznie pytacie się w duchu: cóż to za upiorne kuriozum? Postanowiliśmy odpowiedzieć. Zasiąść przed telewizorem, obejrzeć, wystawić szczerą, rzetelną ocenę. Zapewniamy was: podeszliśmy bez uprzedzeń, bo a nuż okaże się dobre i mądre? Może nawet pożyteczne? Większe sensacje się zdarzały. Tym razem jednak takiej sensacji nie było.

Przybliżmy najpierw z czym to się je: znana postać wsiada do karetki i jedzie z ratownikami na wezwania. Wraz z nimi jadą kamerzyści. Bohaterem odcinka, który oglądaliśmy, był Rafał Cieszyński, którego możecie kojarzyć jako „tego typa z Pierwszej miłości”. Twarz znana, nie musieliśmy szukać na google kim jest rzeczona osoba. Pan Rafał od pierwszego kadru zastrzegł, że jego jedyna obawa, to nie spowalniać pracy ratowników, no i cóż, wyraził tym samym obawy wszystkich widzów.

Pierwsza sprawa, dojeżdżają i słyszymy przeraźliwie rozpaczliwy płacz dziecka. Dwu i pół letnia dziewczynka uderzyła się o rant i ma złamany nos. Płacze na całego. Aktor tłumaczy co się stało, wszystko nagrywa kamera – nie wchodzi do domu, ale mamy ujęcia płaczącej małej w karetce, jakieś zbliżenia z ręki. Cały obraz jest poruszający, a raczej trzeba powiedzieć: intymny. Masz podskórne uczucie, że nie powinieneś tego oglądać, że to wszystko powinno pozostać między ratownikami, matką i dzieckiem.

Zwracamy tu uwagę na reakcję aktora. Był kompletnie tam niepotrzebny, a także widać było, że sam bardzo dobrze zdaje sobie z tego sprawę. Podjął próbę pocieszenia dziecka, zaproponował piosenkę lub grę w smartfonie, ale temat nie został podjęty, za to zareagował ratownik, który z rękawiczki zrobił dziecku balonik – fantastyczne zachowanie.

A potem pojawia się jeden z najjaskrawszych problemów całego programu. Mamy lektora mówiącego „A już za chwilę Rafał ponownie dotknie ludzkiego cierpienia”, przebitkę „przyjechaliśmy do dziewczyny, która chciała ze sobą skończyć”, a potem sponsora od hemoroidów i pasmo reklam. Pasm reklamowych łącznie będzie AŻ TRZY. Za każdym razem, gdy w ogóle słyszysz czym próbują cię zwabić, byś do nich wrócił, czujesz niesmak, że w tym w jakikolwiek sposób uczestniczysz.

Wracamy i oto młoda kobieta w jakiejś dramatycznej sytuacji życiowej, która próbowała się zabić. Zabierają ją, ona się trochę nawet przed tym broni, mówi, że przez to będzie miała problemy w domu – czujesz, że tutaj za kulisami dzieją się jej jakieś straszne rzeczy, których uchylono zaledwie rąbka, a które są codziennością tej kobiety. Tym razem jej obraz jest zamazany, ale słyszymy prywatne wyznania pacjentki dotyczące jej związków. Znowu: mega intymne sprawy, nie dla naszych uszu.

Dowożą ją, a potem jest element humorystyczny, w postaci Rafała wsiadającego do samochodu z sucharem „całuję rączki, przyniosę pączki” na ustach, co jest żartem z tego, że właściwie do niczego się nie przydaje. Ten żart pojawia się tuż po sytuacji, która widza dewastuje mentalnie, kiedy ciągle siedzisz i się przejmujesz, a tutaj jakieś mierne dowcipy. Kompletne zaburzenie tonacji. Zgrzytanie zębami to jedyna reakcja.

Potraktujmy aktora uczciwie: to pewnie była wina montażu, że tak to nieprzyjemnie wyszło. To, co u nas dzieliło sekundy, u niego pewnie dzieliło godziny. W trakcie akcji SAM podkreślił cały problem z programem, bo w przebitce przyznał, że gdy wszedł do mieszkania, czuł, że jest nie na miejscu, że nie powinno go tu być, i że to zbyt intymne.

A potem mamy kolejną nie do wytrzymania zajawkę. „A już po przerwie: Rafał po raz pierwszy spotyka chorego w takim stanie”. No ręce opadają.

Oglądamy jeszcze kilka wyjazdów ratowników, ale wszystkie odbywają się według tego samego schematu. Montażyści mocno pracują nad tym, by pokazać, że Rafał do czegokolwiek się przydaje, ale nie przydaje się do niczego, choć nawet chciałby, ale to zwyczajnie nie jest środowisko dla amatora. Przy jakiejś okazji aktor znowu mówi o wpakowaniu się w cudzą intymność, i o tym, że jest w niewłaściwym miejscu – tak jest, ta formułka pada więcej niż raz!

Po wszystkim przekonuje, że to jedno z najważniejszych doświadczeń w jego życiu, że wywarło na nim ogromne wrażenie, od razu dzwoni do żony. Szczerze? Wierzymy. Tak wyglądał, aż tak dobrym aktorem nie jest, żeby to zagrać, naprawdę. Facet przejął się, doceniał robotę ratowników, ale prawda jest taka, że jeśli nawet nie zawadzał, to i tak był kompletnie zbędny, a program wchodził z butami w sytuacje, w których kamera powinna być nieobecna, powinna zostawić ludzi ze sobą i z lekarzem. Gdy jedna starsza, schorowana kobieta mówi, że dziś nie ma bielizny… Dość, dość, po prostu dość! Jak można takie rzeczy puszczać na całą Polskę?! To powinno zostać w tej karetce i nigdzie indziej. Tylko między tą kobietą i lekarzem!

***

Aktor chyba sam nie do końca wiedział w co się pakuje. Starał się jak mógł wybrnąć z tej sytuacji, ale zupełnie z twarzą wyjść nie mógł, a to z prostego powodu: pomysł jest chybiony i koniec. Przekracza się tutaj granice dobrego smaku, a za centralną postać robi ktoś zbędny – już nawet nie wspomnimy o tych obrzydliwych momentach „już za chwilę!”.

Jedyny plus programu: widać jak niesamowitą pracę robią ratownicy medyczni. To są autentyczni bohaterowie dnia codziennego i wszystkim im należy się całkowity szacunek. Może to ocieplić ich wizerunek, ale czy w ogóle tego potrzebują, czy istnieje jest ktoś, kto nie szanuje tego zawodu? Wątpimy. Praca ratowników medycznych nadaje się na film dokumentalny, fabularny, nawet na osobną serię telewizyjną, ale to musi być zrobione z wielkim wyczuciem, a tutaj tego kompletnie zabrakło. Poza tym koncentracja musi być na najważniejszych osobach, czyli na ratownikach, a nie na kwiatku do kożucha, który sam doskonale wie, że coś tu jest głęboko nie tak.

Nie włączajcie. Nie nabijajcie im oglądalności. Musicie wiedzieć tylko to, co i tak wiecie, czyli że ratownicy medyczni to wspaniali ludzie, i na tym zakończmy.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑