Gwiezdne Wojny wracają, a fani pouczają reżysera

Opublikowano Październik 3, 2013 | przez Deszczowiec

vader

 

Informacja o tym, że George Lucas sprzedał prawa autorskie do „Gwiezdnych Wojen” walnęła nas jak Pudzianowski McCorkle’a. I to jeszcze komu? Wytwórni Disney Pictures? Nie, to zdecydowanie wydało nam się pomysłem niefortunnym. „Piraci z Karaibów” nie potrafią jednak zatrzeć obrazu wytwórni rąbiącej dzieła w rodzaju „Hannah Montana” czy „High School Musical”. No ale cóż. Jak powiedział pochylony nad mapą Europy w Jałcie Stalin: business is businness. Hajs musi się zgadzać.

Kiedy wytwórnia Disneya ogłosiła powstanie kolejnych części „Gwiezdnych wojen”, byliśmy trochę jak przed skokiem ze spadochronem: niby szczęśliwi i podnieceni, ale w głębi duszy lęk. Jako że  uważamy Star Wars za najbardziej epicką kosmiczną sagę w historii, chciwie nadstawiamy ucha na nowinki z planu filmowego. A te są… hmm… dwojakiej natury. Z jednej strony pozytywne (większość), z drugiej – lekko przerażające.

Co w tej chwili wiadomo o nowych Star Wars?

Po pierwsze: reżyserem SW VII ma być J. J. Abrams, czyli facet znany dotychczas głównie z napisania scenariusza do „Armageddonu”, nowych wersji „Star Trek” czy całkiem niezłego „Cloverfield” znanego u nas jako „Projekt: Monster”. To on stworzył także „Agentkę o stu twarzach”, „Lost” czy „Fringe”. Na pewno gwarantuje to sporą dawkę emocji i adrenaliny. A „Gwiezdne Wojny” to jednak nie jest kino moralnego niepokoju, tylko w pierwszej kolejności dobra zabawa. Niepokoi nas nieco, że współtwórcą scenariusza ma być Michael Arndt. Nie kojarzycie? A widzieliście „Toy Story 3”? No właśnie…

Szczegóły SW VII nie są jeszcze znane. Ale na pocieszenie mamy jedną wiadomość: pewnie przynajmniej nie zagrają w niej Ben Affleck i Bruce Willis.

Co więcej? No, garść ploteczek i informacji jest ogólnodostępna. Przedstawiamy wam kilka tych naszym zdaniem najciekawszych:

1. George Lucas ma być podczas produkcji „kreatywnym konsultantem”. Daje to nadzieje, że film nie będzie jednak gównianą, disnejowską siekanką. Choć jak przypomnimy sobie, że pierwszy skrypt scenariusza Lucas zatytułował „Gwiezdne Wojny, czyli historia opowiedziana przez Mace Windu, starego mistrza Zakonu Jedi z Opuncii” to…

2. Za muzykę znowu odpowiadał będzie John Williams. No, teraz chcemy usłyszeć, jak mówicie razem z nami głośno i wyraźnie „DZIĘ – KU – JE – MY!!”. Williams i jego muzyka (każdy chyba kojarzy Marsz Imperialny) to takie same symbole Star Wars jak Czarny Lord i miecze świetlne.

3. Obsada zapowiada się wyjątkowo ciekawie. Ponoć ciągle są szanse na zobaczenie w SW Benedicta Cumberbatcha. Tak tak, tego wspaniałego, arystokratycznego Brytola, który zagrał w „Hobbicie” i genialnym „Sherlocku” od BBC! Nie jest także wykluczone, że jako Obi-Wan powróci Ewan McGregor. Ok, to tylko plotka, ale jeśli w każdej plotce jest ziarnko prawdy, to ta dodaje SW +200 do wartości. Otóż Lucas i producentka Kathleen Kennedy spotkali się jakiś czas temu z…. Danielem Day-Lewisem. Trudno ocenić, czy istnieje REALNA szansa na jego występ w SW VII. Gdyby jednak to była prawda, to pal diabli Disneya, ten film nie mógłby nie stać się hitem.

Jest także stara gwardia. Wróble ćwierkają, że Harrison Ford może po raz kolejny usiąść w kokpicie „Sokoła Millenium”. Rozmowy są ponoć bardzo zaawansowane, a to tylko cieszy, bo „Gwiezdne Wojny” bez Hana to jednak trochę piwo bezalkoholowe. Prawdopodobnie w filmie wystąpi także Mark Hamill, czyli Luke Skywalker. I o ile na myśl o tym mordy cieszą nam się jak szczerbatemu na widok orzechów, o tyle nieco wstrząsnęła nami wiadomość, że Carrie Fisher znów miałaby zagrać księżniczkę Leię. O ile w latach 70. niejeden skoczyłby z nią na jakiś czas w podprzestrzeń, o tyle dzisiaj… No, sami oceńcie.

carrie

4. Podobno SW VII mają być produkowane przy użyciu kamer IMAX. I w sumie jest todobra wiadomość, bo zapowiada to naprawdę epicki rozmach. Już zacieramy ręce na myśl o tych wielkich, ale naprawdę WIELKICH kosmicznych bitwach, jakie mogą toczyć się w najnowszej odsłonie „Wojen”.

5. Jedna z angielskich agencji aktorskich ogłosiła, że poszukuje do SW VII mężczyzn powyżej dwóch metrów wzrostu. A oprócz Dartha Vadera, w oryginalnych Gwiezdnych Wojnach taki wzrost miał tylko jeden z bohaterów i przyznajemy – jeden z naszych ulubionych: Chewbacca. Nie wiadomo, czy aktor miałby się wcielić w tego sympatycznego wąsaatego trenera kudłacza czy będą kolejne postaci z tej rasy. Jedno jest pewne: ryk wookie’go znowu się rozlegnie!

chewbacca

Nieco skonsternowani tymi wszystkimi informacjami fani postanowili więc dać Abramsowi kilka rad. Na tak zwany wszelki wypadek. By ten nie zrobił z ich ukochanej kosmicznej serii gniota, z mistrzem Sithów, cedzącym przez zęby „Yppie Kai Yay, motherfuckerin’ Jedi”.

Żeby było łatwiej, cztery główne zasady zostały Abramsowi podane w formie filmiku, który prezentujemy wam poniżej:

 

Przyłączamy się więc do twórców tej świetnej animacji i apelujemy: J. J. Abramsie, niech Moc będzie z Tobą. NIE SPIERDOL TEGO!

Komentarze


Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑