„Hell’s Kitchen – Piekielna kuchnia”: koszmar dla widza, nie dla uczestnika

Opublikowano Kwiecień 20, 2014 | przez MB

hells

Ruszyła pierwsza polska edycja programu „Hell’s Kitchen”. Choć Polsat wyemitował dopiero dwa odcinki, już teraz można powiedzieć, że z tej mąki chleba nie będzie.

Czas świąteczny to dobry moment, aby pisać o kulinarnych reality show, których jestem kryptofanem (głównie brytyjskich edycji, w polskiej telewizji nadawanych m.in. przez kanał TLC). Oferta programowa stacji telewizyjnych jest doskonale wyprofilowana pod gastronomiczny boom ogarniający całą Polskę. Ludzie w porach śniadaniowych i obiadowych zbierają się przy stole, chwalą swoje wypieki, zajadają żurkiem i jajkami, wymieniają przepisami i z pełnymi brzuchami zalegają wieczorami na kanapach. Sięgają po pilota i skaczą po kanałach: Okrasa, Brodnicki, Makłowicz, Wachowicz, Gessler, „Top Chef”, „Master Chef”, „Ugotowani”, „Doradca Smaku”, „Szczypta Smaku”, „Pyszne 25”,  „Przepis Dnia”, „Sąsiad na widelcu”, uff… Ramsey, Nigella, Gok, „Polski turniej wypieków” i jeszcze Kuchnia+. Nie daj jednak Bóg, żeby widz bezrefleksyjnie zawiesił wzrok na polskiej edycji programu „Hell’s Kitchen”.

Nie popełnijcie mojego błędu.

W ramach świątecznego lenistwa postanowiłem oddać się wszystkim rozrywkom, którym na co dzień nie pozwalają mi ani czas, ani poczucie dobrego smaku. Dlatego rzuciłem okiem np. na „Twoja twarz brzmi znajomo” i, o dziwo, nie zwymiotowałem. „Hell’s Kitchen”, ze względu na moją wspomnianą perwersję, miał być guilty pleasure, któremu będę się oddawał już od wtorku. Po emisji dręczyło mnie takie samo poczucie winy jak bohaterki „Seksu w wielkim mieście” po zjedzeniu eklerki.

eklerka

Jeszcze raz przekonałem się, że polska telewizja z wielką lekkością chrzani zagraniczne formaty.

Oryginał budzi emocje, bulwersuje i wzbudza kontrowersje. Głównie ze względu na bardzo surowe traktowanie uczestników. Robota w Hell’s Kitchen to praca podwyższonego ryzyka. Napięcie, tempo, czas oraz prowadzący-tyran, który nie przebiera w słowach. Program, choć odwołuje się do bardzo pierwotnych instynktów, wciąga i ciężko powiedzieć, żeby przekraczał granice dobrego smaku. Tymczasem „Piekielna kuchnia” robi to nagminnie. Jest prostacka i wulgarna, a zadania i kary, które wykonują uczestnicy, są zwyczajnie uwłaczające. Zmuszanie do picia koktajlu z resztek surowego mięsa i zgniłych warzyw to poziom głupkowatych osiłków z podstawówki, a nie prywatnej telewizji o zasięgu krajowym. Właśnie takich opóźnionych w rozwoju drabów przypominają zastępcy szefa Amaro. I nie są to kolejni kucharze o wybitnej renomie, tylko żenujący uczestnicy podobnego programu, których Amaro wybrał na własne podobieństwo.

draby

Gordon Ramsay, choć pozuje na niezłego chuja, to prawdziwy mistrz sztuki kulinarnej, do którego i uczestnicy, i widzowie czują respekt. Ponadto jest błyskotliwy, inteligentny i został obdarzony niewątpliwą charyzmą. A Amaro? No cóż… Szkoda gadać. Jego obelgi i przytyki są mało trafione i pozbawione smaku. Pewnie i zna się na gotowaniu, bo przecież ma foteczkę z Ramsay’em, ale swojemu idolowi nie dorasta do pięt.

Program jest wybitnie nadęty i przerysowany. Zarówno prowadzący, jego świta, jak i sami uczestnicy stwarzają wyłącznie pozory. Pierwszy okrutnego, ale sprawiedliwego szefa kuchni, drudzy ambitnych i doświadczonych kucharzy, trzeci pokornych i przestraszonych uczniów. Ci ostatni grają najlepiej i faktycznie wyglądają na przejętych. Najgorzej szło niejakiemu Grzegorzowi i został wywalony za drzwi. Dlaczego? Bo miał poczucie humoru, dystans do tej bufonady i zdrowy rozsądek. Grześku, wszystkiego najlepszego!

Pozostali grają jak im producenci każą, ślinią się na sto tysięcy złotych i nie odmieniają słowa „szef” (sztandarowy zwrot programu brzmi „Tak jest, Szef”). Producenci wybrali osoby pozbawione osobowości i kręgosłupa moralnego. Ordynarne i nijakie. Momentami wygląda to obrzydliwie.

Tak samo jak hołubienie pustego świata celebrytów. W przerwach między gotowaniem i zbieraniem kompromitującego Polsat opierdolu a la Amaro, kucharze-amatorzy zapraszani są na tzw. salony. W drugim odcinku zasiedli w pierwszym rzędzie „Tańca z gwiazdami” i piali z zachwytu. Za kulisami robili sobie selfie z Dawidem Kwiatkowskim, zdobywali autografy Jacka Rozenka i obwąchiwali Natalię Siwiec. Żenujący widok.

samojebka

Z kolei przygasające gwiazdy wykorzystują „Hell’s Kitchen”, by o sobie przypomnieć. Gościem Piekielnej Kuchni był m.in. komisarz Zawada z „Kryminalnych”, podobno to niejaki Marek Włodarczyk.

Smutne jest też to, że na dobre ofiarą tego maglu badziewia padł Maciej Nowak.

„Hell’s Kitchen – Piekielna kuchnia” to prawdziwy telewizyjny koszmar, który na żołądku będzie leżał mi dłużej niż nieświeży kebab. Program reprezentuje wszystko to, czego we współczesnej telewizji nie można znieść najbardziej: parcie na szkło, kult celebrytów, sezonową popularność, bezwartościowe postaci, zadęcie i liturgię pieniądza. Polsat dotknął dna rozrywki. Alleluja!

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , , , , , ,



Back to Top ↑