Idole z mojego dzieciństwa wystąpią w Polsce. Backstreet Boys rules!

Opublikowano Listopad 27, 2013 | przez Dżordż

backstreet-boys-xmas

To najlepsza informacja od kiedy okazało się, że Polska zorganizuje Euro 2012: Backstreet Boys zagrają w naszym kraju! I to niebawem, 23 lutego, w Warszawie. Jaram się tym bardziej, że ich koncert odbędzie się jakieś 1,5 km w linii prostej od mojej hacjendy – na Torwarze.

Dla pokolenia współczesnych 30 latków to byli herosi. Pamiętam jak z kumplami czytaliśmy o nich w Bravo z wypiekami na twarzy, bo internet był w drugiej połowie lat 90. średnio dostępny. Będąc w podstawówce oglądaliśmy też na Vive teledyski, a potem… uczyliśmy się choreografii z nich na pamięć. Dlaczego? Powód jest prosty: ówczesnych 12-14 latek nic nie kręciło tak mocno, jak dwie rzeczy: chłopak, który trenuje piłkę nożną i/lub chłopak, który potrafi naśladować BSB.

Ileż to godzin spędziłem przed lustrem kopiując dynamiczne ruchy Briana! Ileż to razy chadzałem do fryzjera z fotką Nicka Cartera i stanowczym żądaniem obcięcia mnie „na grzybka”. Ileż to błagalnych próśb wystosowałem do mamy, aby wyszukała mi w sklepach w centrum miasta ciuchów podobnych do tych, jakie nosili moi idole.

Potem dorośliśmy. I ja, i backstreeci. Nasze drogi się rozeszły, ponieważ już w LO i na studiach mocno odszedłem od popu na rzecz jazzu, rocka czy hip-hopu. Z kolei moi dawni idole zaczęli rozmieniać się na drobne. Wraz ze złapaniem kolejnych kilogramów tracili pomysły na nowe hity dla mas. No a poza tym moda na nich po prostu minęła, boysbandy z lat 90. zostały wyparte z topu brutalnego świata szołbiznesu.

Mimo tego, że wyrzuciłem z głowy BSB, sentyment do nich pozostał gdzieś głęboko we mnie. Toteż zawsze, gdy w radiu przypadkowo słyszałem „As long as you love me” czy inne „Get down”, to brałem do ręki długopis/pilota/komórkę i zamieniałem się na chwilę w któregoś z chłopaków. Niejedna moja dziewczyna, która była świadkiem tych żenujących spektakli, dławiła się ze śmiechu.

Wam też drodzy czytelnicy może chcieć się brechtać z autora tego tekstu. Że stary, a głupi – kończy zaraz 30 lat, a nadal jara się Backstreet Boysami. I to mimo tego, że raczej chłopcami to oni już nie są, przecież taki Kevin Richardson skończył w tym roku 42 lata, więc to już żaden plejas, to raczej amerykański Stefan Karwowski.

Ale wiecie co? Mam to wszystko gdzieś! Dla możliwości przeniesienia się na kilka godzin w świat dzieciństwa, dla możliwości zapomnienia o otaczających mnie problemach i wyluzowania się na maksa, pójdę na ten koncert. Żebym miał przepłacić za bilety, żebym miał się o nie bić pod Torwarem z jakimś dwumetrowym kafarem, który przypadkowo zabłądził pod halą wracając z Legii, nie odpuszczę.

A potem, z wejściówką w dłoni, stanę pod sceną. Nie będę piszczał (chyba), machał plakatami z podobiznami idioli z dzieciństwa (raczej), nie zamierzam też zemdleć (no chyba, że zemdleję), ale coś czuję, że nawet bez tego wszystkiego to będzie jedno z najciekawszych wydarzeń muzycznych 2014 roku. Do zobaczenia na Torwarze!

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑