Nadchodzi czas powrotów grubasków do siłowni i na baseny

Opublikowano Marzec 1, 2013 | przez Dżordż

silka

Szefowie siłowni i basenów ich kochają. Stali bywalcy tych miejsc – nie trawią. Ale i tak muszą tolerować. Bo w najbliższych tygodniach grubasków, tych mniej i bardziej otyłych, nie zabraknie na pływalniach i w salach do ćwiczeń. Idzie wiosna, więc wielu ludzi z problemami z sylwetką chce popracować nad formą.

To już tradycja – w przeddzień nadejścia lepszej pogody w Polsce zaczynają ćwiczyć wszyscy. Menedżerowie dużych firm, którzy ostatnie pół roku spędzili na pracowaniu 16 h na dobę i wpieprzaniu wieczorem hot dogów ze stacji benzynowych. Studenci opychający się na co dzień tanią pizzą i takowym piwem. Młode dziewczyny, które zimą zabijały swój głód liczącymi tysiące kalorii wałówkami od mam i babć. No po prostu kto żyw, ten rusza do siłowni, na basen czy kort do squasha w nadziei, że w ciepłych miesiącach będzie dużo atrakcyjniejszym fizycznie człowiekiem niż na początku roku.

Właścicielom i administratorom sportowych obiektów ta sytuacja bardzo się podoba.

– Dla takich klientów będziemy przemili. Szef nam kazał, mówił, że ci ludzie zapewniają duże dochody wiosną – znajomy ratownik wykłada mi kawę na ławę.

Ludziom, którzy regularnie ćwiczą (choćby mnie), ciężko o wykazanie podobnego entuzjazmu. Jeszcze więcej osób na każdym torze w wodzie, dwa razy dłuższe oczekiwanie na dany sprzęt w siłowni, możliwość wynajęcia kortu do squasha o jakieś dziwnej porze typu 11 rano, bo wcześniej i później są zajęte – to wszystko zdecydowanie nie sprzyja sympatii do „sezonowych sportowców”. Przez nich robi się większe zamieszanie niż w Moskwie w godzinach szczytu.

Nie zrozumcie mnie źle – nie jestem przeciwnikiem tego, żeby naród się ruszał. Ani zwolennikiem masowej nadwagi u wszystkich Polaków. Doceniam fakt, że społeczeństwu raz na jakiś czas zachciewa się fizycznej aktywności. Wkurza mnie co innego –  95% z tych osób zapału starczy na dwa tygodnie. No, góra miesiąc.

Gdybym był pewien, że X, który właśnie wszedł do siłowni z piętnastoma kilogramami nadbagażu wytrwa w swoim postanowieniu poprawy na dłużej, sam bym go dopingował do treningu. I cieszył się, że kolejny człowiek przejdzie wielką zewnętrzną, a chyba też i wewnętrzną, przemianę.

Ale z dużą dawką prawdopodobieństwa mogę  stwierdzić, że tak się nie stanie. Znam wielu ludzi z  problemami z nadwagą i u większość z nich wygląda to tak, w dużym uproszczeniu: pierwszy trening = wielki entuzjazm. Drugi – olbrzymie zakwasy. Dwa tygodnie regularnej pracy – zniechęcenie, brak czasu, problemy z trzymaniem diety. A w efekcie powrót do starego trybu życia. Słabe, ale prawdziwe. Niestety.

Ludzie z nadwagą wynikającą nie z choroby, a z trybu życia muszą coś zrozumieć: dbanie o formę to ciężka praca. CAŁOROCZNA. To odmawianie sobie alkoholu, wtedy gdy wszyscy wokół piją na imprezie, niezdrowego jedzenia, kiedy zachodzisz po dyskotece z kumplami do kebabodajni,  to regularne wysypianie się. Kto tego nie pojmie, ten nigdy nie będzie wyglądał dobrze, „sportowo”. Cudów nie ma – nie da się nadrobić kilku miesięcy laby w dwa tygodnie. Takiego wyczynu to niedokonałby nawet Lance Armstrong w najostrzejszym okresie szprycowania się.

 

 

 

Komentarze


Tagi: , ,



Back to Top ↑