„Iluzja” – hollywoodzkie kino na najwyższym poziomie

Opublikowano Czerwiec 25, 2013 | przez ZP

 iluzja

Wszyscy lubimy filmy, których zakończenia sprawiają, że całe kino robi „woooow”. Tak było w pierwszej części „Piły”, kiedy to mordercą okazał się facet leżący między dwoma porwanymi gościami, udający cały czas trupa. Oraz w „Planie doskonałym”, w którym Clive Owen wymyślił jak napaść na bank i nie dać się złapać. Mianowicie wystarczyło… zostać w nim na kilka dni, a potem wyjść niepostrzeżenie mieszająć się z tłumem ludzi. W „Iluzji” też mamy niesamowitą końcówkę, której tutaj nie zdradzę. Jestem przekonany, że co najwyżej kilku widzów na pełnej sali, takich z bardzo wysokim IQ, ją przewidziało. Ja nie, czyli tak jak zawsze myślałem: raczej jestem debilem.

Zanim dojdziemy jednak do Grande Finale, czeka nas wiele fantastycznej, typowo hollywoodzkiej rozrywki. W „Iluzji” mamy to wszystko, co widz spod znaku popcornu i Coca-Coli uwielbia najbardziej: efektowne pośćigi samochodowe, błyskotliwe dialogi, a także gorący romans. Ba, jest nawet coś więcej: niesamowite z pozoru magiczne sztuczki, które widzom na bieżąco wyjaśnia cyniczny Thaddeus Bradley (Morgan Freeman), od lat zajmujący się demaskowaniem następców Davida Copperfielda. A tych grają m.in. Jesse Eisenberg, który jest na ekranie nawet jeszcze większym, pewniejszym siebie chujkiem niż wtedy, gdy wcielił się w rolę Marka Zuckerberga. I Woody Harrelson, dla mnie prawdziwy geniusz, facet, który zrobiłby perełkę nawet wtedy, kiedy kazano by mu imitować… czajnik.

Nie wiem dlaczego tak jest, ale w dzisiejszych czasach naprawdę ciężko napisać i wyreżyserować lekką, błyskotliwą komedię ze sporą domieszką sensacji. Większość filmów, które producenci reklamują jako inteligentne, zabawne i zaskakujące, to gnioty, których zakończenie rozszyfrowujemy po kwadransie. Albo co najwyżej średnie produkcje, o których człowiek zapomina następnego dnia po przebudzeniu.

Z „Iluzją” jest inaczej – to naprawdę świetnie zrobiony produkt, idealny na piątkowy czy sobotni wieczór w kinie. Tak, dokładnie, w kinie, nie ma sensu ściągać go na laptopa, to jeden z tych filmów, które na małym ekranie tracą całą swoją… magię.

 

Komentarze

Zaskakujące zakończenie
Bajkowość
Dowcip
Nieudolność policji

Podsumowanie: Najlepsza amerykańska produkcja jaką widziałem w tym roku.

4.8


Ocena użytkowników: 3.4 (27 głosów)

Tagi: , , , , , , ,



Back to Top ↑