Imię, nazwisko, a po kropce „Photography” – niesamowicie irytujący trend

Opublikowano Wrzesień 3, 2013 | przez Deszczowiec

foto

Media społecznościowe mają tyleż samo zalet co i wad. Do tych drugich należy pewien zdecydowanie mocno wkurwiający trend na Facebook’u: od pewnego czasu widzę pojawiające się jak grzyby po deszczu profile, szyte według jednej i tej samej miary: imię, nazwisko i dumny napis „photography” po kropce. Aż się chce w tym momencie rzucić swojskim WTF?? Albo, jak wolą młodzi, „wyrazić swoje bezgraniczne oszołomienie zaistniałą sytuacją”.

http://wyszlo.com/wp-includes/js/tinymce/plugins/wordpress/img/trans.gifDzieciarnia dostała do ręki aparaty. Nierzadko naprawdę drogie, półprofesjonalne lustrzanki za ileś tam tysięcy. A jak już dostała – zaczęła pstrykać na potęgę i tworzyć opisane wyżej profile. Skala tego zjawiska i nierzadko żebranie o lajki to naprawdę irytująca sprawa.

Takie profile można zazwyczaj podzielić na dwie kategorie:

a) okres gimnazjalno-licbazowy. Tzw.„zagniewani młodociani”. Dominują zdjęcia kwiatków, słodkich kotków, zachodów słońca, dmuchawców. W fazie wstępnej także pierwsze nieśmiałe próby portretów, rzecz jasna z dziubkami. W fazie rozwiniętej pojawiają się fotografie murali, buntowniczych tatoosów („Tylko bug morze nas sondzić”). Ten okres oznacza też wyjście ze sztuką „do ludzi” – przejscie od fotobloga do portalu. Warto dodać, że użytkownicy mający konta na portalach poświęconych fotografii są na nich zazwyczaj bardzo aktywni i udzielają brzmiących dojrzale porad ”Potrzebujesz dobrego obiektywu! Jasnego, porządnego!!”. Zazwyczaj jednak obiektyw myli im się z obiektywizmem.

Agresywni, jak to pryszczata młodzież bez perspektyw po socjologii.

b) fotografia pół-dojrzała, zwana także „etapem grupowania”, bo młodzież po pierwsze skupia się w grupy na studiach, a po drugie dołącza do różnych absurdalnych grup na wspomnianych portalach. Pierwsze eksperymenty ze światłem, głębią, ostrością… Innymi słowy: przyszło zorientowanie się, że oprócz aparatu istnieją także OBIEKTYWY. W takich profilach widać pewne (minimalne!) zgłębienie tematu pojawiają się tagi, np. #fashion, #moda, #bodyart i oczywiście koronny – #rozne. W fotografii pół-dojrzałej odchodzi się od zdjęć przepitych mord z ostatniej imprezy na rzecz stylowego krzesła w klubie, dziwnie oświetlonych mebli, czy też niezwykle popularnego „chuj-wie-artystycznego-czego”. Zdarzają się artyzujace zdjęcia w lustrach na skrzyżowaniach. Pojawiają się zdjęcia różnych mniej lub bardziej intymnych części ciała (dominują stopy). Wchodzi Instagram i kupiony na targu przedpotopowej elektroniki Polaroid.

W fazie studbazy można już wyrokować, czy koleś/laska ma potencjał. Zazwyczaj nie, ale nikt tego nie powie, bo może się to skończyć nawet banem na fejsie i Twitterze, poprzedzonym długą litanią słów i zarzutów o „braku wrażliwości”. W wypadku opublikowania ich zdjęcia przez mniej lub bardziej (zazwyczaj) bardziej niszowy magazyn lifestyle’owy odlatują w rejony Międzynarodowej Stacji Kosmicznej i w ich mniemaniu zyskują status półbogów.

No dobra, ale po co ten cały wywód? Ktoś powie „jakim prawem krytykujesz czyjąś pasję, burku??”. Nie, nie krytykuję pasji. Krytykuję durne, nachalne włażenie w sferę Internetu drugiego człowieka, absolutny brak samokrytycyzmu i głupie napuszenie.

Ludzie, NIE JESTEŚCIE fotografikami (ani nawet fotografami) fotografując stopy, kredensy, ludzi w kapturach, babcie, martwe zwierzęta, żywe zwierzęta, talerze z zupą, grzebienie, mrowiska, czaszki, żelazka, tęcze, zachody słońca, odrapane podwórka kamienic, cycki, prysznice, szpitalne łóżka, manekiny sklepowe czy pół kilograma pierza, bez znaczenia – białego czy czarnego.

Nie jesteście nimi mając czy to Leicę po wuju Władku, czy Canona z ciągiem cyfr po nazwie. Nie jesteście nimi czy zrobicie 100, 1000 czy 10 000 zdjęć. Nie jesteście nimi, chcąc być na siłę oryginalni w poszukiwaniu tematów. A już zwłaszcza (bo gołąb to ptak i siada na drzewie) nie staniecie się nimi, tworząc sobie profil na fejsie z magicznym słowem „Photography” po swoim nazwisku.

FOTOGRAFEM albo FOTOGRAFIKIEM to są Annie Leibovitz, Paul Hansen, czy Tomasz Gudzowaty albo Krzysztof Miller. Fotografikiem był Kevin Carter – ten od zdjęcia sępa, który ma rzucić się na umierającą z głodu afrykańską dziewczynkę.

Wy możecie do ich poziomu aspirować, ale litości – miejcie trochę pokory i dystansu do siebie. Nie wchodźcie w ich buty, bo zrobiliście dobrze ocienioną fotografię studni albo sąsiada pracującego na żniwach. I przestańcie zakładać te zjebane profile na Facebooku, bo to żenada, a nie artyzm.

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑