Instagram niebezpiecznie wkracza w sferę intymności. Samojebka po numerku

Opublikowano Kwiecień 2, 2014 | przez MB

selfie2

Po zdjęciach w windzie, w łazience, w sklepowej przebieralni, na tle Majdanu i oscarowej gali przyszedł czas na domowe pielesze. A dokładnie na sypialnię. Coraz większa grupa idiotów chwali się, że właśnie zaliczyła.

Nowa moda wśród użytkowników portalu nosi nazwę #aftersex. Jej założenie jest bardzo proste i nasuwa się samo przez się. Użytkownicy wrzucają do sieci selfie zrobione bezpośrednio po seksie. Większość zdecydowanie wygląda na zrelaksowanych i odprężonych. Zdarzają się też smutasy, ale tylko dlatego, że zasady trendu nie są ścisłe i foty wrzucają także onaniści.

selfie5

Wszystko pięknie, ładnie, świeży hashtag rozprzestrzenia się szybciej niż zapach napalmu o poranku, ludzie się bzykają, świetnie, ale czy to nie za dużo?

Najwyraźniej ktoś zbyt dosłownie zrozumiał prześmiewczy z założenia kawałek The Lonely Island i Akona „I just had sex”.

Żaden inny trend społecznościowy nie ingerował w ludzką prywatność aż tak bardzo. Piwne wyzwanie było po prostu durne, zdjęcia mokrych kotów nieestetyczne, „bikini bridge” całkiem hot, koty i żyrafy słodkie i zabawne a „baby mugging” zwyczajnie rozczulający. Niezależnie jednak od tego, jaki był stosunek użytkownika do kolejnych wynalazków, wszystkie były neutralne i nieszkodliwe, opierały się bardziej na kreatywności niż udostępnianiu własnej prywatności.

Z #aftersex jest inaczej.

Można go potraktować jako kolejną niegroźną fanaberię użytkowników mediów społecznościowych, ale wcale nie trzeba. Teraz galeria zdjęć po seksie, a po nich co? Zdjęcia po oddanym stolcu, samojebki po obcięciu paznokci u stóp, fotki po wyciśnięciu pryszcza? A może ujęcia w trakcie penetracji doodbytniczej?

selfie4

Zdajemy sobie sprawę z tego, że brzmimy jak konserwatywne świnie, ale – na litość boską – na Instagrama wchodzą dzieci, zwierzęta też czasem zaglądają. Użytkowników przybywa z każdym dniem i z każdym dniem stają się coraz głupsi. Najpierw oklejają sobie twarze taśmą klejącą, a teraz pozują na tle ospermionenego prześcieradła. Obserwując więc natłok kolejnych debilnych modowych ekstrawagancji ciężko nie pomylić Facebooka albo Instagrama z kontenerem na odpadki tudzież umysłem Luxurii Astaroth.

Internauci przestają odczuwać jakiekolwiek skrępowanie i wstyd. Bastion zwany „prywatność” przestaje być chroniony i zaczyna być rzucany na pastwę losu. Te same osoby, które wieszały psy na programach reality show, teraz wstawiają na tablicę foteczki ze swoim partnerem, którego chwilę temu przemłócili. W wielu przypadkach pewnie był to seks smutny, nieudany i ociężały, seks na siłę albo seks rutynowy. Internetowy fame najwidoczniej jednak skutecznie wypiera żal.

Jak wiadomo, z tak dobrego samopoczucia powstało kiedyś Warsaw Shore. #afersex to nic innego jak prymitywne pokłosie tego typu programów, które prowadzi do całkowitego zidiocenia mediów społecznościowych.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , , ,



Back to Top ↑