„Ja po prostu miewam czasem jakiś fajny żart”, czyli Strasburger dalej nic nie rozumie

Opublikowano Sierpień 4, 2015 | przez lucky bastard

Chyba każdy kojarzy żarty Karola Strasburgera, którymi raczy widzów przed rozpoczęciem Familiady. Nie mamy wątpliwości, że pewnej grupie odbiorców, nazwijmy ją grupą 50+, te dowcipy się podobają. A jako, że jest to lwia część audytorium programu, opowiadanie ich ma głęboki sens. Problemem jest jednak efekt uboczny, czyli kompletne minięcie się z poczuciem humoru młodszego pokolenia. Chcąc nie chcąc, Strasburger stał się synonimem człowieka opowiadającego drętwe i czerstwe dowcipy.

Temat dowcipów został dosyć szeroko omówiony w wywiadzie, którego Strasburger udzielił niedawno portalowi gazeta.pl. Padło w nim kilka zaskakujących słów:

Ja po prostu miewam czasem jakiś fajny żart, który próbuję opowiedzieć. Jeden go nazwie sucharem, a ktoś inny powie, że jest bardzo zabawny. (…) Jak jest się królem czegokolwiek, to już jest nieźle. Mogę o sobie powiedzieć: „Coś tam w życiu osiągnąłem. Jestem królem sucharów”. I bardzo fajnie. To jest dla mnie pewnego typu, mogę powiedzieć śmiało, sukces, że coś wymyślone 20 lat temu, w sposób kompletnie przypadkowy (…)

Dla nas Strasburger od dwudziestu lat opowiada najgorsze dowcipy, ale – jak już wspomnieliśmy – rozumiemy że są kierowane do innego targetu. Gorzej, że mamy tu do czynienia z lekkim oderwaniem od rzeczywistości. Jeżeli prowadzący Familiadę uważa, że bycie królem sucharów jest spoko, to znaczy, że nie rozumie, czym suchary w ogóle są. A przecież, jak można wywnioskować z jego wypowiedzi, on nawet sugeruje, że te suchary wymyślił…

Specjalnie dla Strasburgera spieszymy z wyjaśnieniem. W sucharach żart polega na tym, że jest żenujący. Taki dowcip albo jest w ogóle nieśmieszny, albo jest tak mocno żenujący, że aż śmieszny. Królowie sucharów lawirują na najwyższym poziomie żenady, bo wiedzą gdzie tkwi siła tych dowcipów i próbują to wykorzystać. Natomiast pan Karol, z uporem godnym lepszej sprawy, sprzedaje kawały, które w jego mniemaniu są po prostu zabawne.

Jakkolwiek patrzeć, Strasburger stał się jedną z pierwszych ofiar polskiego internetu. Młodzi ludzie momentalnie zaczęli z niego szydzić, a on uporczywie stara się tego nie dostrzegać. Ciągle twierdzi, że ma fajny dowcip, ale – jak to w życiu bywa – jednemu się spodoba, drugiemu nie. Problem w tym, że w ten sposób można sobie wytłumaczyć dosłownie wszystko.

A teraz poszedł jeszcze dalej, bo w sumie to twierdzi, że suchary to coś wymyślone przez niego 20 lat temu. To tak, jakby Dariusz Szpakowski chwalił się, że wymyślił wpadki komentatorskie. Robisz coś źle, wystawiasz się na pośmiewisko, a na koniec oznajmiasz wszystkim – to dla mnie pewnego typu sukces. Ten tok myślowy jest tak samo niezrozumiały, co żarty rozpoczynające Familiadę.

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑