Jak biegać, by nie zniechęcić się do treningu i schudnąć? Kilka rad od maratończyka

Opublikowano Styczeń 2, 2014 | przez Dżordż

trening

Jesteś zawodowym sportowcem? To nie jest tekst dla ciebie. Jeżeli jesteś zadowolony z tego jak wygląda twoje ciało, również możesz odpuścić sobie czytanie tego artykułu. Jeśli jednak czujesz, że potrzebujesz schudnąć, aby wreszcie poczuć się ze sobą dobrze, powinieneś zagłębić się w lekturze.

http://wyszlo.com/zaklad-tysiaclecia-waga-w-dol-stan-konta-w-gore/ – w tym tekście Krzysiek Stanowski opisuje wam, jak planuje pozbyć się zbędnych kilogramów. Zapewne niejeden czytelnik Wyszło też ma ten smutny problem, że waży za dużo. Chętnie pomogę go rozwiązać proponując jeden ze sportów, które naprawdę pomagają stać się szczuplejszym: bieganie.

Ukończyłem maraton w 3:29, mam za sobą trzy półmaratony, trochę się na tym sporcie znam, dlatego się pomądrze. Oczywiście nie każdy, kto uprawia jogging musi się ze mną zgadzać, te rady to są subiektywne przemyślenia mojej skromnej osoby, które powstały na podstawie wielomiesięcznych treningów.

Przede wszystkim: jeśli wcześniej nie biegałeś lub masz w tym sporcie długą przerwę, uprawiaj go z głową. Najlepiej potruchtaj trzy razy w tygodniu po jakieś 30 minut. W tempie, które cię specjalnie nie męczy. Wiadomo, że przy takim treningu nie spalisz zbyt wielu kalorii, ale też nie o to chodzi na początku zabawy. Na tym etapie najważniejsze jest to, żeby przyzwyczaić organizm do wysiłku. I głowę do tego, że przebieram się regularnie w dres i nie patrząc na pogodę za oknem ćwiczę.

Po 2 tygodniach takiego truchtania możesz dołożyć sobie 5-7 minut biegu więcej za każdym razem. W nieco szybszym tempie niż wcześniej. Po kolejnych 14 dniach możesz znowu dorzucić 300 sekund itd. itp. Z czasem zwiększą się odległości i prędkość, a co za tym idzie waga zacznie spadać.

Pamiętaj: na początku staraj się biegać po RÓWNYM terenie w RÓWNYM tempie. Dopiero z czasem możesz sobie urozmaicać trening licznymi podbiegami i zmianami prędkości. Nie wolno tego robić za szybko, żeby – będę to powtarzał do znudzenia – się nie zniechęcić.

Zniechęcenie może też przyjść jeśli bieg nie będzie się łączył z  odpowiednim… towarzystwem. Innymi słowy na początku aktywności fizycznej musisz sprawdzić jak najlepiej lubisz truchtać: z muzyką lub audiobookiem w uszach, czy też w ogóle bez słuchawek. Znam kilkudziesięciu biegaczy i powiem wam, że to jest naprawdę indywidualna sprawa: jeden lubi zapierzać wsłuchując się w rytm miasta i własnych kroków, drugi pobudzając sie housem, a trzeci głosem jakiegoś aktora czytającego najnowszą, hitową powieść. Ile ludzi, tyle przyzwyczajeń, dlatego musisz znaleźć swoje.

Może też zdarzyć się tak, że uznasz, iż nie lubisz trenować sam. Bo nie ma do kogo otworzyć gęby, bo ciężko zmotywować się w pojedynkę itd. itp. Jeżeli dopadnie cię taka przypadłość, polecam… Internet. W niemal każdym mieście nie brakuje grup biegaczy trenujących razem, łatwo ich wyszukać, chociażby na fejsbuku. Ja akurat nie czuję potrzeby, żeby biegać z kimś, ale rozumiem, że niektórym jest tak łatwiej.

Żeby na początku nie było za trudno, proponuję też pamiętać o odpowiednim odżywianiu. Bez paliwa daleko nie zajedziecie. Szczególne jeśli w trakcie zajęć złapie was głód, wtedy robi się naprawdę kiepsko.

Przed treningiem najlepiej jest zjeść coś lekkiego, ale dodającego energii. Sam często konsumuję po prostu dwa banany, a jeżeli mam dłuższy, trudniejszy bieg, to wpieprzam porcję owsianki, raczej na wodzie, z gruszką, bananem, orzechami włoskimi i daktylami. Oczywiście te składniki można stosować naprzemiennie z innymi, posiadającymi białko i węglowodany. Dobre są też… naleśniki z masłem orzechowym. No ale ich na razie wam nie polecam, to jednak kaloryczne cholerstwo, dobre dla kogoś, kto trenuje ciągiem 120 minut, a nie pół godziny.

Moi znajomi często spożywają też chleb pełnoziarnisty z avocado. Lubię to zestawienie, ale po zajęciach, a nie przed nimi – jak dla mnie takie pieczywo jest zbyt ciężkostrawne, żeby jeść je przed podjęciem wysiłku.

Co do ciuchów, w których macie trenować – zimą niezbędny jest cały ten klasyczny zestaw, czyli: ocieplane legginsy, kurtka, rękawiczki, czapka i komin. Ten ostatni to naprawdę ważna rzecz, zasłania szyję, twarz, a przede wszystkim kark, który często nam przewiewa. To wszystko brzmi jak naprawdę solidny wydatek, ale uwierzcie, że tak nie jest. O ile nie macie parcia, żeby kupować sprzęt Nike czy Adidas, to nie zbankrutujecie. Ja np. olałem znane marki i używam rzeczy marki Kalenji. Korzystam z nich od prawie dwóch lat i zdecydowanie mogę napisać, że w ogóle się nie zawiodłem. Są dostępne w Decathlonie, więc nie powinniście mieć problemów z zakupem.

A jeżeli pojawią się kłopoty z motywacją, a prędzej czy później do tego dojdzie, sugeruje, żebyście oglądali jak najwięcej… reklam sportowych. Wszystkie te filmiki typu „Odnajdź w sobie doskonałość” naprawdę potrafią dać kopa i zmobilizować człowieka na tyle, że zmusi się do przebrania i wyjścia na dwór nawet w śnieżny, mroźny wieczór.

Powodzenia!

Komentarze


Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑