Jak Maciej Orłoś wygrywa Twittera, czyli zgoda buduje

Opublikowano Luty 27, 2015 | przez Gofrey

ea211bbf996b6f4b319b2ae5b69b16de

Z czym kojarzy wam się Twitter? Generalnie naszym zdaniem można podzielić go na trzy główne rejony, które są od siebie dość szczelnie odseparowane. Są wprawdzie otwarte granice, swobodny przepływ ludzi między nimi, ba, są nawet enklawy położone na granicach między tymi „państwami”, ale odrębność kulturową mieszkańców każdego z nich widać na pierwszy rzut oka.

Pierwszy rejon: polityka. Świat tweetów rozpoczynających się od „będę dzisiaj gościem TVP Info/TVN24/Superstacji”, ciągłych targów, wzajemnego dogryzania oraz kłótni. Jeśli pojawia się tam humor, to tylko w postaci wzajemnych szyderstw dwóch zwaśnionych stron. Co ciekawe – dotyczy to nie tylko polityków, ale i ich wiernych przybocznych giermków – dziennikarzy. Niestety, większość z nich pełni funkcję głośników i ewentualnie korektorów – ograniczają się do wzmacniania i ubarwiania przekazu jednej oraz dyskredytowania i wyśmiewania przekazu drugiej strony. Ich tweety z grubsza można przewidzieć na wiele tygodni przed ich napisaniem.

Grupa numer dwa to sport. W nim linie podziału są bardziej dynamiczne, albo po prostu mniej wyraźne. Wydaje się również, że ten sportowy Twitter jest nieco normalniejszy – więcej tu błyskotliwości, celnych pocisków, wymiany opinii, naprawdę fajnej zabawy słowem czy dowcipu. Z drugiej strony – nadal to mnóstwo kłótni, okopywania się w swoich grupkach i grupach oraz szamba.

Jest i rejon numer trzy, biała plama na mapach wielu twitterowiczów. Co prawda wpisy z tego regionu regularnie zapełniają polskie trendy, co prawda liczba retweetów i „ulubionych” tweetów jest tam absurdalnie wysoka, to jednak „w poważnym świecie” polityki i sportu ta trzecia miejscówka jest kompletnie lekceważona. Kto zamieszkuje te niegościnne strony? Najogólniej rzecz ujmując – młodzież. Gimnazjalna, licealna, może również młodsza. Łączy ją zazwyczaj niesamowita miłość do konkretnych twórców muzycznych – Justina Biebera, One Direction i reszty tych gości, którzy urodzili się długo po nas, mają włosy dłuższe od nas i prawdopodobnie więcej pieniędzy, niż my pomysłów (co łatwe nie jest). Beliebersi, dajrektionerki – takie groupies, tylko rzucające staniki na Twitterze, a nie koncertach.

Zazwyczaj mieszkańcy każdego z tych trzech landów trzymają się blisko siebie. Dziennikarze obrażają innych dziennikarzy, polityczni politycznych, sportowi sportowych. Politycy opowiadają głównie o sobie, za co dostają pochwały od „swoich” pismaków i pociski od pismaków z drugiej strony. Belieberki opowiadają, co zrobiłyby z Justinem (edukacja seksualna w gimnazjach przynosi wymierne wyniki), a „łandajrektionerki” – który z chłopców z „One Direction” jest najładniejszy.

I w to wszystko wmieszał się… Maciej Orłoś. Olał dziennikarskie przepychanki, olał sport i z butami wcisnął się w świat gimnazjalistek z plakatami swoich idoli.

Szalona popularność w gruncie rzeczy dość banalnych i nieskomplikowanych tweetów. Ogromna sympatia całych zastępów fanów 1D, JB czy innych skrótów, których używają twitterowicze. Orłoś nie wdaje się w konflikty PiS-u z PO, nie wdaje się w jakiekolwiek przepychanki – ot, po prostu zapowiada idoli, którzy pojawią się w materiałach „Teleexpressu”. Powoli przekracza dzięki temu 20 tysięcy followersów, każdy jego tweet wywołuje euforię, a on sam może sobie do snu czytać wszystkie „dziękuję panie Maćku” i „panie Maćku, jest pan wielki”.

Bez napinki. Bez kłótni. Bez większych ambicji. Za to z ogromną rzeszą fanów, które z pewnością zasiadają przed telewizorami w porze emisji „Teleexpressu” i darmową colą w każdej gimbazie. Maciej Orłoś wygrywa w grze o nazwie „Twitter”.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑