Jak obchodzić się z piwem w domu – poradnik

Opublikowano Lipiec 7, 2013 | przez qam

piwko

Piwo zyskuje powoli w Polsce status trunku, który służy nie tylko uatrakcyjnieniu imprezowej nocy. Z tego względu różni fachowcy i firmy próbują nauczyć konsumentów większej ogłady. Pojawiają się filmiki instruktażowe, pokazy oraz wrażliwe na temperaturę nalepki – wszystko po to, żeby napitek smakował nam lepiej niż kiedyś. Dzisiaj i ja podzielę się kilkoma radami w tej kwestii. Zaznaczam jednak, że choć tytułuję się piwoszem domowym, do eksperta mi daleko. Może to i lepiej, mam większy margines błędu i mniej obsesyjnego wypaczenia. Jakbym się gdzieś znacząco pomylił – dajcie mi proszę znać.

Jak nalewać piwo?

Podstawa odpowiedź jest prosta: tak, aby nalać z odpowiednią pianą. Jaką wysokość ma poprawna korona, czyli bąbelkowa czapa? Tutaj niespodzianka – wcale nie musi być na „dwa palce”, wszystko zależy od gatunku (oraz stylu nalewania)! Mocno nasycone pszeniczniaki lubią iść do góry, z kolei spokojne, palone ciemne najczęściej szybko opada. Prawidłowa technika ogranicza się do trzymania szklanki pod kątem i odpowiedniego jej wyprostowania pod koniec. Każdy, kto kiedykolwiek serwował gazowane napoje, powinien wiedzieć o co chodzi. Przy nalewaniu pozostają jeszcze takie niuanse jak to, czy szyjka butelki powinna być oparta o szklankę. Zgaduję, że większość czytających pomyślał sobie: „jasne, że nie”. W zasadzie macie rację, chociaż nie we wszystkich przypadkach – Paulaner poleca na kontretykiecie podpieranie. Radzę więc traktować piwo z dystansem, to nie jest przecież woda święcona, i oprócz zdrowego rozsądku kierować się zaleceniami browaru.

W jakiej temperaturze podawać piwo?

Ostatnio w telewizji zauważyłem, że hitem Żywca jest termowrażliwa naklejka. Korona na etykiecie pokazuje, kiedy temperatura piwa spada do odpowiedniego poziomu. Osobiście uważam ten pomysł za jeden z największych absurdów marketingowych ostatnich lat – prawdopodobnie przyda się nieszczęśnikom, którzy stracili zmysł czucia. Ogólnie powiedzieć można, że im piwo lżejsze (pod względem mocy lub walorów smakowych), tym chłodniejsze powinno być na otwarciu (w okolicach 10 stopni). Z mocniejszymi i cięższymi jest odwrotnie – spokojnie można je podawać w temperaturze niewiele niższej niż 18-20 stopni. Ja przyznam się jednak (i narażę browarowym purystom), że sam zazwyczaj smakuję piwo prosto ze sklepowej półki lub mojej zaciemnionej szafki. Jak to bywa z każdym napojem, podczas ogrzewania zmieniają się właściwości smakowe napitku. W moim przypadku przegrywają wrażliwe zęby i wygrywa chęć zaznania w pełni aromatu. Jedno jest jednak pewne – nigdy, ale to przenigdy nie zostawiajcie piwa na słońcu. Jeśli tak zrobicie, zabijecie wszystko, czym staje się podczas fermentacji.

Do jakiego szkła nalewać piwo?

Całe szczęście piwo podaje się w kilku rodzajach szklanek. Mamy więc rubaszne, kojarzące się z Bawarią kufle, iście polskie, wyprofilowane wysokie szklanki, oraz bardziej wysublimowane pokale wyglądające prawie jak kieliszki. Co kraj i gatunek, to obyczaj! Nazbyt upraszczając, można podać kilka przykładów: pszeniczne w wysokich, „stożkowych” pokalach, portery w pękatych szklankach lub „kielichach” oraz pilsy w kuflach lub na eleganckiej nóżce. Firmowane szkło często dobierane jest przez samego producenta i traktować je należy jako swoistego rodzaju opakowanie, sposób na ekspozycję i prezentację piwa. Kształt szklanki nie ma więc znaczenia, ważne jest po prostu, żeby przelać trunek z butelki. Dopiero na wolności piwo zaczyna pracować i zmieniać swoje walory podczas degustacji!

Jak smakować piwo?

Temat rzeka. Najbardziej banalna, ale zarazem trafna, będzie następująca rada: po swojemu. Dopiero z doświadczeniem można poprawnie identyfikować podstawowe smaki: słodki, kwaśny, gorzki. Potem przychodzi czas na łączenie konkretnych nut ze składnikami lub procesami produkcji, tak pojawia się „owocowy”, „słodowy”, „chmielowy”, „maślany”, „wędzony” i wiele, wiele innych. Ważne jest, aby piwa próbować świadomie i ciągle wyrabiać w sobie wyczucie – ja jestem dopiero na początku tej drogi, ale już wiem, że łatwo nie będzie. Należy także zwracać uwagę na ogólną „pijalność”, czyli „fajność spożywania” piwa. Na nią składać może się np. nasycenie, poziom goryczki oraz posmak (finisz). Jeśli chodzi o aspekty techniczne, metod jest kilka: mieszanie, przykrywanie, rozcieranie w palcach i inne. Ja polecę tylko, żeby czasem wyłączyć niepotrzebne zmysły i skupić się na piwie – zatykanie nosa można praktykować tylko prywatnie i w sytuacji, gdy brakuje nam umiejętności „w” języku – inaczej narazimy się na śmieszność.

Podsumowując: piwo w zasadzie można pić jak się chce. Jakbym miał zasugerować tylko jedną rzecz, to przypomniałbym  o przelewaniu do szklanki. Mimo wszystko, napitek w butelce nie cieszy tak bardzo. Reszta zastrzeżeń i niepisanych ceremoniałów do każdego piwosza dotrze w swoim czasie, pod wpływem rosnącego doświadczenia i smaku.

Więcej o browarze na:

http://piwoszdomowy.blogspot.com/

 

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑