Jak po trzydziestu minutach walki wydoiłem ten cholerny ekspres

Opublikowano Czerwiec 28, 2013 | przez ZP

Coffee Machine metal

Każdy korpo-robol wie, że najważniejszą częścią dużej firmy jest pomieszczenie, w którym znajduje się ekspres do kawy. To w nim rodzą się romanse, plotki, a czasem nawet kreatywne pomysły. Pytanie co zrobić, kiedy maszyna do robienia małej czarnej nagle… znika.

Z firmowym ekspresem do kawy łączyły mnie gorzkie relacje. I to nie tylko dlatego, że nie zwykłem słodzić jakiegokolwiek napoju. Powód był inny: nie lubiłem skurwysyna, ponieważ był nieobliczalny.

Przykład: przychodzę rano do roboty marząc tylko o jednym. I nie chodzi tu o podwyżkę, czy bzyknięcie atrakcyjnej przełożonej – już dawno temu zrozumiałem, że te delicje są nie dla mnie. Ja chciałem czegoś dużo prostszego, czyli ciepłej i smacznej kawy.

Podchodzę do ekspresu. Podstawiam kubek. Wciskam odpowiedni guzik. Po pięciu sekundach od wykonania tej czynności powinienem delektować podniebienie kofeiną.

Takiego chuja.

Złowroga maszyna wydaje z siebie dziwny dźwięk. Coś jakby nastoletnią Azjatkę dojeżdżało dwóch murzynów. Po chwili wyświetla się tajemniczy napis „error 8”.

Jest zdecydowanie za wcześnie, aby moje szare komórki weszły na wysokie obroty i spróbowały go rozszyfrować. Stoję więc jak ten ostatni ćwok i zastanawiam się, czy w ogóle uda mi się zaradzić niespodziewanemu problemowi. Pewnie umarłbym w tej pozycji z głodu, gdyby z pomocą nie przyszedł bardziej lotny kolega:

– Sprawdź czy jest woda.

Nie ma. Lecę, pędzę, gonię do kranu. Siup i pojemnik już pełny, wracam.

Wciskam guzik po raz kolejny.

Takiego chuja – sequel.

Water tank empty – obwieszcza ekspresik. Mam wrażenie, że to złośliwe gówienko obsługuje pilotem ktoś, kto centralnie się ze mnie nabija stojąc za rogiem. Rozglądam się uważnie wokół i nic, pusto.

Po dłuższej chwili drugi raz tego poranka ratuje mnie wspomniany znajomy.

– Wyłącz ten badziew i włącz, powinno zadziałać.

Takiego chuja 3 – jak tak dalej pójdzie to przed południem dorównam liczbie odcinków serialowi „Jak poznałem waszą matkę”.

Oczom mym ukazał się tym razem angielski napis, którego już nie pamiętam, ale generalnie tłumacząc na polski było to coś w stylu: brak ziarenek.

Unoszę odpowiednią pokrywkę. Ziarenka, naturalnie są. Nieco zdezorientowany dosypuje ich nieco więcej.

Pstryk.

Słychać obiecujące odgłosy mielenia.

Mija pół minuty.

Error 8.

Marek Kondrat, „Dzień świra”. Zaraz oszaleję.

Kumpel dobra rada, człowiek cierpliwszy niż Jan Paweł II w szczytowym okresie pontyfikatu, tako rzecze:

– Sprawdź, czy nie nazbierało się w ekspresie za dużo resztek.

Nazbierało się, a jak. Gdybym rozsypał je wszystkie na Giewoncie, zakryłyby niechybnie całą górę.

Pozbywam się tego fusopodobnego czegoś i jadę z tym koksem.

Jak to mówił Ryszard Rembiszewski: następuje uruchomienie maszyny. Na szczęście nie wyskoczyły z niej piłeczki – po tym dziadostwie spodziewam się wszystkiego – a KAWA!

Trzydzieści minut walki i proszę, wydoiłem to kurestwo.

Dzień później wpadam dynamicznie do pracy-  zwarty, skupiony, z wysoko uniesioną gardą, gotów na kolejny pojedynek. Wkraczam rześko do pomieszczenia z ekspresem, a tam pustka.

Rywal zniknął.

Nie wiem kto i na jak długo go zabrał. Mogę domniemywać, że ekspres poszedł do naprawy, ale czy z niej wróci? Obawiam się smutnego komunikatu w stylu: choć walczyliśmy, to pacjent zmarł.

Tak właśnie było w przypadku poprzedniej maszyny. Po jej śmierci na nową czekaliśmy kilka tygodni. To był smutny czas: waliłem jakąś przesłodzoną latte z automatu na holu, która do wysublimowanej małej czarnej miała się mniej więcej tak, jak ulicznica do Sophie Loren w okresie szczytowej urody.

Przetrwałem ten ciężki okres, bo szefostwo obiecywało zakupić nowy sprzęt. Teraz przełożeni milczą. A ja zastanawiam się nad zmianą pracy. Może zatrudnię się u producenta Tchibo? Albo w Starbucksie? W tych miejscach przynajmniej nie zabraknie kawy. No a jeśli mnie nie zechcą, pozostaje emigrować do Londynu. Tam w korporacjach chleją pewnie na potęgę herbatę, której – dzięki Bogu – nie trzeba robić w ekspresie.

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑