Jak podrywać na plaży?

Opublikowano Kwiecień 7, 2013 | przez Redakcja

Sports-Illustrated-Swimsuit-Calendar

Mój kolega zbeształ mnie, ponieważ powiedziałem, że aby poznać się z samotną grupą kobiet na plaży, wystarczy podejść do nich i zacząć od spytania, czy mają może olejek do opalania.

„Co za debil” – powiedział – „I co, mają uwierzyć, że go nie masz”?

Właśnie tak. Chcecie prawdę? A ch.. mnie obchodzi ten krem! I je też ch.. obchodzi, dokładnie tak samo! Kto w ogóle zastanawia się w takich sytuacjach nad prawdą? Nikt. A nawet, gdyby się zastanawiał, to myślicie, że oskarży kogokolwiek o kłamstwo i zażąda okazania zawartości plecaka? Nie, nie zażąda.

Zamiast tego, w momencie, w którym będziesz do nich podchodził i prawdopodobnie jeszcze przed tym, jak w ogóle otworzysz jadaczkę, każda z siedzących na piasku kobiet oceni pierwszy raz prawdopodobieństwo tego, czy kiedykolwiek wyląduje z tobą w łóżku – albo choćby na jednej kanapie. Na podstawie skomplikowanych wytycznych, jakie trafią do jej mózgu, wyprodukuje ten werdykt tak szybko, zanim zdążysz w ogóle powiedzieć: „No siema”.

Jeśli ten werdykt będzie dla ciebie skazujący, to możesz tam nawet cytować Iliadę, a i tak nic nie wskórasz. Jeśli da ci natomiast prawo łaski, to, choćbyś powiedział, że przypomina ci matkę skończyły ci się baterie w walkmanie, i tak dostaniesz swoją szansę.

Bo one tam leżą. I może chcą się z kimś poznać, a może nie. Ale niezależnie od ich nastawienia (oraz tego, co możesz spieprzyć później), samo podejście już będzie większym osiągnięciem, niż zdobyło 90 procent twoich potencjalnych konkurentów.

Powtarzam: one leżą same. Jest jakaś przyczyna, prawda? Jedna może być taka, że ich kolesie grają obok w piłkę. Druga jednak, że wszyscy inni są zbyt nieśmiali.

Zresztą, odwróćmy tę sytuacje. Leżysz z kolegami na plaży. Rozmawiacie o jakichś bzdurach. Nagle podchodzi do was dziewczyna i pyta, czy macie olejek, bo zapomniała z domu. Jaka jest Twoja reakcja? Pozwól, że rozpiszę ją na punkty:

  • Patrzysz na jej cycki
  • Patrzysz na jej uda
  • Uruchamiasz mózg, by ocenić wielkość tyłka
  • Patrzysz na jej twarz i zastanawiasz się, jaka jest za okularami
  • Słuchasz, co mówi

Nie świruj, że jest inaczej, i tak nie uwierzę. A jeśli pierwsze cztery punkty mają u ciebie wartość „dostateczny”, prawdopodobnie wyobrażasz ją sobie, jak rano mówi ci, że leci do siebie, a na szafce zostawiła swój numer, gdybyś chciał zadzwonić.

Wróćmy więc teraz do mojego podstawowego pytania. Czy jeśli pierwsze cztery punkty z tej listy powodują, że za chwilę będziesz musiał się przewrócić brzuchem do piasku albo położyć w okolicy kąpielówek ręcznik, to jest istotne, jak ten piąty brzmi?

Praktycznie nie. Piszę: praktycznie, bo dziewczyna może oczywiście rozpocząć rozmowę z wieśniackim akcentem, którego nie cierpisz, przywitać was faszystowskim pozdrowieniem albo beknąć, zaznaczając wagę swych słów.  Ale czy spyta o olejek, czy o godzinę, czy o to, jaka jest prognoza pogody na następną godzinę, komunikat jest jeden: kosmici przyszli nawiązać kontakt z ludźmi.

A skoro przyszli, to porozmawiają. O czym porozmawiają potem, to już historia z innej bajki. Natomiast na start liczy się tylko to, żeby nic nie spieprzyć. Olejek pasuje tu idealnie. Wiesz to, bo przed chwilą sobie to wyobraziłeś.

I teraz… Dlaczego miałbyś sądzić, że płeć przeciwna myśli inaczej?

Dlaczego zakładasz, że te reakcje nie zachodzą także w kobiecych mózgach? Dlaczego nie myślisz, że zostaniesz lub możesz zostać przywitany z zainteresowaniem? Albo neutralnie, co, w sumie, też jest w porządku?

Zaskakująco duży procent facetów nie docenia nigdy tego, że cel jest wspólny. W swoim oldskulowym kawałku dobrze rapują o tym Pezet, Ten Typ Mes i Pjus, a oni wiedzą, co mówią:

 

Przyjmijmy więc: ten pierwszy tekst to pomachanie ręką. Człowiek macha do kosmity i komunikuje tym: „Przychodzę w pokoju”! Czy trzeba go za to pierwsze zdanie od razu pokochać? Nie, nie trzeba. Można, ale nie trzeba. Można, jeśli trafi z dowcipem albo innym tekstem, który rozbroi jego przeciwniczki. Ale nic się nie stanie, jeśli będzie to tylko pretekst – i to widoczny.

Pamiętam, że jako dziecko kupiłem sobie książkę o tytule: „Jak podrywać kobiety”. Był w nim zbiór tekstów na przywitanie. Były debilne, tak głupie, że nawet będąc 12-latkiem wiedziałem, że nigdy nie mogę zapytać niosącej siatkę koleżanki, „czy pomóc jej, bo tak łagodne i piękne rączki nie mogą nosić tak wielkiego ciężaru”. Ale książka nauczyła mnie czego innego… Tego, żeby podejść. Co powiedzieć – to miałem wymyślać na żywo. Ale podejście musiało być zrobione, choćbym miał się do niego zmuszać.

Wiecie, ile razy byłem z kobietami, do których zbliżyłem się, siłą pokonując swój opór? Kilkanaście. Dla mnie to dużo. Więc jeśli spytasz na plaży kobietę o to, czy ma coś od słońca, gdzieś w niebie bóg podrywu puszcza oczko i unosi kciuk do góry.

Komentarze


Tagi: ,



Back to Top ↑