Jak poprawnie zachować się na salonach?

Opublikowano Sierpień 26, 2014 | przez MB

salony

Raz na jakiś czas zdarza się, że kompletny wieśniak zostaje celebrytą. Wówczas jego jedynym obowiązkiem staje się bywanie na tzw. salonach. Wielu z nich popełnia jednak błąd i wchodzi na nie bez przygotowania. Stąd plotki i skandale. Dla dobra gwiazd show biznesu oraz osób towarzyszących prezentujemy salonowy savoir vivre dla opornych.

Wybierając się na salony przede wszystkim trzeba się modnie odjebać. Ciuchy z sieciówki nie wchodzą w grę. W H&M’ie i w Stradivariusie ubierają się tylko biedaki. W grę wchodzą rzeczy wyłącznie od topowych projektantów (uwaga: mogą być pożyczone!). Na outficie nie można oszczędzać. Niech gawiedź widzi, że wam się powodzi. Na wejściu musicie być uosobieniem czaru i luksusu. Skromność ubioru to pierwszy krok do towarzyskiego exodusu.

W przeciwieństwie do imienin u cioci, na salony warto się pindrzyć jak najdłużej. Tylko amatorzy i pierdoły przychodzą punktualnie. O wyznaczonej godzinie na salonach jest pusto, DJ dopiero instaluje sprzęt, wódka się chłodzi i nie ma do kogo gęby otworzyć. Trzeba przyjść modnie spóźnionym. Tylko po to, by podsycić emocje związane z waszym przybyciem. Jesteście na liście, organizatorzy leją w gacie, szatniarz czeka z numerkiem od południa, paparazzi nerwowo dreptają w blokach startowych. Przyjdzie, nie przyjdzie, przyjdzie, nie przyjdzie, przyjdzie, nie przy… Przyszliście! Jesteście! Cali w glorii i chwale. Flesze, kamery, reporterzy, ścianka, polerowanie dupy gratis, obciąganie na koszt firmy. Od wejścia wita was darmowe alko, a menadżer wciska wam do ręki torebkę z białym proszkiem. Pamiętajcie, w złym tonie jest odmawiać.

doda

W dobrym za to pojawić się z niezłą dupą u boku. Koniecznie trzeba znaleźć taką z ekstraklasy. Jeśli nie dysponujecie nią na co dzień, podobnie jak garnitur, można ją wypożyczyć. Istnieją takie specjalne agencje. Lepiej skorzystać z ich usług niż pokazać się w towarzystwie Krakena. Niekorzystne zdjęcia w rubrykach towarzyskich pism plotkarskich zamkną wam drzwi na inne salony.

Wydawać by się mogło, że najtrudniejsze za nami. Nic bardziej mylnego, teraz dopiero zaczyna się najważniejsze: zabawa. Jeśli ktoś wbija na salony z planem: przyjdę, trochę się napiję, pogadam ze znajomymi, zatańczę przy dwóch kawałkach i wyjdę, to najlepiej niech od razu sobie daruje i odda tytuł celebryty komuś, kto na niego zasługuje. Na samym wstępie trzeba zdać sobie sprawę z tego, że salony to zazwyczaj wielgachne kluby, przestrzenie postindustrialne, dachy ekskluzywnych biurowców albo hotelowe pomieszczenia dla VIP-ów. Okazje przy jakich są udostępniane to wernisaże, pokazy, urodziny, jubileusze, wręczenia nagród. W takich okolicznościach na pewno nie wolno poruszać się trzeźwym krokiem. Jak najszybciej trzeba się najebać (najlepiej tak, by całą imprezę przypomnieć sobie dopiero dzięki newsowi na Pudelku). W tym celu lokalizujemy open bar i wlewamy w siebie bez ograniczeń.

Alcohol Free Zone

Doprowadzając się do stanu nieświadomości, łatwo animować towarzyszy zabawy. Do najpopularniejszych gier salonowych należą: bójka, rzyganie w kiblu, bójka w kiblu, zdrada z hostessą, seks w loży, kłótnia z barmanem, poniżanie paparazzi.

Jeśli chodzi o jedzenie, to na salonach obowiązuje tylko jedna zasada: nażreć się, ile wlezie. A jak nie wlezie, to nachować po kieszeniach i zjeść w taksówce.

W trakcie zabawy trzeba mocno uważać na towarzystwo. Tak, by przypadkiem nie napatoczył się nikt anonimowy. Przebywanie w gronie no-name’ow jest zdecydowanie passe. Grozi również zniknięciem w tłumie. Otaczając się twarzami powszechnie nierozpoznawalnymi sami możecie zostać, oczywiście omyłkowo, nierozpoznani. Ewentualnie inni będą błyszczeć blaskiem odbitym od was, a blaskiem, iskrą bożą, nie wolno się dzielić.

Za to korzystać z cudzej hojności trzeba jak najczęściej! Dlatego nie tylko spożywamy niewyobrażalne ilości alkoholu ufundowane przez sponsora, nie tylko ładujemy w siebie tyle żarcia, ile się da, ale także z rozkoszą przyjmujemy wszystkie darmowe gadżety. Trafiając na salony możesz już zapomnieć o tandetnych kubeczkach, smyczach i długopisach. Będąc celebrytą firmy zabiegają o to, byś przyjmował ich zegarki, krawaty, buty, telefony, samochody, marynarki, tablety i biżuterię. Oczywiście, jak w przypadku torebki z białym proszkiem, nie wypada odmówić.

– Tylko gdzie to wszystko schować? – zapyta roztropny świeżo upieczony celebryta.

W odpowiedzi na jego pytanie należałoby poinformować go o jeszcze jednej funkcji osoby towarzyszącej. Oprócz ładnego prezentowania się, jest nią tachanie.

Gdy jednak waszą osobą towarzyszącą jest ktoś bliższy niż pierwsza lepsza dziwka, np. żona, wówczas do noszenia darmowego stuffu najlepiej wynająć hosta bądź hostessę (taki salonowy caddie – osoba nosząca kije za golfiarzami).

Pozostaje jeszcze wyjście. Broń Boże po angielsku (chyba, że zamykacie klub, wtedy nie ma się co afiszować). Musi być z klasą i z przytupem. Na pożegnanie najlepiej jebnąć ochroniarza w ryj albo obrazić matkę innego celebryty. Dla podkreślenia statusu wypada zostawić szatniarzowi sowity napiwek, najlepiej w postaci jednego banknotu, o którego istnieniu dowie się dopiero dzięki wam: dwustu złotych.

200

 

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , ,



Back to Top ↑