Jak przygotować się na nadejście kaca

Opublikowano Lipiec 4, 2014 | przez Dżordż

kac

Kiedy było się pięknym-dwudziestoletnim, kac zdawał się człowiekowi tak odległy, jak Australia. Mieszało się do woli wódę, wino i piwo i nic, następnego dnia co najwyżej głowa delikatnie pobolała przez pół godziny. Niestety, to se ne vrati. 30-latek znosi chlanie dużo ciężej. Dzień po ostrej balandze jest na skraju życia i śmierci.

Ten straszny poalkoholowy ból można jednak trochę uśmierzyć. Żeby to zrobić, trzeba się odpowiednio… przygotować na nadejście kaca.

Zaprawiony w bojach w pijak przed wyjściem na tindę powinien zakupić magnez. Jak wiadomo, alkohol wypłukuje go z organizmu, więc z rana kilka tabletek wejdzie w zdemolowane ciało jak złoto. Należy popić je wodą niegazowaną, której trzeba zabrać ze sklepu przynajmniej ze trzy litry. Jedną butelkę stawiamy koło łóżka, na wyciągnięcie dłoni. Nie dalej, ponieważ w stanie, w jakim będziemy się znajdować rano, jakikolwiek ruch przez kilka godzin jest absolutnie wykluczony.

Druga butelka powinna leżeć w lodówce. Gdy już dojdziemy do siebie, chłodna woda będzie smakować  równie wspaniale co sok pomidorowy, którego też nie może zabraknąć w leczniczym zestawie. Wiadomo, potas zawsze na propsie, podobnie jak dobre, tłuste śniadanko. Ja polecam jajecznicę na maśle z szyneczką, szybko zabija ten straszliwy, kacowy głód.

Jeśli jednak ktoś woli pójść w kierunku fast-foodów, to niech przed baletem wynotuje sobie na karteczce numery telefonów ulubionych pizzerii i burgerowni. Rano możecie być zbyt zmasakrowani, żeby szukać tych informacji w necie. Wiem co piszę, kiedyś miałem po chlaniu taki odlot, że przez godzinę nie byłem w stanie przypomnieć sobie hasła do komputera.

Przed pijacką nocą warto nakupić też trochę lodu. Przyda się w sumie do wielu części ciała. Na bolącą głowę będzie idealnym dodatkiem do aspiryny, którą też powinno się trzymać w domowej apteczce. Lód może również uśmierzyć ból… nóg. Jeśli lubicie biegać, a jednocześnie czasem imprezujecie, powinniście wiedzieć, że takowy pojawia się po ostrzejszym chlaniu. Wtedy człowiek czuje każdy mięsień 5x bardziej niż zazwyczaj.

W skrajnych przypadkach przydają się też… łapka do drapania po plecach oraz mapa miasta, w którym się żyje. Te przedmioty należy mieć w zanadrzu gdyby z melanżu udało się wrócić do domu z tzw. towarem. Wiem, trzydziestolatkowi coraz trudniej o takie podboje, ale jednak czasem – zdarza się.

Kiedy już dojdzie do takiej sytuacji, a człowiek obudzi się rano w masakrycznym stanie, to raczej nie będzie miał ochoty ani na konwersację, ani na kopulację z nocną zdobyczą. Wyjebanie jej z domu za pośrednictwem krótkiego acz sugestywnego „won” nie wchodzi jednak w grę, w pewnym wieku trzeba zachowywać klasę. W tym przypadku będzie nią delikatne zbudzenie samicy w miły sposób, poprzez drapanie po plecach. Kiedy już otworzy oczy, uprzejmie acz stanowczo należy pokazać jej na mapie gdzie się znajduje, a następnie życzyć udanej drogi powrotnej do domu.

Gdy usatysfakcjonowana seksem życia kobieta opuści kwadrat, można spokojnie zacząć odprawiać wszystkie opisane przeze mnie rytuały. Zanim człowiek się za nie weźmie, powinien jednak strzelić lufę. Wiadomo, sposobów na poprawę nadszarpniętej wódą kondycji jest wiele, ale żaden z nich nie może się równać ze starą zasadą pt. klin klinem.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , ,



Back to Top ↑