Jak rzuciłem papierosy? Kilka moich rad dla ambitnych

Opublikowano Wrzesień 7, 2015 | przez lucky bastard

Clipboard01

Udało  się. Rzuciłem fajki. Fakt, nie wypalałem paczki dziennie i nie trzepało mnie zaraz po przebudzeniu, ale był to nałóg nieprawdopodobnie upierdliwy.

To nie będzie wykład na temat wpływu na zdrowie, czy na naszą kieszeń, bo o tym trąbią wszędzie, przy okazji każdej kampanii, reklamówki czy Bóg wie czego jeszcze. Nie będzie też zdjęć osmolonych płuc czy żółtych paznokci. Będzie za to o tym w jaki sposób udało mi się do tego dojść, co mnie mobilizowało i dlaczego w końcu zdecydowałem się na ten krok.

Zaczęło się od tego, że popalała moja dziewczyna, a ja nie chciałem być gorszy. Najpierw jedna, później dwie. Kiedyś dwie pod rząd i dwie godziny leżenia na łóżku bez ruchu, czyli tzw. helikopter w ogniu. Potem wyjazd do wielkiego miasta i klasyka, czyli palenie na przerwach. Najpierw na sępa, potem już było głupio i trzeba było zacząć kupować swoje. Oszukiwanie się, że dwie-trzy fajki dziennie to w sumie nic, ukrywanie faktu przed najbliższymi. A wszystko dlatego, że była dziewczyna wypalała dwa papierosy dziennie, za liceum, na dużej przerwie. Ciekawostka: teraz nie pali w ogóle.

Nigdy więcej nie kupię własnych fajek. I tutaj pierwsza rada, niby logiczna i bardzo prosta, ale jednak nie do końca – przestańcie kupować papierosy. Najpierw weźmiecie jednego, czy drugiego od kumpla. Potem będzie wam wstyd i pojawią się dwie drogi: do odstawienia papierosów, albo do sklepu i kupna kolejnej paczki. Pierwsza dla kozaka, druga dla mięczaka. Jeśli nie wypalasz piętnastu czy dwudziestu fajek dziennie, to najprawdopodobniej uzależniony nie jesteś ty, ale twoja głowa. A głową można ruszyć, trochę ją oszukać, zmanipulować. Wmówcie sobie, że papierosy to syf. Że śmierdzą, że wali po nich z gęby. Potraktujcie sprawę psychologicznie.

Clipboard01

Poza tym większość z was pewnie biega, chodzi na siłownię, czy chociaż robi przysiady. Żyjemy w czasach, w których większość facetów chce wyglądać, jak Apollo, a większość kobiet jak Afrodyta. Czy się do tego przyznają, czy nie. A wyciskanie na sztandze, czy przebiegnięcie dziesięciu kilometrów, a potem nerwowe sięganie po papierosa kompletnie mijają się z celem. Ciągle wywoływałem też projekcję obrazu samego siebie za dziesięć lat, rzecz jasna z kiepem w pysku. Wmawiałem sobie, że jeśli nie skończę teraz, to już chyba nigdy. I rzuciłem, z dnia na dzień, bez ograniczania i stopniowego odstawiania, plastrów, naklejek czy innych gumek.

Jeszcze jedno. Jaranie na imprezie jest naturalne tak bardzo, że chyba nie trzeba tego tłumaczyć. I ja też nie rozstałem się z fajkami w stu procentach, uznając, że w obecności alkoholu obowiązuje tytoniowa dyspensa. W końcu mogę powiedzieć to, co mówią wszyscy, ale w co sami do końca nie wierzą: palę wtedy, kiedy chcę. W ciągu tygodnia w ogóle, na imprezach, raz na jakiś czas, kilka sztuk. I tyle. Wszystko siedzi w waszych głowach. Wiadomo: jeśli od dwudziestu lat kopcisz po 20 fajek dziennie, to ten tekst ci się nie przyda. Jeśli jednak palisz rekreacyjnie (okropne określenie), to po prostu z tym skończ. Nie warto. Ludzie, którym wyszło nie powinni się truć.

Komentarze




Back to Top ↑