Tak wysoko postawionej poprzeczki to nie miał nawet Siergiej Bubka

Opublikowano Maj 19, 2013 | przez ZP

miesniak

 

Dawniej mężczyznom było łatwiej. Żeby poznać atrakcyjną kobietę, nie musieli być jednocześnie eleganccy, bogaci, dowcipni, błystkoliwi, oczytani i pozbawieni włosów na plecach. Wystarczyło spełniać jeden, może dwa z tych warunków i już – człowiek mógł randkować ile wlezie.

Dziesięć procent. Z moich doświadczeń wynika, że mniej więcej dla tylu procent pań w dzisiejszych czasach nie musisz być Supermanem, żeby udało ci się pójść na pierwszą randkę, o seksie nie wspominając. Jedna dziesiąta z niewiast kroczących po tym świecie, jak to mawia starsze pokolenie, kocha uszami.

Cała reszta – tylko oczami.

Jeden z wniosków, jakie wysnułem z lektury książek Janusza Głowackiego czy Leopolda Tyrmanda, był taki: kiedyś biedni intelektualiści w sztruksowych marynarkach mogli liczyć na to, że coś wyrwą na tak zwanym mieście. Oczarują dziewczynę znajomością literatury czy niebanalnym żartem. Teraz taki mądrala, o ile jego sztruks nie ma na sobie znaczka Burberry, może co najwyżej pójść do pierwszego za rogiem baru i upodlić się w nim tanią wódką za 3 zł kielonek. Oczywiście w towarzystwie innych, podobnych do siebie loserów. „Poważna” kobieta w życiu na niego nie spojrzy. Nie możesz mi kupić diamentowych kolczyków, nie jesteś mnie wart, frajerze.

Pokolenie naszych mam i babć lubiło też tak zwanych surowych twardzieli. Barczyści, trochę niedogoleni, trochę niedomyci, przekorni, małomówni, po prostu goście w typie tych wszystkich detekywów spod ciemnej gwiazdy z XX-wiecznych kryminałów. Dziś tacy kolesie są na aucie. „Ślicznotka” nie mogłaby się przecież pokazać pośród ludzi z frajerem, który nie używał maszynki do ryja przez trzy dni, a na dodatek nosi dwa rozmiary za dużą koszulę i buty, mające swoje chwile chwały gdzieś tak koło 2007.

Mógłbym mnożyć te przykłady w nieskończoność, ale nie ma to sensu. Wolę skupić się na czymś innym: aby w XXI wieku zainteresować sobą dziewczynę, facet powinien stać się bardziej… kobiecy od niej.

Co taki biedak MUSI zrobić, by wydać się cool? Lista:

Używać tych wszystkich dziwacznych mazi do gęby. Oczywiście pamiętając, że jest ich milion rodzajów: krem pod oczy, na czoło, na nos, na jeden policzek, na drugi, na podbródek itd. itp.

Nie tylko obcinać, ale i polerować paznokcie, żeby lśniły tak, aby oślepiły nawet niewidomego w ciemnej, niedźwiedziej jaskini.

Depilować wszystkie możliwe włosy, poza tymi na głowie. Nie golisz klaty? Spadaj Tarzanie. Nie strzyżesz brwi raz na tydzień? Won mi stąd, Czesławie Miłoszu od siedmiu boleści. Masz włochaty tyłek? No jasna cholera, taki to może mieć Mel Gibson, ale nie ty. No i te piekielne plecy. Jeśli pojawi ci się na nich choć jeden włosek, nawet taki ekstremalnie malusi, niemalże nie do zobaczenia bez mikroskopu, ona zawsze to wychwyci. Spojrzy na ciebie krzywo, prychnie, a następnie otrzymasz, już na zawsze, status „Turasa”. Gościa od kebabów, który ma nad dupą taki busz, że spokojnie mógłby zapleść dready.

Trzymać wagę. Trochę brzuszka nie jest już seksi. Dziewczyny przestały lubic miśków. Na czasie są kolesie tak wychudzeni, że Kamil Stoch sprawia przy nich wrażenie bodyguarda z dyskoteki. Gdybym był laską X, nie chciałbym się spotykać z mężczyzną, który ma mniejszą dupę ode mnie, czułbym w związku z tym jakiś dyskomfort, podobny do tego, kiedy randkujesz z gościem o głowę niższym. Dziewczynom to jednak najwyraźniej nie przeszkadza, niestety.

Być na bieżąco z modą. Czytać o niej w każdej wolnej chwili. Nie wyobrażam sobie, aby mój men założył koszulę w kolorze, który był w modzie pół roku temu. Albo, o zgrozo, przywdział na stopy mokasyny do rurek, nawiasem mówiąc tak obcisłych, że to cud, iż nie mówi jeszcze sopranem, godnym Poznańskich Słowików.

Omówiliśmy już mniej więcej kwestię wyglądu, teraz czas na te poważniejsze sprawy, finansowe.

Liczba hajsu w portfelu musi się zgadzać. Nie może być tak, że mój facet nie da rady kupić mi szpilek Louboutina, kiedy spontanicznie najdzie mnie na mnie ochota. Nie wyobrażam sobie, by nie zabrał mnie w sobotę na romantyczny weekend do Paryża, jeśli wpadnę na taki pomysł w piątek.

Oczywiście: szmal, brak mięśnia piwnego i choćby jednej zmarszczki na buzi to nie wszystko. Mężczyzna marzeń powinien jeszcze potrafić żartować i wiedzieć, co w trawię piszczy.

Naturalnie nie chodzi tu o podśmiechujki godne dawnych intelektualistów w stylu Gustawa Holoubka. Siedział kiedyś nasz zacny aktor w knajpie dla artystów, nagle wszedł do niej Jan Himilsbach, który już od progu ryczał: Inteligencja wypierdalać!!!! Gustaw niespiesznie wstał, zabrał marynarkę, po czym rzucił do zebranych: To ja, proszę państwa, wypierdalam.

Teraz dowcip nie może być tak prosty, damom chodzi o coś bardziej wysublimowanego. Pożartować z nowych spodni Ralpha Laurena chłopaka najlepszej przyjaciółki, obśmiać ich świeżo nabyte Porsche, o, coś takiego zawsze jest w cenie.

Podobnie jak czytanie.

Ale przecież nie książek tych stetryczałych Ruskich, w stylu Dostojewskiego, Tołstoja czy innego Bułhakowa. Dziady nie wiedziały nic o życiu, przynudzały, że ho ho. Nie, zamiast nich ewidentnie lepiej wejść na Pudelka, żeby okiełznać otaczający nas świat i nie zaliczać na przyjęciu pośród znajomych gaf typu: ten Amerykanin Justin Bieber.

Pamiętaj, chłopaku – ów gwiazdor to KANADYJCZYK!

Popisałbym wam coś jeszcze, ale akurat wosk do wywabiania włosów spomiędzy pośladków mi się nagrzał, więc spadam.

Ciao, brutale!

Komentarze


Tagi: , ,



Back to Top ↑