Jak wytrzymałem 30 dni bez kropli alkoholu

Opublikowano Czerwiec 18, 2015 | przez ZP

piwko

Od 2005 roku nie miałem w piciu alkoholu dłuższej przerwy niż dwa tygodnie. Nie znaczy to oczywiście, że od tego czasu chodziłem nawalony co drugi dzień. Nie, nic z tych rzeczy, ale sami wiecie jak to jest: gdy masz 20-30 lat i mieszkasz w dużym mieście, to okazje, by sobie golnąć, zdarzają się nader często. Czasem wyskoczysz z kumplem na dwa piwka, innym razem z dziewczyną na kolacje, podczas której wypijesz kilka lampek wina. Generalnie człowiek nie sączy jakoś specjalnie dużo, za to robi to w miare regularnie, 3-4 razy w tygodniu.

Miesiąc temu uznałem, że starczy tego dobrego, a tym samym, że na 30 dni KOMPLETNIE odstawię napoje wyskokowe. Nie będę pił nic, co posiada procenty, odpadają nawet te „bezalkoholowe” piwka, które mają 1,1% alkoholu – takie było moje założenie. W ten sposób chciałem oczyścić organizm, a także skupić się na ciężkim, triathlonowym treningu, który uskuteczniany sześć razy w tygodniu, w połączeniu z pracą, solidnie daje w kość.

Nie ukrywam – bałem się, że nie podołam wyzwaniu. Bałem się, że do złamania postanowienia namówią mnie koledzy, którzy podczas wspólnych spotkań zdecydowanie wybierają inne trunki niż woda niegazowana. Albo że po prostu w ciepły, czerwcowy dzień otworzę sobie jedno piwko ot tak, by ugasić nim pragnienie.

A jednak dałem radę! Spokojnie wytrzymałem 30 dni bez sączenia, nie będzie tu więc dramatycznych, ocierających się o alkoholizm opisów, w których autor opowiada o tym, jak lewą, drżącą dłonią przytrzymywał prawą, żeby nie odkręcała butelki z wódką. Nie, nic z tych rzeczy, choć muszę przyznać, że kilka spraw w trakcie miesięcznej abstynencji mnie zaskoczyło:

a) kumple nie zachęcali do picia

Byłem przekonany, że podczas wspólnego wypadu na finał Ligi Mistrzów namawianie mnie do chlania będzie równie gorliwe, co dopingowanie Barcelony lub Juventusu Turyn. A tu niespodzianka, koledzy przyjęli moją decyzję bardzo spokojnie. Była to rozmowa w stylu:

– Co dziś pijesz?
– Wodę niegazowaną.
– Pojebało cię?
– Nie, ale robię sobie detoks od alkoholu.
– Ok, spoko.

I tyle. Żadnego wyzywania od pizdusiów, żadnego rozchylania gardła przez trzy osoby i czwartej, która wlewa doń butelkę wina. Pełna kultura.

b) współimprezowicze nie namawiali do picia

Wybrałem się ze znajomą na domówkę, na której nie znałem ani jednej osoby. Na melanżu wóda lała się strumieniami. Zanim zdążyłem zdjąć buty, już wręczono mi białą z colą.

– Sorry, nie piję.
– Aaa, jesteś autem?
– Nie, nie mam prawa jazdy. Po prostu robię sobie detoks od alkoholu.
– Nie masz prawka?!

Fakt, że nie prowadzę auta, był dla gospodarza dużo bardziej interesujący, niż moja przerwa od %, jak dla mnie to super!

c) podczas melanżów wcale nie chciało mi się sączyć

Serio, ani razu nie czułem, że skoro wszyscy wokół coś piją, to i ja powinienem to robić. Zero wewnętrznej presji.

d) ochota na % nie przychodziła też regularnie po ciężkim dniu pracy

To takie częste: wracasz do domu po dziesięciu godzinach w robocie i jedyne, o czym marzysz, to serial plus drink. Ja ograniczyłem się do samego filmu. Owszem, raz czy dwa chciałem sobie coś golnąć, ale wtedy wystarczało piwo bezalkoholowe, takie z gatunku 0 %.

e) bezalkoholowe browary są smaczne

Tak, wiem, większość z was wzdryga się kiedy słyszy o piwkach bez procentów. Sam podchodziłem do tego podobnie, aż kilka razy w Warszawie uraczono mnie delicjami typu „Bavaria”. W letni dzień ten napój świetnie gasi pragnienie, jego atutem jest też to, że  smakuje bardzo piwopodobnie.

f) niepicie nie wpłynęło znacząco na mój organizm

Myślałem, iż kompletne odstawienie alkoholu sprawi, że moje siły witalne wzrosną o 50 %. Że w związku z abstynencją bez problemów pogodzę 8-10 h pracy dziennie z intensywnymi treningami. Hm, nic z tych rzeczy. Ok, daje sobie radę ze sportem i robotą, ale nadal kosztuje mnie to sporo zdrowia.

Wszystkim, którzy czytają ten tekst i zastanawiają się nad chwilowym rozbratem z piciem, serdecznie polecam ten rodzaj (nie)aktywności. Dodam też, że dziś golnę za wasze zdrowie jedną lub dwie szklaneczki jakiejś zawstydzająco drogiej whisky.

No to siup!

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑