Jaka jest cena lajka?

Opublikowano Grudzień 4, 2015 | przez Tomas

lajk

Z tym się jebałam, z tym się jebałam, a temu ciągnęłam”. Oto słowa jednej z nastolatek, które chwalą się komu dały dupy – a że dały nie byle komu, bo jakimś czarnoskórym raperom, to opowiadają o tym wyjątkowo chętnie. Fejm się zgadza.

„Obczajcie moich nowych znajomych na Facebooku. Możecie wierzyć lub nie, ale serio zajebiście mnie wyruchali” – dorzuca. Na filmiku znajdują się dwie nastolatki, zbyt dorosłe to one nie są. Ale uznały, że dorosły na tyle, by ze swoim filmikiem podzielić się światem. Wylądowały na Snapchacie, trafiły na YouTube’a, głośniej jest o nich na Facebooku. Czego chcieć więcej? Chyba już tylko odnośnika do śledzenia profilu na Instagramie.

Dziewczyny wzbudziły spore zainteresowanie, wszyscy pytają, czy naprawdę spadł im ten sufit na głowy, a one zdążyły już zmienić linię frontu z „hapaj dzidę jak ja” na sprostowanie, że to przecież drobny żart. Media wiedzą, jak się nazywają, łatwo wyciągnęły z sieci ich prywatne fotki. O tak, teraz jeszcze więcej osób kojarzy Martę i Zuzię: być może ktoś pozna je na ulicy, sympatyczny nieznajomy wyśle zaproszenie, a i po szkolnym korytarzu można się przejść z wysoko uniesioną głową. Nastolatki mają, w przeciwieństwie do rówieśników, swoje pięć minut.

Bo bycie królową balu to dziś za mało. Rozpoznawalność za organizowanie najlepszych imprez pod nieobecność starych – również nie. Nie jesteś kozakiem, gdy odlejesz z barku ojca odrobinę whisky czy poprosisz brata, by tobie i kumplom kupił po piwie. Poziom bycia cool przestaje też chyba wyznaczać liczba znajomych w serwisie Zuckerberga. Teraz potrzeba więcej.

Ten sposób zdobywania popularności ciągle ewoluuje. Marta i Zuzia wskoczyły do autokaru raperów, dały się „zajebiście wyruchać” i jest o nich głośno. Jeśli to nieprawda – znalazły czas i wymyśliły przebiegły plan, by wymyślić opowieść o swoich seksualnych podbojach i wylądować na ustach innych. Ale przecież dziś mało kogo interesuje, czy to kłamstwo, tak jak ich nie interesowały konsekwencje.

Na całym świecie trwa natomiast rywalizacja o to, kto zrobi ciekawsze selfie. Już nie chodzi o to, z kim czy jak je zrobisz. Znaczenie ma to, jak duże ryzyko podjąłeś, by strzelić fotkę – im większe zagrożenie życia, tym zazwyczaj większa popularność. I tak oto 31-latek z Bytomia skoczył z mostu, by zrobić selfie, a przy okazji zginął. Kto inny zmarł, pozując z odbezpieczonym granatem, stojąc nad przepaścią czy barierce dachu. Ratowniczka medyczna w Rosji straciła zamiast życia pracę – bo cykała selfie z ofiarami śmiertelnymi wypadków. Wszyscy chcieli być fajni, no ale nie wyszło…

Wystarczy rano odpalić radio. W jednej ze stacji facet wkręca urzędników czy zwykłych pracowników codziennymi błahostkami, a w innej – wkręca się swoich bliskich. Jak? Ano tak, że prowadzący ci mówi: „zadzwoń do żony, powiedz jej, że przyszedłeś pijany na budowę i na twojej zmiany doszło do poważnego wypadku, teraz jesteś na komisariacie”. Albo: „powiedz mamie, że twój mąż przyprowadził do domu inną kobietę i teraz będzie mieszkać we trójkę”. Im bardziej zdesperowany masz głos i im bardziej płaczesz, tym wychodzi wiarygodniej.

Prank, czyli tak zwany psikus. Nakręcenie filmiku i wrzucenie go do sieci, gdy kogoś wkręcacie, robi coraz większą furorę. I być może do pewnego stopnia ma to sens, ale wiadomo – zainteresowanie wzrasta wraz z dystansem, o który przekroczycie granice. Dlatego facet w ukrytej kamerze mówi dziewczynie, że przez przypadek właśnie w pralce znajduje się jej pies, a ona w ramach rewanżu, sugerując mu seks, sadza go rozebranego na krześle. Rzecz w tym, że na krześle jest wosk. Gość wyje z bólu.

Klikalność się zgadza, lajki i wszelka pozorna popularność również. Bez względu na konsekwencje. Chory świat.

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑