Jaka telewizja, taki rzecznik. Dziś gardzę TVP…

Opublikowano Lipiec 30, 2014 | przez kozak

d1_kamera_akcja_edp_Karolina_olempska_24

Poza tym, że Jacek Rakowiecki jest rzecznikiem TVP – nie wiedziałem o nim nic więcej. No, wiedziałem jeszcze to – zorientowałem się błyskawicznie – że na rzecznika się nie nadaje, bo psuje wizerunek instytucji, która go zatrudnia, zamiast go naprawiać. Byłem skłonny napisać nawet, że generalnie typ jest zawodową ciamajdą i zgadywałem, że pracuje na Woronicza tylko dlatego, że trudno jest go zwolnić, jak masę innych osób. Uznałem, iż sam fakt, że w dzisiejszych czasach rzecznika tak potężnej firmy nie ma na Twitterze, to już kompromitacja i dowód na brak kompetencji. Ale czego wymagać od TVP?

Myślałem o Rakowieckim jak o jakimś pociotku przyniesionym w teczce i nie potrafiłem zdobyć się na ani jedną ciepłą myśl. A wszystko przez 70 sekund ciszy – inicjatywę polegającą na tym, by w 70. rocznicę Powstania Warszawskiego wyemitować 70 sekundowe nic. Nic. Ku pamięci i w hołdzie. Godzina „W” przeniesiona z ulic także do telewizji.

Akcja, do której dołączyły się liczne media, także TVN i Polsat, została zignorowana przez TVP. I to jeszcze pół biedy, gdyby została po prostu zignorowana. Została też obsikana przez Rakowieckiego. Obsikana raz, potem drugi raz. Jeśli facet odezwałby się jeszcze po raz trzeci, to chyba pojechałbym na Woronicza, zaczaił się za drzewem i rzucił pomidorem. Po prostu – czułem, że gdy czytam wypowiedzi rzecznika, to ktoś mnie wręcz obraża. Rzecznik prasowy TVP sprawił, że dla TVP odczuwałem największą pogardę w swoim życiu.

Najpierw jego wypowiedź dla „Presserwis”. Pierwsza: – Sama idea wspólnego uczczenia rocznicy jest dobra. Należało jednak wystąpić z tą inicjatywą dużo wcześniej. Gdybyśmy wiedzieli o tym w maju, moglibyśmy coś przygotować, ale taka nagła zmiana ramówki nie jest prostą sprawą.

Pomyślałem: ot, TVP. W maju trzeba ich było poinformować o akcji na sierpień, to byliby przygotowani. Trudno wsadzić 70 sekund w ramówkę. Bo przecież to takie trudne skrócić „TeleExpress” o 70 sekund. Nie da się. Nie da się i już.

TVP rządzi się swoimi prawami, jako instytucja archaiczna. Więc to nie wina rzecznika, pracuje gdzie pracuje. Wzruszyłem ramionami i poszedłem dalej.

I chuj mnie strzelił.

– 70 sekund w telewizji to wieczność. My będziemy nadawać 70 sekund ciszy, a pięć milionów widzów odpłynie do konkurencji – stwierdził Rakowiecki.

Misja, prawda? Już pomijam, że trzeba być ćwierćinteligentem, by pomyśleć, że ludzie odpłyną do konkurencji, która akurat będzie emitować powstańczą ciszę. Przede wszystkim trzeba być niedorzecznikiem, by wypowiedzieć takie słowa. Rzecznik powinien wysławiać się tak, by nikt nie poczuł się urażony. A ja się poczułem. Poczułem, że TVP to zatęchła, paskudna telewizja, która szcza na Powstanie Warszawskie, byle tylko słupki się zgadzały. Poczułem, że ktoś tu gardzi historią i Polską, a skupia się na tym, by do widzów dotarła informacja o nowej ofercie „Jump”. Jeśli Rakowieckiemu przeszło przez myśl, że ludzie uciekną od TVP z powodu 70 sekund ciszy, jego durne prawo. Ale to, że wypowiedział tę myśl na głos – to zawodowa kompromitacja. Praca rzecznika polega przecież na gryzieniu się w język.

Każdy czasami coś chlapnie, a potem żałuje. Jak mi złość minęła, to tak właśnie pomyślałem. I niestety trafiłem na kolejny tekst z wypowiedziami nieszczęśnika. Tym razem na stronie WirtualneMedia.pl. Rakowiecki tłumaczy, dlaczego TVP do akcji nie przystąpi i jednocześnie się cieszy, że konkurencja to zrobi. Od razu jednak wyraża swoją (TVP) opinię o konkurencyjnych stacjach: – Wydaje nam się, że jeszcze lepiej by było, gdyby zdecydowały się pokazać o Powstaniu także coś bardziej merytorycznego, a nie poprzestawać na geście. Bez własnego „wkładu merytorycznego”, a także finansowego, ten gest staje się pusty, by nie powiedzieć wręcz, że „fałszywy”.

O ty wszarzu. Miałeś okazję milczeć i raz jeszcze jej nie wykorzystałeś. Fajnie, że TVP wyprodukuje sporo materiałów o powstaniu (i wyemituje na niepopularnych antenach), ale taki jej zasrany obowiązek. Tu byłeś pytany o akcję, do której dołączyli wszyscy, tylko nie wy. I zamiast ograniczyć się do suchego komunikatu, zaatakowałeś konkurencję. Gest pusty, fałszywy… I mówi to człowiek, który bał się odpływu widzów – a czego nie bali się ci od pustych i fałszywych gestów.

Kiedy od rzecznika TVP dostałem po raz drugi, poczułem, że gdyby jutro tę telewizję jakiś wariat wysadził w powietrzę (w znaczeniu: budynek i sprzęt, nie ludzi), to otworzyłbym szampana. Jeśli miałbym wyliczyć, jakie uczucia żywię do TVP po krótkim „romansie” z jej rzecznikiem, to byłaby to mniej więcej taka wyliczanka: odraza, złość, wstręt, wstyd, obrzydzenie, pogarda.

W całej tej historii najdziwniejsze jest to, że Rakowiecki to jednak nie pociotek przyniesiony w walizce. W teorii to całkiem mądry facet, z długą karierą zawodową, były naczelny kilku pism („Przekrój”, „Film”) i były zastępca naczelnego „Rzeczpospolitej”. Wiem, bo później sprawdziłem. Taki ktoś powinien mieć świadomość, na czym praca rzecznika polega. Okazuje się jednak, że nie ma. Dwa razy się odezwał i dwa razy wydobył z siebie treści uwłaczające mnie jako telewidzowi.

Natychmiast powinien zostać zwolniony. Mam nadzieję, że nie zdążył zapisać się do żadnego związku zawodowego, który sprawi, że będę wypluwane z jego gęby słowa czytał jeszcze na 75-lecie Powstania, i na 80-lecie…

KRZYSZTOF STANOWSKI

Komentarze


Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑