Janowicz – sportowiec prześladowany (ha ha ha)

Opublikowano Kwiecień 6, 2014 | przez ZP

 ATP-Tennis-img8304_668

Spotyka się dwóch kibiców. Jeden pyta drugiego: – Jak na ostatnim rajdzie wypadł Kubica? – Chyba chciałeś zapytać: gdzie?

Ten żart krąży w dziennikarskim środowisku od soboty, kiedy to Robert znowu dał ciała. Po tym co pokazał w Portugalii byliśmy przekonani, że żaden polski sportowiec nie skompromituje się w najbliższym czasie bardziej od naszego króla szos (pardon, pobocza). Życie jednakowoż lubi zaskakiwać, dlatego już kilkanaście godzin później musieliśmy zmienić zdanie. Wszystko za sprawą półfinalisty zeszłorocznego Wimbledonu. Króla asów serwisowych. Nowego, ulepszonego Wojciecha Fibaka, czyli Jerzego Janowicza po prostu.

Nasz bóg kortów nie miał ostatnio najlepszej passy. Najpierw w piątek w meczu Pucharu Davisa sprał go niejaki Borna Corić, który jeszcze przez długi czas nie mógłby się napić w USA alkoholu. Chłopak ma bowiem 17 lat i zapewne bardziej niż procenty interesuje go w tym momencie co tam nowego grają na Cartoon Network.

Dwa dni po porażce z bałkańskim dzieciakiem, Jerzy znów oberwał po głowie. Tym razem w starciu dwóch wież okazał się gorszy od Marina Cilicia. Porażka ta była o tyle bolesna, że przekreśliła szanse biało-czerwonych na awans.

Szkoda, no ale przecież tenis to sport dla dżentelmenów, prawda? Na trybuny chętnie wpadają biznesmani, dyplomaci, aktorzy,  zawodnicy lubią ich towarzystwo, cenią elegancję, generalnie ludzie obracający się na co dzień wokół tego sportu są zaznajomieni ze słowem „klasa”. A skoro tak, można oczekiwać, że porażki – nawet te najboleśniejsze – przyjmą z godnością. W większości przypadków rzeczywiście tak jest, ale nie w tym, niestety. Janowicz po niedzielnym laniu zachował się bowiem na maksa chamsko, ale o tym za chwilę.

Na razie chcemy przypomnieć co innego: już od jakiegoś czasu Jerzy „słynął” w tenisowym światku nie tylko ze straszliwie mocnego podania, ale i z kłótliwości godnej przekupy na Bazarze Różyckiego. Jednych irytowały te jego niekończące się dyskusje z sędziami, inni uważali, że to fajnie, iż chłopak walczy o swoje. Nieważne, istotne jest co innego: Polak był twardy, momentami może aż za bardzo, ale nie przekraczał jednak granicy dobrego smaku. Do dziś, do tej konferencji prasowej:

 

Takich „popisów” w wykonaniu Jerzyka to nie oglądaliśmy ani w turnieju halowym w Paryżu, podczas którego zaczęła się jego poważna kariera, ani w trakcie Wimbledonu 2013. Tamte imprezy zbudowały w naszych oczach obraz Janowicza-wielkiego sportowca, który ma szanse dorównać do najlepszych zawodników na świecie. Ta jedna głupia konferencja zburzyła go w kilka chwil. Szkoda…

W tym miejscu trzeba się zastanowić, skąd tak nerwowe zachowanie łodzianina? Nawąchał się kleju firmy, która jest jego sponsorem strategicznym? Dostał na treningu w łeb piłką pędzącą ponad 200 km/h? Kolejna porażka w kiepskim dla niego 2014 roku była iskrą, która wskrzesiła płomień? A może po prostu nasz Jerzyk odleciał? Może najzwyczajniej w świecie po tym jak rozegrał kilka dobrych spotkań uwierzył w swoją wielkość? I w efekcie – jak wielu zapatrzonych w siebie w przeszłości sportowców czy władców – zaczął doszukiwać się spisku na każdym kroku?

Naprawdę bawią nas teksty Janowicza z niedzielnego spotkania z dziennikarzami. Słuchający ich laik mógłby dojść do wniosku, że oto obcuje z człowiekiem najbardziej prześladowanym od czasu pierwszych chrześcijan, skitranych w katakumbach. Tymczasem tak nie jest – czytamy regularnie polskie gazety oraz serwisy internetowe i powiemy wam, że Jerzy nie jest przez nie gnojony. Nic a nic.

Tu nachodzi nas jeszcze jedna refleksja: strach pomyśleć co byłoby gdyby Jerzy był Niemcem albo Brytyjczykiem. Biorąc pod uwagę jak tamtejsze tabloidy potrafią przyjebać i jaki charakterek ma Janowicz, sprawa skończyłaby się dwojako: albo chłop by nie wytrzymał i upuścił sobie krew w żyłach, albo udusiłby tymi potężnymi łapami, dużymi niczym bochny chleba, jakiegoś żurnalistę.

OK, trochę pożartowaliśmy, to teraz kilka zdań na serio: jak świat światem sport polega na tym, ze sportowcy grają, a całe otoczenie ma oczekiwania. Oczekiwania napędzają sport. Gdyby ich nie było, to nie byłoby po prostu zainteresowania. Jeśli ktoś – jak Janowicz – nie chce, by czegoś od niego oczekiwano, powinien uprawiać sport amatorsko, a nie zawodowo, bo walczy z główną zasadą tej zabawy.

Dzisiaj jest jeden prosty przepis, jak odepchnąć od siebie porażkę: powiedzieć, że dziennikarz to wrzód na dupie. Wtedy prosty lud zaczyna wiwatować: racja, wrzód na dupie! I nawet jeśli byłaby to racja (a w przypadku Janowicza nie jest, podkreślmy to raz jeszcze), to przecież nie ma żadnego związku z tym, że JJ dostał na Torwarze wstydliwy wpierdol.

Dwukrotnie.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑