Jarosław Kuźniar, czyli jednoosobowe przedsiębiorstwo autodestrukcyjne

Opublikowano Listopad 11, 2014 | przez kozak

08eff3ae-f0a4-11e2-a639-0025b511226e-1

Odkąd wyraziłem swoją opinię na temat sposobu, w jaki Grzegorz Kajdanowicz poprowadził rozmowę z Przemysławem Wiplerem na antenie TVN24, regularnie podgryza mnie Jarosław Kuźniar – Kajdanowicza kumpel z pracy, a zgaduję, że nie tylko z pracy. W ciągu kilku dni zostałem „Goebbelsem hejterów”, a także „guru kiboli”. Muszę przyznać, że twitterowa aktywność Kuźniara wielce mnie zdziwiła – otóż mimo iż nie byłem jego fanem, to sądziłem, że swoboda z jaką radzi sobie przed kamerą wymaga inteligencji. A okazało się, że to wszystko wyuczone i że nie w inteligencji rzecz, lecz w godzinach spędzonych na antenie.

Stąd bardzo blisko do wniosku, że i małpa mogłaby „wstać i wiedzieć”.

Jest to dla mnie naprawdę spore zaskoczenie. Kuźniar jest przed kamerami rezolutny i sprawny, nie jakoś bardzo błyskotliwy, ale jednak ma jakiś trudny do zdefiniowania telewizyjny talent. Nie oceniam tego, co mówi, bo oczywiście wiem, że głównie mówią mu, co ma mówić i że generalnie zajmuje się głupotami: czy spadł śnieg i czy Zakopianka jest przejezdna. Jednak jako że sam mam pewne doświadczenia z telewizją – moim i nie tylko moim zdaniem głównie nieudane – wiem, że nie jest to sprawa prosta. I do tej pory uważałem, że nigdy nie osiągnę takiego poziomu w TV, jak Kuźniar. Nie przeczę, że o niebo lepiej idzie mi precyzowanie myśli w słowie pisanym, niż mówionym. Bez porównania. Sytuacja z Kuźniarem sprawiła, że jednak przekonałem się: to tylko kwestia sumiennego treningu.

Innymi słowy, jestem zszokowany, jak mało bystrym i jak bardzo prostym człowiekiem jest Kuźniar. Jego zdolność czytania ze zrozumieniem jest na poziomie nawet nie gimnazjalnym, a riposty to niestety waga kogucia. Kto chce dowodów, ten może sobie przeanalizować wszelkie dyskusje na Twitterze. Sam pan Jarosław nazywa się tam „trenerem od social media”, co wydaje mi się niezłym dowcipem: jako że nie widziałem jeszcze w historii mediów społecznościowych kogokolwiek, kto wzbudzałby równie negatywne reakcje. Gdyby wszystkich użytkowników internetu miał przeszkolić właśnie Kuźmiar, mam wrażenie, że przyciski typu „lubię to” mogłyby zostać usunięte.

Różni są dziennikarze – jedni denerwują mnie bardziej, inni mniej, z reguły wszyscy są ludźmi bardzo albo chociaż w miarę inteligentnymi. Nie wszyscy tę inteligencję używają we właściwy sposób, dla niektórych jest narzędziem manipulacji, czy cynicznego wyciągania pieniędzy. Kuźniar jednak to wyjątek. Moim zdaniem intelektualnie niezwykle odstaje, co uwidoczniło się właśnie wtedy, gdy nikt mu niczego nie wyświetlał na prompterze i niczego nie podpowiadał do ucha. Jest swego rodzaju ewenementem.

Ale ta postać zadziwia też z jeszcze jednego powodu. Wiadomo, że każda osoba chociaż troszeczkę znana ma swoich zwolenników i przeciwników, czasami wręcz hejterów. Ja oczywiście też ich mam, nawet sporo. Jednak – może to tylko moje naiwne rachunki – uważam, iż mam około 15-20 procent hejterów, reszcie osób jestem albo obojętny, albo czasami ich wkurzam, ale mogą to przeżyć, ewentualnie trochę mnie lubią. Natomiast odsetek zatwardziałych hejterów u Kuźniara jest wręcz porażający. Nawet go trochę podziwiam, że daje radę funkcjonować, bo to spore obciążenie psychiczne. Zdumiewa mnie, jak jednoznaczne reakcje wzbudza, nie ma chyba w Polsce drugiej osoby aż tak wykpiwanej. On powie, że ma też fanów i jest to z pewnością prawda. Wydaje mi się jednak, że o ile ma fanów w kategorii 40+, o tyle ma gigantyczny problem w kategorii 15-39. Gdzieś się rozjechały drogi jego i młodszego pokolenia. Tutaj raczej pretenduje do miana klauna z TV, a nie człowieka, który wiarygodnie może chociażby poinformować o korkach.

Gdzieś to wszystko poszło nie tak. Chyba chciał być fajny, ale że bycie fajnym się nie udało, to z braku laku strzelił focha i został zadufanym. Współczuję, bo akurat gadająca głowa z telewizji powinna wzbudzać sympatię. Mam jednak wrażenie, że problemy zaczęły się wtedy, gdy bycie wytapetowaną uśmiechniętą głową z TV przestała wystarczyć, a ambicja podpowiedziała: bądź kimś więcej. I niestety – tu ujawnił się wspomniany na wstępie deficyt intelektualny. Jego koledzy i koleżanki z pracy nie mieli tego problemu, ponieważ nie pchali się na afisz. Anita Werner czy Justyna Pochanke nigdy nie pretendowały do bycia kimś, kim nie są. Kuźniar postanowił jednak przełamać własne ograniczenia.

I tylko połamał sobie zęby.

KRZYSZTOF STANOWSKI

Komentarze


Tagi:



Back to Top ↑