Jeśli masz twarz, bilet nie jest Ci potrzebny. Wjazd na Cielecką

Opublikowano Październik 20, 2013 | przez MB

 

scena z: Magdalena Cielecka SK: , , fot. Kurnikowski/AKPA

Festiwal teatralny. Pół godziny przed rozpoczęciem najbardziej obleganej sztuki. Przed kasą około osiemdziesięciu osób czekających na decyzję o sprzedaży dodatkowych wejściówek. Łzy w oczach, dramat jancarza, zbulwersowani studenci szkoły teatralnej, rozgoryczone rodziny aktorów. Na widowni ograniczona liczba miejsc, wszystkie bilety sprzedane.

Przychodzi Andrzej Chyra. Ma bilet. Przychodzi Maja Ostaszewska. Ma bilet. Przychodzą Maciej Stuhr z nową koleżanką. Mają bilety. Przychodzi Magda Cielecka. Andrzej Chyra pyta Magdy Cieleckiej. – Hej, Magda, masz bilet? Magda Cielecka odpowiada. – Nie, ja mam twarz.

Obsługa teatru stoi jak wryta, osiemdziesiąt osób przed wejściem od godziny usiłujących załapać się na ostatnie wejściówki najchętniej Magdę Cielecką by zaciukało. Nie dość, że próbuje próbuje się wcisnąć na Jana i olśnić swoim pięknem (swoją drogą nigdy nie rozumiałem fenomenu Magdy Cieleckiej uważanej za jedną z najpiękniejszych polskich aktorek), to na dodatek zaczyna się wykłócać. Że jak to? Że obsługa nie chce jej wpuścić. Że jak to możliwe?

Nie zmyślam. Byłem świadkiem tej historii i byłem w tym teatrze. Najlepsze jest to, że w końcu na tę twarz, a bardziej na rozdartą japę, udało jej się wejść i zająć przyzwoite miejsce.

Zobaczcie jaki to prosty argument. Nigdy nie sądziłem, że posiadanie twarzy otwiera tak wiele drzwi:

– Dzień dobry, ma pani dwadzieścia złotych, o które prosiłem w zeszłym tygodniu. – Nie, ja mam twarz. – A, to w porządku.

– Przepraszam bardzo, czy ma pani kartę członkowską naszego klubu golfowego? – Nie, ja mam twarz. – A, to zapraszam.

– Aby wejść do naszego nocnego klubu należy okazać dowód osobisty. Ma pani? – Nie, ja mam twarz.

I tak w nieskończoność. Przykładów można mnożyć i mnożyć. Lecz tzw. wjazd na Cielecką tudzież wjazd na twarz (kiedyś nazywany wjazdem na krzywy ryj) przede wszystkim trzeba wypróbować. Wbić się do kina albo na koncert Leonarda Cohena. Przypuszczam, że metoda wynaleziona przez Magdę Cielecką skutecznie działa również w komunikacji miejskiej:

– Bilet, poproszę. – Przepraszam bardzo, ale czy nie widzi pan, że ja mam twarz? – Ups, w tym świetle ciężko było dostrzec. Przyjemnej jazdy.

To samo dzieje się, kiedy na drodze zatrzyma nas policja i każe dmuchnąć w balonik:

– Proszę spojrzeć. Przekroczył pan dozwoloną prędkość o sto kilometrów na godzinę. Musi pan dmuchnąć w balonik. – Pani władzo, bardzo chętnie, ale, z całym szacunkiem, chyba pan czegoś nie zauważył. JA-MAM-TWARZ. – Aaaaa… szerokiej drogi.

Mówią, że polskie gwiazdy są zarozumiałe, panoszą się, nadymają i żyją w przekonaniu, że wszystko im się należy. Tak nie jest. Polskie gwiazdy są biedne albo po prostu oszczędne i nie chcą niepotrzebnie wydawać pieniędzy. Wszędzie próbują przyciułać, ile się uda. A bilet na wspomniany spektakl wcale tani nie był. Osiem dych na czysto. I weź tu sobie kup. No, nie kupisz sobie. Na takie przypadki warto więc nosić ze sobą twarz.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , ,



Back to Top ↑