Jeśli wnerwia cię, że laptop smaży jaja

Opublikowano Styczeń 14, 2013 | przez kozak

Największy atut pecetów jest taki, że większość jego użytkowników nie miała w rękach maca. Dobra, trochę koślawe zdanie. Inaczej – pecet jest zajebistym sprzętem, takim bez którego nie wyobrażasz sobie życia, tak jak kiedyś ludzie nie wyobrażali sobie życia bez przejażdżek na koniu, dopóki jakiś koleś z pobliskiego miasteczka nie zajechał Pontiakiem. Czar pryska po przesiadce na maca i to pryska nieodwracalnie. To jak ze skrzynią biegów – manualną chwalą tylko ci, którzy nie mieli automatu.

A przeciwnikami seksu oralnego są zazwyczaj ci, którzy nawet nie potrzymali za cycka.

Wiem, co mówię. Przez kilkanaście lat pracowałem na pececie. Dzień w dzień. Jak zaczynałem, to jeszcze nie było Windowsów, tylko Norton Commander. I wtedy mi się wydawało, że nic lepszego od Nortona człowiek nie wymyśli. Kopiowało się chyba poprzez wciśnięcie F5, a kasowało – F8. Jakoś tak. Szukało się plików .exe, żeby uruchomić program, dysk twardy w moim IBM PC 386DX miał 40 megabajtów, a dobra gierka zajmowała piętnaście (oczywiście cała spiracona, przywieziona z giełdy komputerowej mieszczącej się przy Grzybowskiej – tam nagrywano wszystko na miejscu, prosto na dyskietki).

To był ból. Jedzie chłopak przez całe miasto, na giełdę. Nagrywają grę na dwanaście dyskietek. 40 minut autobusem do domu. Wgrywanie… Pierwsza, druga, trzecia, czwarta dyskietka… Piąta uszkodzona. I z powrotem na giełdę, trzeba nagrać jeszcze raz. Ale jeszcze gorsze było wgrywanie gier z kaset, na Atari, przez kilka godzin, a na końcu i tak prawie zawsze wyskakiwał błąd. Pamiętacie?

Później zamiast Nortona przyszły „okienka” i tak na tych „okienkach” jechałem aż do końcówki roku 2012. Zawsze wierny byłem pecetom – najpierw tym wielkim, stacjonarnym, w których można było grzebać, wymieniać karty graficzne i dźwiękowe (Sound Blaster – to był szpan), później przenośnym. Użytkownicy maców wydawali mi się komputerowymi hipsterami, gogusiami silącymi się na oryginalność, pojebami. Ostatnim moim pecetem był Sony Vaio, 13 cali, który kupiłem zaraz po tym, jak spalił mi się Sony Vaio 11-calowy, który z kolei kupiłem zaraz po tym, jak spalił się Samsung 11-calowy.

Nie wiem, do czego używacie komputerów, ale podejrzewam, że podobnie jak ja – coś tam piszecie, odbieracie pocztę, chodzicie po internecie, czasami jakaś gierka, film albo muzyka. Z pecetami jest jednak kilka problemów, z których największy to…

 

ŻE STRASZNIE GRZEJĄ W JAJCA.

 

 

Pecet nie nadaje się do łóżkowego użytkowania. Jak go zaczniesz stawiać na kołdrze to się prędzej czy później spali. Wierzcie mi – jestem w tej kwestii ekspertem. A jak chcesz się strzaskać na czerwono, to nie musisz wylegiwać w solarium, wystarczy krótka randka z laptopem na brzuchu. Te nowe to jeszcze jakoś dają radę, ale to moment, pierwsze zauroczenie. Później z peceta wychodzi przegrzewające się kurestwo. A po co komu komputer, którego nie można trzymać na kolanach, na brzuchu i na jajcach? Przecież to bez sensu.

Oczywiście pecety się grzeją, bo mają te swoje pieprzone wiatraczki, wiecznie się psujące i zapychające. Możesz je oczywiście naprawiać, wszystko możesz. Tylko po co? Dodatkowo zapychający się wiatraczek z czasem warczy. Wystarczy, że żona warczy – komputer już nie powinien.

Pecet ponadto ma chujową baterię. Niektóre mają mniej chujową, niektóre bardziej, ale to jest reguła. Nawet dobra bateria przy częstym użytkowaniu z czasem połączy cię na dobre z gniazdkiem, jak chorego z kroplówką. Na co komu laptop, którego nie możesz trzymać na kolanach i który musi być stale podłączony do prądu? Przecież to bez sensu.

Za chwilę ktoś krzyknie – ja mam laptopa i ma świetną baterię. Gratulacje, pogadamy za pół roku.

I teraz wchodzi Mac, a konkretnie Macbook Air. Nie interesuje mnie ani trochę, jak rozwiązano problem wentylacji. Wiem jedno – mogę ten komputer trzymać na kołdrze, na jajcach, na kolanach, gdziekolwiek chcę. Nie grzeje, nie warczy, jest lekki. Bateria wytrzyma lot do Nowego Jorku, o ile nie uruchomię jakichś wyjątkowo bateriożerczych programów. Mogę obejrzeć pięć filmów, może nawet więcej. Dysk SSD odpala maszynę w sekundę, przejście na nowy system jest szokiem tylko przez pierwsze dwa dni, potem się okazuje, że nie trzeba się pieprzyć z żadnymi instalacjami, z żadnymi antywirusami, z kolejnymi nakładkami nakładek itd. Zrobiłem w życiu dużo głupot, ale największą było przywiązanie do pecetów.

Nie ma ani jednego argumentu, bym mógł powiedzieć, że Sony Vaio jest lepszy od Macbooka Air.

Nie ma ani jednego argumentu, bym mógł powiedzieć, że Sony Vaio w czymkolwiek dorównuje Macbookowi Air.

Jeśli będziecie inwestować w nowego laptopa, zaufajcie Wujkowi Dobra Rada – tylko Macbook Air, nie szukajcie niczego więcej. Pecety zostały w tyle, jak Bjoergen za Kowalczyk – pikawa im szwankuje. Jak kupuję laptopa, to mam gdzieś, ile ma herzów (czy jak to się teraz nazywa), bo kupuję tylko dobre komputery, więc wiadomo, że będą szybkie. Nie interesuje mnie za bardzo pojemność dysku, bo jeszcze nigdy żadnego całkiem nie zawaliłem danymi. Nie interesują mnie te wszystkie techniczne bzdury. Ma być lekki i ładny (no sorry, serio). Nawet jeśli znajdziecie punkty, w których komputer X przewyższa Macbooka Air, odpowiadam: tak przewyższa, jak Paweł Brożek przewyższa Leo Messiego. Ot, ma jakieś lepsze parametry (tzn. więcej wzrostu, może więcej mięśni), ale jakoś Barcelona nie chce się zamieniać z Elche.

I ja się też nie zamieniam.

Komentarze

Wygląd
Funkcjonalność
Bajery techniczne
Ogólna zajebistość

Podsumowanie: Macbook Air - najlepsze co wymyślono, w zakresie przenośnych komputerów. Wreszcie laptop do korzystania w łóżku. Czekamy na ostatni stopień rozwoju - przyjemny komputerek do użytkowania w wannie.

5

Odlot


Ocena użytkowników: 0.1 (240 głosów)

Tagi: , , ,



Back to Top ↑