Jestem tolerancyjny. Ale do pewnej granicy. Wyznacza ją polityka

Opublikowano Maj 7, 2014 | przez ZP

 mem

W „starych” demokracjach ludzie o skrajnie różnych poglądach politycznych są w stanie się przyjaźnić, ba czasem nawet bywają w związkach. W młodych, takich jak Polska, to za którą partią jesteś to nadal sprawa życia i śmierci. Pewnie myślicie, że w tym momencie odniosę się do zachodu i skrytykuję takie podejście? Nic bardziej mylnego…

Nie przeszkadza mi, gdy ktoś lubi totalnie inne kino niż ja. Nie mam nic przeciwko temu, żeby mój dobry znajomy słuchał muzyki, która zupełnie mi nie podchodzi. Jestem w stanie sypiać z kobietą, czytającą na co dzień Paulo Coelho.

Piszę to wszystko, żeby uświadomić wam jedno: jestem tolerancyjny. Ale do pewnej granicy. Wyznacza ją polityka.

To nie jest tak, że nienawidzę ludzi, którzy mają ode mnie inne zdanie. Nie zwolniłbym dobrego pracownika tylko dlatego, że uwielbia polityka, którego nie trawię, oczywiście jeśli nie przypominałby mi o tym trzy razy dziennie. Nie opowiadałbym kłamstw o znajomym, mającym światopogląd inny o 180 stopni od mojego. Jednak to, że nie zachowywałbym się w stosunku do takich osób świńsko, nie jest jednoznaczne z faktem, że akceptuję je w 100 procentach.

Szczerze to nie byłbym w stanie zaprzyjaźnić się z kimś, kto prezentuje zupełnie inne preferencje partyjne. Ok, mógłbym się z taką osobą raz czy drugi napić i pośmiać, ale żeby zwierzać się jej w zaufaniu z moich największych sekretów? Hm, jakoś tego nie widzę, bałbym się, że kiedyś taka osoba wykorzystałaby te informacje przeciwko mnie, w taki lub inny sposób.

Nie widuję też ostatni fejsbukowych wpisów kilkunastu realnych znajomych, z którymi mi politycznie nie po drodze. Ukryłem ich posty na wallu, ponieważ podnosiły mi ciśnienie. Jednak nie dlatego, że ciężko było mi z nimi polemizować z powodu mocnych argumentów, nie, powód był inny: uważam że ci ludzie wypisywali brednie. A skoro tak, skoro zupełnie się z nimi nie zgadzam, po cóż tracić czas i czytać ich nietrafne w moim mniemaniu wypociny? Nie zmienią one mojego podejścia do świata, tak jak ja swoimi ewentualnymi komentarzami nie przestawiłbym ich optyki.

Pomny tego faktu w ogóle przestałem się angażować w polityczne pojedynki, zarówno te realne, jak i internetowe. Nie zmieniały one nic poza stanem mojego zdrowia, który bardzo cenię, dlatego dałem sobie spokój. Niech swoje nerwy marnują politycy, im chociaż za to płacą. Ja mam od jakiegoś czasu spokój i bardzo mi się to podoba.

Dodam jeszcze, że ostatni brak angażowania się nie oznacza oczywiście braku myślenia. Dlatego ciągle bez problemów potrafię dostrzec człowieka, który w moim mniemaniu jest ideologiczną sierotą. Zdaje też sobie oczywiście sprawę, że dla niego ja również jestem najpewniej zbłąkaną owieczką. Ale nie przejmuję się tym zupełnie, podobnie jak on mną. Z tego właśnie powodu nigdy nie wejdziemy na poziom porozumienia, który pozwoliłby nam osiągnąć stan przyjaźni, koleżeństwo (i to raczej „szorstkie”) to najlepsze co może się w takim wypadku zdarzyć.

Chrzanić polityczną tolerancję, takie jest moje zdanie. Większość socjologów oraz filozofów zapewne by się z nim nie zgodziło, ale nie dbam o to. Co więcej, podoba mi się, że takie podejście prezentuje coraz więcej osób, choć oczywiście wolę skrajne podejście „moich” niż „obcych”.

Wiem, że w tym momencie niektórzy zapytają: a co z dialogiem? Jak Polska ma iść do przodu, skoro nie będziemy próbowali się porozumieć? Konsekwentnie odpowiadam: nie zależy mi na osiągnięciu kompromisu z tymi, których uważam za błądzących. To chyba logiczne podejście – jeśli postrzegam daną osobę za kogoś na kształt ideologicznego idioty, rozmawianie z nią o polityce jest dla mnie bezsensowne, ponieważ nie widzę szans, aby docelowo taka konwersacja rozwinęła mnie/mój kraj w jakikolwiek sposób.

Komentarze


Tagi: , ,



Back to Top ↑