Jesteśmy marudami. Zmieńmy to wreszcie!

Opublikowano Wrzesień 27, 2013 | przez Dżordż

narzekanie

Zatraciliśmy zdolność cieszenia się z małych rzeczy. A przy tym rozwinęliśmy w sobie inną cechę: skłonność do narzekania. Na wszystko.

90% moich znajomych to ludzie w przedziale wiekowym 20-35. Ludzie, którzy – teoretycznie – są w najlepszej fazie życia. Młodzi, produktywni i zdrowi powinni zarażać innych, głównie tych starszych i znużonych światem, optymizmem. Tyle teorii. W praktyce tak to nie wygląda.

Niestety, ale Polacy są marudami. Nie podoba im się niemal wszystko: wysokość pensji, znajomi z pracy, to, co piszą gazety, politycy, sąsiedzi z bloku, wielkość telewizora w domu oraz to, że nie stać ich na wakacje na Bahamach.

Mógłbym tak wymieniać w nieskończoność, ale stawiam kropkę, bo nie chodzi tu tyle o konkretne sytuacje, co o to, żeby pokazać problem, który naprawdę istnieje. Powtarzam: jesteśmy marudami.

Gdyby robiono mistrzostwa świata w zespołowym narzekaniu, to – inaczej niż w siatkówce czy koszykówce – odnieślibyśmy w nich wielki sukces. Polak w temacie „mam problem” zagadałby każdego. Począwszy od bezrobotnego młodego Hiszpana, a na uchodźcy z Afryki, który dopiero co dopłynął na tratwie do Europy, skończywszy.

OK, nie żyje nam się najlepiej, nie ma co porównywać się z takimi Duńczykami czy Szwajcarami, ale czy rzeczywiście jest AŻ TAK źle? Nie wydaje mi się. Znaczna większość ludzi, których znam, ma kasę na to, żeby kupić sobie dobry ciuch, pójść na koncert znanego artysty czy zabalować w drogim klubie. Ludzie ci nie są może miliarderami, ale też nie przymierają z głodu.

Mimo to kiedy wyjdzie się z którymś z nich na piwko, bardziej niż alkoholem zajeżdża mu z ust malkontenctwem. Jest mi źle, bla bla bla, dziewczyna mnie nie kocha, bla bla bla, nie mam czasu na własne pasje, bla bla bla. Nie chce mi się już tego słuchać, dlatego gdy po raz kolejny atakuje mnie litania żali, osłaniam się tarczą słów pytając danego nieszczęśnika, czy umie cieszyć się z małych rzeczy?

– Ale jakich na przykład? – słyszę w odpowiedzi.

– Im jestem starszy, tym drobne pierdoły sprawiają mi większą radość – odpowiadam wówczas i podaję konkretne przykłady: dobra kawa, godzinna lektura ciekawej książki, dwugodzinny jogging w przyjemny, jesienny wieczór, przyrządzanie w kuchni nowej potrawy, kieliszek lub dwa fajnego wina, zakup jeansów itd.

Dawniej ludzie doceniali takie głupoty. Rozumieli, że z nich składa się życie. Teraz zatracili tę zdolność. Omamieni setkami artykułów o tym, jak x z pucybuta stał się milionerem np. dzięki założeniu dużego portalu internetowego, chcieliby od razu dosięgnąć nieba. Nie łapią, że tak się nie da. Że nie każdy jest wizjonerem, który skosi gruby hajs. Większość z nas jest zwykłymi finansowymi szaraczkami, ale… czy jest w tym coś złego? Czy człowiek, który prowadzi uczciwe życie ma się czego wstydzić? Nie sądzę, tak samo jak nie powinien wiecznie narzekać.

Nie chodzi mi o to, żebyśmy z dnia na dzień stali się otwarci jak Tunezyjczycy w stosunku do starszych Niemek. Nie musimy suszyć zębów osiemnaście godzin na dobę, robiąc sobie przerwę w tej czynności tylko na sen. Ale też nie powinniśmy notorycznie przypominać z twarzy podstarzałego rencisty, który właśnie dowiedział się o tym, że ma złośliwego raka…

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑