Joan Rivers pożegnała się w hollywoodzkim stylu. Czapki z głów

Opublikowano Wrzesień 9, 2014 | przez MB

10682069_800489429974575_1876381343_n

Zmarła 4 września. Mimo to nadal szokuje.

Osiemdziesiąt jeden lat to godny wiek, by pożegnać się z tym łez padołem. Większość pragnie odejść w spokoju i po cichu. W przypadku takiej osobowości jak Joan Rivers coś podobnego nie wchodziło w rachubę. Z okazji śmierci wyprawiła imprezę, na jakiej chcielibyście być jeszcze za waszego życia. Wyobraźcie sobie więc jak potrafiła celebrować swoje.

Wedle życzenia na nagrobku gwiazdy miał znaleźć się napis „Świetnie się bawiła”. Życzeń miała o wiele więcej. Poniższy cytat jest zachwycający:

„Kiedy umrę chcę żeby mój pogrzeb był wielkim show-biznesowym eventem ze światłami, kamerami i akcją. Chcę cateringu, paparazzi i agentów gwiazd robiących awantury. Chcę, żeby to było hollywoodzkie pod każdym względem. Nie chcę paplającego rabina, chcę płaczącej Meryl Streep w pięciu różnych akcentach. Nie chcę żadnej mowy pochwalnej, chcę, żeby Bobby Vinton podniósł moją głowę i zaśpiewał „Mr. Lonely”. Chcę wyglądać przepięknie, lepiej martwa niż za życia. Mam być pochowana w sukni Valentino i Harry Winston ma zaprojektować moje toe tag. I chcę jeszcze wiatrak, żeby nawet w trumnie moje włosy powiewały jak u Beyonce.”

Iście hollywoodzki styl. Jesteśmy zachwyceni.

Ostatnia wola Joan Rivers została spełniona. Na pogrzebie pojawił się czerwony dywan, dominowały przepych i blichtr, wśród gości znalazły się największe nazwiska show biznesu: Whoopi Goldberg, Howard Stern, Sarah Jessica Parker, Kelly Osbourne, Diane Sawyer, Barbara Walters, Donald J. Trump czy Rosie O’Donnel. Na scenie zaprezentował się sam Hugh Jackman. Tak, na stypie Joan Rivers odbywały się taneczne i wokalne pokazy gwiazd. Czad. Ponoć wielki entuzjazm wzbudził show nowojorskiego chóru gejów. Zaraz obok nich zaprezentowali się muzycy nowojorskiej policji. Czy można odejść w większej chwale?

Rivers nie byłaby sobą, gdyby przy okazji nie utarła nosa kilku znanym postaciom. Nie osobiście oczywiście. Choć zza grobu na pewno zanosiła się demonicznym śmiechem.

Legenda amerykańskiej telewizji tworząc wizję swojego idealnego pogrzebu, doskonale wiedziała też czego absolutnie sobie na nim nie życzy. A dokładniej kogo. Dbająca wręcz maniakalnie o wygląd Joan Rivers wystawiła oficjalny zakaz wstępu na imprezę słynnej Adele. Wedle „gwoździa programu” autorka mega hitów była zwyczajnie za tłusta. Podobny los spotkał Michelle Obamę. Ta również podpadła Joan swoim obliczem. Z ciałem niby wszystko spoko, za to twarz jak u transwestyty. Rivers nigdy się nie cackała i nie zamierzała też w dniu pogrzebu. Poziom trzeba utrzymywać do samego końca. Nasz podziw jest jeszcze większy.

Oczywiście podczas hollywoodzkiego spektaklu, nazywanego też ceremonią pogrzebową, polały się łzy. No, ale jak tu nie płakać po Joan Rivers? I jak tu się nie napić za jej zdrowie?

Niewątpliwie miała klasę. I była gwiazdą. Taką z prawdziwego zdarzenia i z rozmachem. Kontrowersyjną, wulgarną i stanowczo zbyt błyskotliwą na czasy, w jakich żyła. Sposób, w jaki się pożegnała, pewnie zrozumieją nieliczni. Sposób na „Niezniszczalnych” albo „Strażników Galaktyki”. Boom – Hugh Jackman, boom – chór gejów, boom – skandal.

Zarówno życie jak i śmierć Joan Rivers już przeszły do historii. Liczymy, że Charlie Sheen nie będzie chciał być gorszy.

Komentarze


Tagi: , , , , , , ,



Back to Top ↑