Karczma na kółkach, czyli fenomen PolskiegoBusa

Opublikowano Czerwiec 28, 2013 | przez Limonow

polskibus

Jak masz nudne życie, kup bilet. Fenomen PolskiegoBusa, czyli ostatniego miejsca łączącego wszystkie warstwy społeczne, sprawi, że twoja egzystencja błyskawicznie nabierze rumieńców.

Przed laty bywało, że w rozsypującej się budzie z piwem potrafili siedzieć i możni, i niezamożni. I profesorowie, i robole. Jak gdyby nigdy nic, stukając się kielichami.

XXI wiek nie pozostawia złudzeń – było, minęło, powtórki z rozrywki na mieście nie będzie. Dziś w weekendy szlachta opanowuje kolejne lokale, a ci ubożsi odbijają się od klamki jak ćma od lampy. Ostatnia nadzieja na wymieszanie wszystkich warstw społecznych to PolskiBus. Karczma na kółkach.

50 miejsc. 50 rożnych charakterów, ludzie wyciągnięci zza pługa i z Sheratona. Miejsce unikalne, dość zjawiskowe. Bo gdzie pod jednym dachem trwają dyskusje o urodzajnej warstwie gleb, losie raf koralowych czy piciu fioletowej ambrozji na ławce pod blokiem? Zaryzykuję i odpowiem – w tej chwili nigdzie indziej.

PolskiegoBusa odradzam jedynie tym, których ten rollercoaster doprowadza do szewskiej pasji. Bo zajmowanie miejsca to jak ciągnięcie losów. Jak to mawiają dzieciaki w Stanach w Halloween: – Trick or treat.

Jednego dnia flirt z pogodynką, drugiego dnia biedak wyciągający łapę, by capnąć twój portfel. Sam już niejednokrotnie miękłem, kiedy na fotelach obok słyszałem techniawę i dostrzegałem dwóch suchoklatesów  under 50 kilo w japonkach, prężących swe śmieszne muskuły w bluzkach na ramiączkach. Wystarczy, żebym jednak ochłonął, a potem przejechał się w powrotnym kierunku tym czerwonym pojazdem i już, entuzjazm wraca.

Gimbaza, Oxford, fabryka Wedla, sklep obuwniczy, poprawczak. Piorunująca i fascynująca mieszanka.

A stałe atuty? Wtyczka, by podpiąć laptopa i mityczne wi-fi (bo albo przerywa przez całą drogę, albo wszystko jest cacy). Wreszcie klima, która i tak jest przyjemniejsza niż rwące łeb otwarte okno na oścież w pociągu (miesiąc temu w temperaturze 30 stopni przez przypadek włączyli grzanie, więc nie pomogło…). I przede wszystkim cena – najniższa spośród cywilizowanych środków transportu. Do Pragi za dwie dychy? OK! Z południa kraju do Trójmiasta za piętnastaka? W porządku. Uwierzcie – więcej zapłacicie za trzy rundy dorożką w centrum Krakowa.

Wkurwiają tylko momentami bezmyślni kierowcy. Nie brakuje też takich totalnie wyjętych z dupy, permanentnie zachowujących się dziwacznie. To część loterii, cześć tej wielkiej ruletki pod szyldem PolskiegoBusa.

Do Warszawy wjechałem ostatnio 40 minut przed czasem, ale driver ubzdurał sobie, że będzie na ustaloną godzinę. Zero korków, puste ulice, mijający nas rowerzyści. Tłukliśmy się, jak z czterema przebitymi kołami i z zatartym silnikiem. 20 km/h. Ale nie byłem zrozpaczony, w międzyczasie uśmiechałem się pod nosem słuchając jednym uchem bzdur o tańczeniu salsy, a drugim o wystawianiu najbliższej sztuki w Narodowym.

Po kiego grzyba mi prawo jazdy?

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑