Kiedy autokorekta w telefonie prowadzi do zabawnych i strasznych wpadek

Opublikowano Marzec 4, 2015 | przez ZP

o-PHONE-ANGRY-MAN-facebook

Dziwki. To słowo, którego raczej nie chcesz wysłać swojej szefowej w SMS-ie, prawda? Niestety, jeśli masz w telefonie włączoną funkcję autokorekty, może się zdarzyć, że przełożona otrzyma wiadomość o takiej właśnie treści.

Autokorekta bywa pomocna. Szczególnie dla leniów. A, jak wiadomo, większość społeczeństwa nie lubi się przemęczać, dlatego wiele osób ma w swoim smartfonie włączoną tę opcję. Ja również do nich należałem. Czas przeszły jest tu użyty nie bez powodu: ostatnio uznałem, że nie chce, by cokolwiek pomagało mi w pisaniu SMS-ów. Do tego wniosku pomogło mi dojść kilka spektakularnych wpadek.

Największą była zdecydowanie ta z leadu tekstu. Poprosiłem szefową, żebym mógł spóźnić się godzinę do pracy, ona odpisała „OK”, na co ja zresponsowałem radośnie „dziwki !”. Musiała mieć niezłą minę, gdy czytała tę informację.

Idźmy dalej: niedawno wpadł do Warszawy znajomy z Krakowa. Kiedy jechałem na spotkanie z nim, chciałem spytać jak długo trwała podróż. Niestety, zamiast „ile jechałeś?” wyszło „ile jebałeś?”. Kolega, człowiek dowcipny i towarzyski, odpisał „zależy kogo!”. Po krótkiej wymianie zbereźnych wiadomości, miałem zamiar spytać go, czy „pijemy kawkę?”, niestety, wyszło nieco inaczej, mianowicie „pijemy ławkę?”. Kumpel znów wykazał się błyskotliwością. Riposta: „chyba piłujemy?!”.

Pocieszające, że takie gafy zdarzają się nie tylko mi. Kiedy rozmawiałem ostatnio na temat autokorekty ze znajomym z pracy, powiedział, że niedawno wysłał do swojej dziewczyny sympatyczną wiadomość, która miała utulić ją do snu. Treść: „ssij słodko”.

Nie doprecyzował komu ma robić dobrze, na szczęście laska nie posłuchała tego oryginalnego przesłania. A kolega woli już pisać zwykłe „dobranoc Skarbie” niż eksperymentować z niepewnymi słowami.

Kuzynka poznała fajnego chłopaka. Po drugiej randce chciała napisać „jesteś taki kochany”. Niestety, smartfon stał się w tym momencie raczej wredofonem, ponieważ stworzył następującego potworka: „jesteś taki pojebany”. Dobrze, że gościu był równie wyluzowany co mój kolega i odpisał: „aż tak pojebany nie jestem, ale też ciężko mnie nazwać nudziarzem. Spotkajmy się jeszcze.”

W całym temacie autokorekty widzę jeden pozytyw: Polacy potrafią na nią reagować z przymrużeniem oka. Przyzwyczajeni do tego, że smartfony robią nam psikusy, nie biorą do siebie dziwacznych treści, a często odpisują na nie zabawnie. Fajnie, może wcale nie jesteśmy takimi smutasami, za jakich się często uważamy?

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑