Kiedy idole stają się starszymi panami…

Opublikowano Kwiecień 24, 2014 | przez Dżordż

beverly

Do napisania tego wspominkowego tekstu skłoniła mnie krótka, ale jakże treściwa wiadomość: jeden z bohaterów kultowego w mojej młodości serialu Beverly Hills 902010 – Ian Ziering – skończył niedawno… 50 lat.

W latach 90. sytuacja wyglądała mniej więcej tak: rodzice i dziadkowie rzucali wszystko w cholerę, gdy w telewizji pojawiała się „Dynastia”, a dzieciaki olewały grę w piłkę oraz czytanie komiksów kiedy przychodził czas na kolejny odcinek BH 90210. Ten serial to było dla małolata prawdziwe okno na świat. Człowiek na to patrzył i marzył, że kiedyś będzie taki jak oni: przystojny (niestety, nie wyszło), dobrze ubrany (jak na tamtejsze standardy), imprezujący regularnie na zajebistych domówkach w willach wielkości stadionu Korony Kielce.

Tak, te nastolatki to były dla mnie idole. Chciałem mieć taką bliznę na brwi jak Dylan McKay, marzyłem o tym, żeby grać w siatkę na poziomie Steve’a, a na klawiszach wymiatać niczym David. Moim guru nr 1 był jednak Brandon. Imponowało mi w nim dosłownie wszystko: od fryzury (zabawne, że dorobiłem się w końcu takowej, w wieku 31 lat), przez fakt, że był dziennikarzem w szkolnej gazetce aż po to, iż uzależnił się od zakładów bukmacherskich obstawiając mecze NBA.

Pozostawmy jednak panów, tym co kręciło gówniarza najbardziej były bohaterki serialu, tylko dwie i pół, ale zawsze to coś. Na nastoletnie zmysły najbardziej działała panna, która – o ile mnie pamięć nie myli – dołączyła do obsady później, mianowicie Valerie Malone, grana przez uroczą Tiffani Thiessen. Kręciły mnie w niej dwie rzeczy: pyzata buzia z niebanalnym spojrzeniem, trochę pociesznym, a trochę kurewskim, plus cyce jak donice. Tak, ta panna miała czym oddychać. Nie ukrywam, że wgapiając się wnikliwie w jej plakat mogłem dopuścić się czynów uważanych przez kościół za niegodne.

Tiffani-Thiessen-in--Beverly-Hills

Młodsi czytelnicy Wyszło mogą zastanowić się, dlaczego dawniej dopuszczano się samogwałtów przy zdjęciach w stylu tego powyżej z gazet typu Bravo. Odpowiedź jest prosta: ponieważ dostęp do Internetu nie był zbyt powszechny, a nawet jak człowiek mógł korzystać z sieci, to nie bardzo wiedział co z tym fantem zrobić, czytaj jak dokopać się do stron porno.

Nic to, nieważne, trochę odbiegłem od tematu, wracam do dziewczyn z BH 90210.

Moim numerem dwa była Brenda. Intelektualistka, nieco wycofana, mając swój własny świat. Poza jej IQ podniecały mnie ta mleczna cera połączona z uśmiechem dziewczyny z sąsiedztwa. Oraz to, że nie była tak… łatwa jak Kelly.

Kojarzycie tę wychudzoną, wiecznie nieszczęśliwą blondynkę? Zaczęła ze Stevem, potem przechodziła w nieskończoność z rąk Dylana do Brandona i z powrotem. Panowie przekazywali ją sobie jakby nie była kobietą, a t-shirtem, który wspólnie kupili, ponieważ był tylko jeden egzemplarz, a teraz chcieć nie chcieć muszą się nim jakoś dzielić. No po prostu dramat.

Katastrofą była też twarz Donny (Tori Spelling). Dziewczyna z ciałem światowej top-modelki z lat 90. miała niestety, mówiąc wprost, koński ryj (dlatego napisałem, że podniecało mnie 2,5 bohaterki serialu). Równie dramatyczna co jej buzia była życiowa filozofia, którą wyznawała: „nie pójdę do łóżka z facetem przed ślubem.” Nie ma się co dziwić, że jej partner, biedny David, raz po raz myślał o zdradzie, regularnie lubił sobie też strzepać kapucyna.

Kompletnie bezpłciowa była za to Andrea, której Brandon imponował chyba nawet bardziej niż mi. Ta dziewczyna nie działała na mnie tak wielce, że gdybyśmy wylądowali we dwoje na bezludnej wyspie, wolałbym zająć się budową zamków z piasku niż próbą przekonania jej do kopulacji.

No, to powspominaliśmy stare, dobre czasy, teraz z niepokojem będziemy wyglądać wiadomości z USA o tym, że jeden z bohaterów Beverly Hills 90210, który jeszcze do niedawna był młody i piękny, odszedł z tego padołu nie z powodu niefortunnego wypadku a przez starość. Brr, ale ten czas leci…

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , ,



Back to Top ↑