Kim jesteś? Jesteś konfidentem! Czyli gong w tył głowy i sceny jak u Tarantino

Opublikowano Listopad 7, 2013 | przez Pato

 tar

Co można dostać za darmo? Podobno wpierdol na mieście i żółtaczkę w szpitalu. Tak, wiem, pseudo-mądre hasełko z demotywatorów, suchar powtarzany przez gimbazę. Niestety, ale sporo w nim prawdy. – Jesteś, kurwa, konfidentem – usłyszałem w ostatni weekend czekając pod barem. – Mamy na ciebie kwity, już ciebie nie ma – zakodowałem ponownie. Chwilę wcześniej dostałem gonga w tył głowy…

To niesamowite jak zupełnie przypadkiem, w jednej chwili, wszystko może obrócić się o 180 stopni. Spokojny wieczór w normalnej knajpie (żadna speluna), kolacja, piwko. Typowy standardzik. I nagle jeb, dostajesz w głowę z zaskoczenia, a wszystko, co dzieje się potem przypomina filmy Tarantino albo sceny z „Mechanicznej Pomarańczy”, gdzie banda niedojebów chodzi sobie po mieście i bezkarnie napierdala innych.

– Podjebałeś naszego gościa, masz przejebane.

– Chyba mnie z kimś pomyliłeś. Nie jestem z (tutaj nazwa miasta).

– Chuja mnie to obchodzi, jesteś, kurwa, konfidentem… Pamiętam tę twarz!

Konfident… Przejebane… Obce miasto… W normalnej sytuacji pewnie bym się zaczął bać, ale absurd sytuacji dopełniało to, że dzień wcześniej złamałem okulary (nawet nie pytajcie jak). Słysząc wyzwiska jakiegoś dresa (został szybko odgrodzony) miałem więc przed sobą tylko rozmazaną plamę. Nie wiedziałem, czy jest łysy, czy ma twarz mordercy albo dżihad w oczach. Nie widziałem niczego. Pierwszy raz pojawiłem się gdzieś bez okularów i od razu zostałem pomylony. Pomylony w najgorszy z możliwych sposobów.

– Konfident zawsze będzie konfidentem… – bełkotał dalej.

– Proszę stąd wyjść – zainterweniowała obsługa.

No i wyszedł. Chwilowa konsternacja. Mnóstwo pytań. Za chwilę cisza i akcja zaczyna się na nowo.

– Wracają we trzech – usłyszałem głos kelnerki.

– Schowajcie się na dole w toalecie – dodał barman.

Akurat w knajpie nie było praktycznie nikogo. Kelnerka, barman, ktoś tam na kuchni. W momencie więc, kiedy trzech (chyba dużych) gości wraca na pełnej kurwie do restauracji zaczynasz myśleć, że ten jeden gong w tył głowy to w sumie nic wielkiego, bo zaraz może dojść do… hmm szamotany? Nie, to byłby raczej murowany wpierdol.

. – Dzwonię po policję – usłyszałem ostatnie zdanie kelnerki i schowałem się z koleżanką w toalecie.

Minuta. Trzy minuty. Zaraz będzie pięć, więc wyjdę zobaczę co się dzieje na górze, pomyślałem.

– Odjechali – powiedział ktoś za barem.

W końcu spokój. W końcu masz czas się zastanowić, czy to wszystko działo się naprawdę. Czy ktoś nie robił sobie jaj.

Wiadomo, że komfort w takich momentach słabnie. Idziesz dalej na rynek i nie wiesz, czy zaraz znowu nie dostaniesz w tył głowy. Zwłaszcza, że nie pamiętasz dokładnie od kogo. Nie masz okularów. Jesteś na obcym terenie. A poza tym wiadomo – kim jesteś? Jesteś konfidentem!

Ta historia w sumie mogła przydarzyć się każdemu. Często się zresztą przydarza, bo dzień później kolega opowiedział mi scenę, jak też ktoś mu groził i nawet potem… zaglądał pod samochód, żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie ma tam bomby.

Grubszy kaliber, ale schemat ten sam. Los to figlarz, jak mówi jeden z moich kolegów. Może z nami zagrać tak, jak mu się podoba. Nie znasz dnia ani godziny. Zła pora, złe miejsce. Trzech gości, którzy próbują wparować do restauracji i krzyczą, że cię zajebią to żadna fajna sytuacja, chociaż dzień później to już tylko legenda. Kolejka historyjka, którą opowiesz kumplom przy piwie i wszyscy będą się śmiać do rozpuku.

„Mam nadzieję, że nie skończyło się tak jak twoja ostatnia pogoń za elementem na Nowym Świecie” – napisał kolega. No tak, tam też się działo. Znowu strzał za nic, znowu patologia, ale tym razem własny teren, wiec goniliśmy gościa tak na maksa. Połamane okulary (nie pytajcie, który raz), porwane spodnie, rozjebane kolana, ręce… Dramat. Ale przynajmniej nikt nie nazwał mnie konfidentem. Nie groził, że zaraz mnie zajebią…

Gong w tył głowy i sceny jak u Tarantino. Coraz weselsze te życie.

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑