Kino drogi, kryminał, powieść szpiegowska… Polskie bajki starej szkoły

Opublikowano Wrzesień 5, 2015 | przez Gofrey

Nie czarujmy się. Dla wielu dzieciaków urodzonych w późnych latach osiemdziesiątych i już po transformacji, na początku lat dziewięćdziesiątych, kultowymi kreskówkami były przede wszystkim japońskie arcydzieła gatunku, jak Gigi, Tsubasa czy Kapitan Daimos. Wspominaliśmy już je na stronie nie raz, kompletnie pomijając to, co akurat docenione powinno być w pierwszym rzędzie. Polacy bowiem to nie gęsi i zdecydowanie mają się czym pochwalić na polu animowanych filmów dla dzieci. Gdy już obejrzeliśmy wszystkie parady Wakashimazu i poznaliśmy większość Pokemonów, nic nie bawiło tak, jak nieco zarozumiały Bolek pouczający niegramotnego braciszka…

Reksio

Biały piesek z pomarańczową łatą na pół twarzy bawi już trzecie albo i czwarte pokolenie polskich dzieciaków. Jeśli wierzyć Wikipedii – od 1967 roku aż do końca lat osiemdziesiątych nagrano sześćdziesiąt pięć odcinków przygód sympatycznego czworonoga, choć my sami mamy wrażenie, że odcinków było kilka milionów, nigdy się nie powtarzały, a zawsze niezmiennie bawiły. Reksio poliglota, Reksio detektyw, Reksio przewodnik. Nie były to może wyrafinowane fabuły z nagłymi zwrotami akcji, ale wszyscy chłonęliśmy kolejne niestworzone historie, które przytrafiały się charyzmatycznemu i odważnemu psiakowi. Reksio był… przede wszystkim mądry. To on rozwiązywał spory i problemy całego podwórka, a niejeden dzieciak z pewnością zastanawiał się przy okazji najróżniejszych dylematów: co na moim miejscu zrobiłby Reksio? No dobra, teraz trochę przesadziliśmy, ale zapamiętaliśmy tę sympatyczną bajkę właśnie w ten sposób, jako zbiór rozważnych decyzji i bohaterskich zachowań prześlicznego psiaka. No i ta melodyjka…

Bolek i Lolek

Absolutna klasyka i w naszym mniemaniu chyba najlepsza z polskich bajek. W teorii schemat dość oklepany – oczywista różnica wieku, charakterów i aparycji dwóch głównych bohaterów wpychająca duet w coraz zabawniejsze przygody. W teorii Bolek wyciąga Lolka z opałów, w które ten rozkosznie się pakuje, w praktyce… wiele razy to szczęście i pomysłowość niższego i tęższego Lolka pomaga braciom przejść przez problemy suchą stopą. Bolka i Lolka uwielbialiśmy na co dzień – gdy krótkie odcinki prezentowały ich perypetie na podwórku, wakacjach i podczas podróży, jak i od święta – gdy na wideo zdzieraliśmy kasetę z jednym z najlepszych filmów dla dzieci – „Wielką Podróżą Bolka i Lolka”. Chłopaki brali tam udział w wyścigu dookoła świata, poznając nowe kultury – od Afryki, przez Indie, aż po Japonię i Indonezję. Rety, co to był za sztos. Jakie ujęcia, jakie piękne krajobrazy, jaki humor i wartka akcja. Kochaliśmy ten film. Albo raczej: wciąż kochamy.

Do tego jeszcze przygody Bolka i Lolka na Dzikim Zachodzie, osobny temat, który dawał nam sporo frajdy, Bolek i Lolek zwiedzają świat, czyli seria odcinków, w której chłopcy przenoszą się po zakręceniu globusem do fantastycznych miejsc na całym świecie. Wszystko świeże, oryginalne, ciepłe. Tęsknimy za nimi, bez dwóch zdań.

Miś Uszatek

Co klapnięte uszko ma. Pierwszy w zestawieniu serial lalkowy, „Uszatka” w wersji animowanej można było obejrzeć przede wszystkim w „Bolku i Lolku”, czy innych kreskówkach jako „gościa specjalnego”. W swoim własnym show można było go podziwiać w postaci lalki z łódzkiego studia Se-Ma-For. Najbardziej w pamięć wryła się oczywiście jego sypialnia, klamra spinająca każdy odcinek, w której sympatyczny i wyważony miś opowiadał o przygodach każdego dnia. Momentami rozczulała nas nawet jego samotność, gdy każdego dnia lądował w łóżku sam, ale tłumaczyliśmy sobie, że za dnia ma tyle przygód, że żywot samotnika w nocy wcale mu nie doskwiera.

Oś bajki? Przede wszystkim rozwiązywanie problematycznych sytuacji przez poważnego, statecznego i nieszczególnie dynamicznego niedźwiadka, często przeciwstawiającego się pechowi i nieszczęśliwym splotom okoliczności. A to wsiądzie do złego pociągu, a to pobawi się w detektywa śledząc zajączka, a to pomyli rowery… Dziś nie są to może intrygi przykuwające nas do fotela na długie godziny, ale wówczas oglądaliśmy z niekłamanym zainteresowaniem, oczekując na tradycyjny morał.

Powstały łącznie 104 odcinki, wobec czego Uszatek wrył się w polską tożsamość mocniej, niż jakikolwiek inny serial lalkowy. Pomnik misia stoi przy łódzkiej Piotrkowskiej.

Koziołek Matołek

Ha, mamy kino drogi w najlepszym tego słowa znaczeniu! Schowajcie się wszystkie amerykańskie filmy kręcone podczas podróży przez pustynie, schowajcie się Thelmo i Louise, schowajcie się Bonny i Clyde. Koziołek Matołek to był dopiero wędrowiec! Stworzony w głowie Kornela Makuszyńskiego, tuż obok Szatana z siódmej klasy i Dwóch takich, co ukradli Księżyc, na długie lata stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci w polskich bajkach. Najpierw w ilustrowanych książkach, potem na ekranach niegramotny i łatwowierny Matołek peregrynował w stronę Pacanowa, jedynego miejsca na świecie, gdzie podkuwa się kozy. Oczywiście po drodze napotyka na pewne trudności, które pokonuje z gracją… kozła w składzie porcelany. Podobnie jak w Misiu Uszatku, także i tu odcinek zaczyna i kończy się zawsze w podobny sposób. Najpierw czołowym wierszykiem, który znało chyba każde polskie dziecko:

W Pacanowie kozy kują
więc Koziołek, mądra głowa,
błąka się po całym świecie,
aby dojść do Pacanowa.

Właśnie nową zaczął podróż,
by ją skończyć w Pacanowie.
A co przeżył i co widział
film ten wszystko wam opowie.

A następnie wierszowanym zakończeniem sumującym odcinek. Bardzo, bardzo żałujemy, że ekranizacja jego przygód, która miała powstać kilka lat temu ostatecznie nie doszła do skutku.

Porwanie Baltazara Gąbki

Było kino drogi, czas więc na kryminał. Jak podpowiada Wikipedia – powieść Stanisława Pagaczewskiego, na kanwie której powstał film animowany, łączy w sobie schematy powieści szpiegowskiej i podróżniczej. Istotnie, najbardziej pamiętamy z tej bajki szpiega z Krainy Deszczowców, złowieszczego Tajemniczego Don Pedro oraz samochód-amfibię, którym poruszał się Smok Wawelski wraz ze swoją świtą. Ach, co to były za postacie! Bartłomiej Bartolini, biolog Baltazar Gąbka, wreszcie sam detektyw Smok. No i ta fantazja i kreatywność, która wylewa się ze scenariusza. Zacytujmy opis dwóch odcinków, które doskonale oddają klimat bajki.

Smok Wawelski wraz z kucharzem Bartolinim spotykają na swojej drodze zbójców, którzy, o dziwo, są bardzo mili. Nazywają siebie „antyzbójcami”. Zamiast okraść bohaterów, ci goszczą ich, a na pożegnanie obdarowują workiem pieniędzy.

*

Don Pedro dociera do Słonecji − krainy króla Słoneczko XV i informuje władcę, że na terenie jego państwa przebywa dwóch nieopalonych osobników (chodzi o Smoka Wawelskiego i Bartoliniego). Król uznaje to za skandal i każe swojej straży odszukać bohaterów, pojmać ich i przymusowo opalić.

No kurczę. Klasyka. I zbiór ponadczasowych morałów, a nawet treści nieco bardziej ambitnych – Kraina Deszczowców, której władca próbuje zmusić naukowca do obmyślenia nowej broni biologicznej… To już nie brzmi wyłącznie jak film dla dzieciaków.

 

Zaczarowany Ołówek

Piotrek, jego piesek i wreszcie on. Tytułowy zaczarowany ołówek, który materializował wszystkie stworzone nim rysunki. Oczywiście Piotrek nie narysował sobie w pierwszym odcinku kilku ton sztabek złota, za które do końca serii niemal czterdziestu odcinków mógł balować po najlepszych imprezowniach Europy i świata. Piotrek zamiast tego używa swojego magicznego narzędzia do rozwiązywania problemów napotykanych przez niego ludzi i zwierząt. Raz rysuje sobie zestaw chirurgiczny i operuje sarnę, innym razem maluje instrumenty dla podwórkowej kapeli.

Wszystko tak, jak w każdej innej polskiej bajce. Sympatycznie, z humorem i morałem.

Pewnie dlatego tak bardzo je kochamy.

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑