„Klucz do wieczności”, czyli ile możemy poświęcić dla nieśmiertelności?

Opublikowano Lipiec 25, 2015 | przez ZP

Nie ukrywamy, że lubimy filmy, w których poprzez wydarzenia z granic nauki i fantastyki, twórcy próbują przedstawić nam swoją wizję przyszłości. Między innymi dlatego tytuł „Klucz do wieczności” – w większości mediów zajawiany jako dramat science-fiction – wzbudził naszą ciekawość. Bijące z plakatów zdania „Bóg stworzył człowieka, człowiek stworzył nieśmiertelność.” oraz „Czy jesteś gotowy na nowe życie?” tylko wzmacniały ten efekt.

I, trzeba przyznać, twórcom udało się wykreować fatalistyczną wizję świata, która daje człowiekowi do myślenia i sprawia, że zaczynamy dopuszczać taki model przyszłości. Albo – co byłoby tu chyba właściwsze – boimy się, że taka przyszłość może nadejść. Czasy, w których pieniądz osiągnie taką wartość, że najbogatsi będą mogli kupić sobie nieśmiertelność, i to naszym kosztem.

Sam proces uzyskiwania nieśmiertelności został ujęty w interesujący sposób, choć zwolennicy naukowych teorii z pewnością znajdą tu pewne luki. Zdecydowanie lepiej została pokazana reakcja człowieka na nowo zaistniałą sytuację, jego lęki i wątpliwości, ale też czająca się gdzieś obok ekscytacja. Pomyśleliśmy nawet, że gdybyśmy sami stali się nieśmiertelni, nasze pierwsze reakcje wyglądałyby dokładnie tak, jak to zaprezentowano w filmie.

Genialnym posunięciem było też zaangażowanie rewelacyjnego Bena Kingsley’a, który wcielił się w schorowanego miliardera marzącego o nieśmiertelności. Mimo, że przeszło 70-letni aktor towarzyszy nam tylko w pierwszej części filmu, jego duch pozostaje z nami do samego końca. Odgrywanego przez Kingsley’a starca czujemy więc do ostatnich scen, analizujemy jego rozterki i wątpliwości oraz czerpiemy z jego życiowych doświadczeń. Rzadko kiedy tak krótka rola odciska takie piętno na całym obrazie.

Dostajemy więc fajny i dobrze zrealizowany pomysł oraz świetną grę aktorską, a jednak z kina nie wychodzimy w pełni usatysfakcjonowani. A to za sprawą faktu, że gdzieś w połowie filmu orientujemy się, że nasz dramat-science fiction przerodził się w typową amerykańską rąbankę. Że mamy strzelaniny, pościgi, faceta uciekającego wraz z piękną kobietą i generalnie cały oklepany repertuar sensacyjnego kina rodem zza oceanu. A najgorsze, że po niecałej godzinie oglądania ogarnia nas przeczucie, że doskonale wiemy jak się to wszystko skończy.

Czy przeczucie okaże się prawdziwe, nie zdradzimy. Za to z ogromną stanowczością odradzamy oglądanie jakichkolwiek zwiastunów. Nie wiemy jak to w ogóle możliwe, ale producenci przygotowali trailer zdradzający widzowi jakieś 90 procent fabuły i właściwie pozwalający ułożyć sobie w głowie cały obraz. Taki 2-minutowy filmik zepsuje wam całą przyjemność z seansu w kinie.

A na „Klucz do wieczności” z całą pewnością warto się wybrać. Nie nastawiajcie się jednak na jakieś wybitne dzieło, a bardziej na efektownie zrealizowane kino sensacyjne, które jednak da wam trochę do myślenia. Nie zabraknie tu wysokobudżetowej, przaśnej rozrywki, momentami akcja zrobi się naiwna, ale nie zmienia to faktu, że całość naprawdę dobrze się ogląda. Film powinien sprawdzić się w każdych okolicznościach, czyli w wydaniu rodzinnym, na randce lub podczas wypadu z kumplami. Zdecydowanie polecamy.

Komentarze

Rola Bena Kingsley'a
Wiarygodność filmu
Liczba scen sensacyjnych
Zwiastun

Podsumowanie: Wizja futurystyczna i fatalistyczna, dająca sporo do myślenia. Gdzie leżą granice człowieczeństwa i ile możemy poświęcić dla nieśmiertelności?

4


Ocena użytkowników: 2.1 (7 głosów)

Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑