Kochani rodzice, zastanówcie się co wyrośnie z waszych dzieci

Opublikowano Maj 1, 2015 | przez lucky bastard

Clipboard01

Przypuszczamy, że dla ludzi spoza Warszawy może to być zjawisko obce lub nie na tyle powszechne i intensywne, żeby razić. Nie wiemy jak w innych dużych miastach – stawiamy, że podobnie – ale w stolicy zachowania, o których mowa, zdążyły przekroczyć granicę absurdu. Granicę między zwyczajną troską, a chorobliwą troską. Rzecz o nadopiekuńczości rodziców, w szczególności tych młodych.

Kiedyś jedyną nadopiekuńczą osobą w rodzinie zwykle była babcia. „Nie biegaj bo sobie głowę rozwalisz”, „Nie wychodź od razu po kąpieli, bo dostaniesz zapalenia opon mózgowych”, „Nie graj na betonie, bo kolana pozdzierasz”. I tak dalej… Nie przepadamy za uogólnianiem i wrzucaniem wszystkich do jednego worka, ale to trzeba napisać – najnowsze pokolenie rodziców zachowuje się jak nasze babcie. Albo i jeszcze gorzej.

By tego dowieść, nie trzeba nawet wychodzić z domu. Wystarczy wyjrzeć przez okno albo wyjść na balkon. Dziecko, na oko jakieś sześć lat, śmiga na swoim pierwszym rowerku. Po bokach malutkie kółeczka, bo wiadomo – utrzymanie równowagi na dwóch to już wyższa szkoła jazdy. Na głowie kask, na łokciach i kolanach ochraniacze. A z tyłu jeszcze rodzic trzymający ten maleńki, wysoki na kilkadziesiąt centymetrów rowerek za kijek. Brakuje prezydenckiej ochrony, filtra powietrza, krążącego helikoptera i przyczepionej do rowerka parasolki. Bo przecież promienie UV są szkodliwe dla skóry i długotrwały bezpośredni kontakt ze słońcem grozi nawet śmiercią.

Paranoja.

sb10063680d-001

Dziś dziecko wychodzące na dwór jest odprawiane jak spartański żołnierz. Autor tego tekstu dorastał na początku XXI wieku i wtedy sytuacja była zupełnie inna. Wszystko było prostsze. Nikt nie przejmował się zdartymi kolanami czy otartym łokietkiem. Mamusia czy babcia pocałowała i leciało się dalej. A o kasku, ochraniaczach czy innym kombinezonie kuloodpornym, nikt nawet nie myślał.

Nawet jeśli ktoś to miał, to chował głęboko do pudła, bo pokazanie się w czymś podobnym byłoby kompletnym obciachem. Był na osiedlu taki jeden grubasek, który grał w piłkę pod blokiem w ochraniaczach. Chciał się pochwalić, że to z adidasa. Że go stać. Skutek był kompletnie odwrotny. Mieliśmy z niego niezłą bekę i nazywaliśmy mazgajem, co w przełożeniu na bardziej kwiecisty język, oznacza po prostu pizdę.

Clipboard01

Napisać, że martwimy się o przyszłość tych dzieci, to byłoby lekkie nadużycie. Nie nasze, więc generalnie nam to zwisa, ale paru kwestii jesteśmy po prostu ciekawi. Jak będą funkcjonować w społeczeństwie? Czy będą łapać grypę, kiedy tylko temperatura spadnie poniżej zera, a każdy silniejszy powiew wiatru będzie równoznaczny z dostaniem kataru? Naszym skromnym zdaniem rodzice robią im krzywdę. Pewnie chcą dobrze, ale przesadzają. Naoglądają się telewizji śniadaniowych, naczytają porad w kolorowych pismach i potem wszystkie, mniej lub bardziej przegięte zasady, wcielają w życie.

Apelujemy więc o trochę luzu. Pamiętajcie, że świat to nie idealnie przygotowana, sterylna probówka.

Komentarze


Tagi: , ,



Back to Top ↑