Kogo można sobie odpuścić na największych festiwalach 2013

Opublikowano Lipiec 1, 2013 | przez MB

opener

Sezon wakacyjny rozpoczęty. Lipiec, słońce, w perspektywie wielkie festiwale muzyczne. Jedni dawno zakupili karnety, inni wciąż się zastanawiają. Jechać na cały, czy tylko na dwa dni? Line-upy tegorocznych wydarzeń są imponujące, jednak zawsze można sobie kilka zespołów darować. Poniżej podpowiadamy które.

Heineken Open’er Festival (3-6 lipca 2013)

W tym roku wreszcie przyjeżdża Blur. Najbardziej wyczekiwana gwiazda festiwalu. Jednak tuż przed nimi na głównej scenie zagrają Editors, którzy od kilku lat szukają wysokiej formy i odnaleźć jej nie mogą. Kolejne płyty rozczarowują, a i na żywo nie jest to najbardziej podniecająca indie rockowa kapela w historii. Do odstrzału na sam początek. Podobnie jak Mikromusic oraz Vavamuffin. Zespoły, które obskakują wszystkie lokalne juwenalia, koncerty z okazji 3 maja oraz święta miast na międzynarodowym festiwalu nie należą do największych atrakcji.

Do tego samego kotła należy wrzucić Marię Peszek, Hey, Oszibarack, Lao Che oraz Ras Lutę, których obecność jest obojętna jak jagodzianki na plaży. Szczególnie, że ta pierwsza swój koncert da zaraz po zjawiskowej Tame Impali. Wybór polskich zespołów grających na większych scenach w tym roku jest wyjątkowo sztampowy i zachowawczy. Jedynym występem godnym uwagi, który naprawdę elektryzuje, jest Dawid Podsiadło w Tent Stage’u.

Analizując pozostałych wykonawców niezbyt interesującym wydarzeniem wydaje się być Matisyahu, który pełni rolę typowego zapychacza. Najmniej efektowny i usypiający jest Jonny Greenwood. Ponowny przyjazd Kings Of Leon warto odnotować w archiwach, jednak o wiele lepsze rzeczy będą się dziać podczas Mount Kimble i Devendry Banharta, których występy bezczelnie nakładają się na autorów „Sex on Fire”.

 Coke Live Music Festival (9-10 sierpnia 2013)

Z Coke’iem nie ma większego problemu, gdyż lista artystów jest znacznie mniejsza. Choć program wydaje się wyrównany, to i tutaj znajdzie się kilka nazwisk, które można śmiało odrzucić. Wiadomo, że wszyscy przyjadą na Florence and the Machine i Wu Tang Clan, dlatego występująca tego samego dnia Katy B nie ma zbyt wielu szans na rozruszanie publiczności.

Pojawiająca się dzień wcześniej Monika Brodka to artystka najwyższej próby, jednak śmiem twierdzić, że polskiej publiczności powoli zaczyna się nudzić. Dlatego nie zdziwię się, jeśli zgromadzi mniej ludzi niż budki z browarem. Większych emocji nie wzbudza też przyjazd Reginy Spektor, która choć miła
i cnotliwa, nigdy nie należała go gwiazd pierwszej wielkości (może właśnie dlatego). Z Franz Ferdinand jest tak, że można, ale nie trzeba.

 Przystanek Woodstock (1-4 sierpnia 2013)

Sytuacja wyjątkowa. Więcej paździerza niż gwiazd. Anthrax, Kaiser Chiefs, Gooral, Atari Teenage Riot, Leningrad, wiadomo – warto. A co oprócz? Zawstydzająco słaby zestaw, m.in.: Kamil Bednarek, Big Cyc, Farben Lehre, ponownie Maria Peszek, Hunter, Kabanos [sic!], The Bill, Enej, Leniwiec i Blade Loki.

W tym roku Przystanek stoi ewidentnie pod znakiem ska, reggae i punk. Kostrzyn tylu gimnazjalistów jeszcze nie widział. Skład ustalany schematycznie, próbujący odkopać zapomniane głosy punk rocka, skoncentrowany na jednym typie słuchacza. Zapowiada się smutna i sentymentalna edycja z nielicznymi aktami geniuszu na Dużej Scenie: Emir Kusturica & The No Smoking Orchestra, Enter Shikari. Lepiej nie zapędzać się pod Małą.

 Jarocin Festiwal (19-21 lipca 2013)

Gdy widzę taki line-up, nóż mi się w kieszeni otwiera. Organizatorzy Jarocina mentalnie nadal funkcjonują w latach osiemdziesiątych i zapraszają najbardziej zapyziałe, osłuchane i starte kapele: Dżem, Włochaty, Moskwa, Hunter, Leniwiec, Farben Lehre, Strachy na Lachy, Hey, Izrael. Skład bardzo zbliżony do woodstockowego, czyli pojedynek na paździerz. Ale i na gwiazdy. Lipcowy festiwal ma w zanadrzu kilka mocnych kart, którymi z pewnością ściągnie tłumy: Soulfly, Misfits, Suicidal Tendencies, czyli trójka, która imponuje nawet bez polskojęzycznej obstawy.

A podczas koncertów CF98, Raggafaya, Bednarka, Power of Trinity i OCN z czystym sumieniem możecie wcinać kebaby i oblewać się wodą mineralną.

 Off Festival (2-4 sierpnia 2013)

Najciekawszy letni festiwal w naszym kraju. W tym roku wyjątkowo dobry, dlatego odrzutów będzie stosunkowo mało. Spośród największych gwiazd ciężko zrezygnować z którejkolwiek. The Smashing Pumpkins, Austra, Deerhunter, My Bloody Valentine, Godspeed You! Black Emperor? Nie wyobrażam sobie.

W najlepszym wypadku do odstawki idzie Zbigniew Wodecki z projektem Mitch & Mitch. Duet perwersyjnie intrygujący, ale równie ryzykowny. Niekoniecznie trzeba się nastawiać też na The Soft Moon. Ich indie granie jest rzeczywiście soft i raczej nie może się równać z onirycznym Cloud Nothings, występującym o tej samej godzinie.

Polskie akcenty w postaci UL/KR oraz Rebeki również nie stanowią jazdy obowiązkowej. Pierwszy zespół, mimo że jest dużą sensacją na naszym rynku, moim zdaniem jest zjawiskiem bardziej przereklamowanym. Nowy album drugiej kapeli jest zaskakująco kiepski i posiada znikomy koncertowy potencjał.

Szczerze nie polecam występu niejakiej Solange. Dla organizatorów Off’a plus za to, że nie próbują się na niej lansować. Wokalistka jest bowiem młodszą siostrą słynnej Beyonce i rozgłos byłby na pewno niemały. Na szczęście nie na niej opiera się strategia marketingowa tegorocznej edycji. Co nie zmienia faktu, że piosenkarka z niej co najwyżej przeciętna i wtórna.

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑