Koks, laski i gitara – życie wg Keith’a Richardsa

Opublikowano Wrzesień 28, 2013 | przez Deszczowiec

The Rolling Stones and Martin Scorsese at 'Shine the Light' Movie Premiere

Symbol. Ikona. Pieprzony pomnik muzyki. Gitarzysta The Rolling Stones, Keith Richards, jak mało kto mógłby powiedzieć o sobie ”Ja jestem muzyką!” Dowiecie się dlaczego, czytając jego autobiografię. O dość mało odkrywczym tytule ”Życie”.

Możecie się krzywić, że to wielkie słowa, ale dla mnie biografia Keith’a to biografia muzyki XX wieku. Bo jest tu blues, jego syn rock and roll i jego wnuk – klasyczny rock. A pomiędzy tym wszystkim jest sam Keith. Facet, który wciągnął, wstrzyknął, wtarł, wypalił, czy w inny sposób dostarczył do swego organizmu dużo dziwnych, bardzo niedobrych rzeczy. Gość, który w latach 70., podczas jednego ze swoich narkotycznych maratonów, nie spał przez dziewięć dni. W pewnym momencie organizm powiedział jednak ”stop” i gitarzysta zasnął na stojąco. Stracił równowagę i przyrżnął łbem w stojący obok wzmacniacz, łamiąc sobie nos…

Ale to także twórca muzyki do piosenek, które przeżyją jego, nas i jeszcze kilka pokoleń. To właśnie temu facetowi zawdzięczamy ”Satisfaction”, czy ”Paint it Black”.

 

A także ”Honky Tonk Woman”, czyli piosenkę o tym, jak to laski chcą posuwać słynnych rockmanów.

 

Swoją drogą na tym koncercie czterech dziadków zagrało dla 1,5 miliona (!) ludzi, a Mick trząsł tyłkiem i śpiewał, jak laska zabrała go na pięterko, a on nie może jej sobie teraz ”wypić z głowy”. Jak na prostą piosenkę o pukaniu i wciąganiu jest w niej zaskakująco dużo gier słownych i metafor. A wszystko okraszone oczywiście tym obłąkańczym riffem by Keith.

Gość, który powinien być bezmózgą, wysuszoną od koksu mumią potrafił stworzyć perły muzyki XX wieku! Jego życie, pełne rozrób, skandali, policyjnych nalotów, seksu i cudownej muzyki, to gotowy oscarowy scenariusz.

keith mummy

”Miałem na głowie dzinsową czapke z mnóstwem kieszonek wypełnionych prochami. Wszędzie było pełno prochów. Wystarczyło odchylić panele na drzwiach, żeby zobaczyć ukryte plastikowe torebki, pełne kokainy, trawy, pejotlu i meskaliny. (…) Po co wypakowałem samochód, jakbym udawał dealera? Może zaspałem na samolot? Wiem, że dużo czasu spędziłem na ukrywaniu prochów. W kieszonkach na czapce był haszysz, tiunal i trochę koki. Pozdrowiłem policję, teatralnym gestem zdejmując czapkę, i wyrzuciłem pigułki i haszysz w krzaki (…)”.

To relacja Richardsa z jednej z tras koncertówych w USA, z 1975 r. Stonesów zatrzymano wtedy w jakiejś zapadłej dziurze, w Arkansas. Pod okręgowym sądem zebrało się pare tysięcy ludzi i dziennikarzy, a prowadzacy rozprawę sędzia był pijany. Skończyło się na mandacie za nieostrożną jazdę. Od podobnych historii ta ksiażka aż się skrzy.

Ale to nie tyko opowieść o ćpaniu i dupczeniu. Jest w tej autobiografii wszystko, co lubię w takich książkach: prostota, szczerość i dystans do siebie. Jest złość, jaką Richards żywi do Micka Jaggera. Keith nigdy nie wybaczył mu tego, że w pewnym momencie wystartował z karierą solową (średnio zresztą udaną). Daje on wokaliście Stonesów wielkiego prztyczka w nos, pisząc, że Jagger ”może i ma wielkie jądra, ale za to małego fiutka”. Dla uchodzącego za seksualnego herosa wokalisty była to wyjątkowo gorzka pigułka. Ponoć po publikacji ”Życia” relacje dawnych ”Glimmer Twins” znowu uległy pogorszeniu…

Dlaczego warto sięgnąć po to opasłe, liczące ponad 500 stron tomisko? Bo to historia człowieka wyjątkowego. Nie żadnej sezonowej gwiazdki, tylko rockmana z krwi i kości, któremu większość współczenych muzyków może co najwyżej wytrzeć tacę i zrolować banknot do koksu.

No, może nie samemu Keith’owi, bo ten (podobno) jest już czysty, ale np. Ronnie’mu Woodowi. Richards nie sili się specjalnie na delikatność i mówi wprost, że 66-letni basista wciąż lubi ”pójść w ludzkie słabości”…

keith-richards-ron-wood-backstage-corbis-530-85

I jeszcze jedno – kiedy już  sięgniecie po „Życie”, niech was nie przerazi spora liczba dat i nazwisk w pierwszej części. Przebrnijcie przez to i po prostu posłuchajcie, co Keith do was mówi, bo do powiedzenia ma naprawdę sporo.

Komentarze

Lekkość
Wciąganie
Szczerość
Muzyka

Podsumowanie: Gdyby Keith Richards nie istniał, należałoby go wymyślić.

4.8


Ocena użytkowników: 4.3 (3 głosów)

Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑