Kolejna osobliwość na Eurowizji. Do konkursu szykują się punkowcy z zespołem Downa

Opublikowano Luty 18, 2015 | przez Jaskier

CHqFjp8

Gdy w maju zeszłego roku konkurs piosenki Eurowizji wygrała niejaka Conchita Wurst z Austrii, rozpoczęła się dyskusja na temat tego, na ile konkurs jest jeszcze wydarzeniem muzycznym, a na ile już tylko politycznym. Wiecie o czym – zwycięstwo kobiety w fajnej sukience, ale z zarostem na twarzy, miało być asumptem do dyskusji. Testem na tolerancję Europejczyków, a zarazem manifestem otwartości. Nieważne, o czym śpiewała. Mniejsza o to, czy robiła to czysto. Bez znaczenia było też to, czy byli od niej lepsi wykonawcy. Ważne, że różniła się od innych. Że była kontrowersja.

W tym roku szykuje się powtórka z rozrywki. Nie, Conchita tym razem śpiewać nie będzie. Ową kontrowersją i kolejnym punktem wyjścia do niewątpliwie ważkiej dyskusji może być kandydat z Finlandii. Kilka dni temu odbył się w tym kraju pierwszy etap eliminacji do konkursu. W cuglach zwyciężył w nim punkowy zespół Pertti Kurikan Nimipäivät. Według tamtejszej prasy, w finale też ma na to największe szanse, tak więc z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy stwierdzić, że właśnie ta kapela pojawi się w maju w Wiedniu, by stanąć w szranki z reprezentantami innych państw.

 

Jak zapewne zdążyliście zauważyć na teledysku, nie jest to kapela jakich tysiące. Jest jedyna w swoim rodzaju, bo tworzą ją ludzie dotknięci Zespołem Downa.

Kari, Sami, Toni i Pertti poznali się w 2009 roku na warsztatach dla osób niepełnosprawnych umysłowo organizowanych przez jedną z fundacji. Mieli na nich m.in. zajęcia muzyczne. To właśnie podczas nich zrodziła się idea założenia zespołu i nagrania płyty. Wydali je już dwie. Oprócz rodzimego rynku, popularność zdobyli także w Niemczech. Swego czasu zrobiło się o nich głośno na całym świecie z powodu filmu dokumentalnego, w którym opowiedziana została ich historia. Tytuł: „Zespół Punka”. Warto poświęcić osiemdziesiąt minut na jego obejrzenie.

Teksty piszą sami. Śpiewają głównie o problemach społecznych, w tym również o tym, który dotyka ich bezpośrednio, czyli braku akceptacji. To ich manifest, chcą pokazać, że na scenie wszyscy są równi. Ich twórczość nie jest może zbyt wyrafinowana – jak to w przypadku punku zwykle bywa – ale jest za to bardzo autentyczna. Poza tym, panowie żyją jak prawdziwe gwiazdy rocka. Piją, palą, skandalizują, kłócą się między sobą i z całym światem, a także otaczają się kobietami.

To bez dwóch zdań inspirująca historia o walce z własnymi słabościami, ale wróćmy do Eurowizji. Panowie nawet nie udają, że chodzi im o muzyczną rywalizację. Mają świadomość tego, że ich koślawa muzyka nie pasuje do salonów. Po co więc się na nie pchają? Chcą się przyczynić do lepszego zrozumienia osób chorych. Znając życie, Europa przyjmie ich z otwartymi ramionami.

Nie zrozumcie nas opacznie, nie ma w tym nic złego. Przecież na Eurowizji już od dawna nie chodzi o muzykę.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑