Kolejna pochwała profesjonalizmu. Gdzie leży granica moralności w biznesie?

Opublikowano Marzec 14, 2016 | przez Gofrey

concussion-main

Obrodziło ostatnio dobrymi filmami o pozornie trywialnych zawodach i tym, jak ważny jest w nich bezwzględny i bezdyskusyjny profesjonalizm. Z afisza jeszcze nie zeszła nazwa „Spotlight” będąca hymnem pochwalnym dla dziennikarstwa starej szkoły, a już trafia na niego „Wstrząs” – czyli w skrócie film o tym jak wielkich rzeczy może dokonać niezłomny naukowiec.

Choć chyba nawet przesadziliśmy ze słowem: „naukowiec”. Bohaterem „Wstrząsu” jest bowiem patolog sądowy, wprawdzie doskonale wykształcony i ciągle rozwijający swoje umiejętności, ale jednak: na co dzień próbujący ustalić, czy pacjent przedawkował leki, czy jednak zmarł na zawał serca. Jak zrobić film stawiający na piedestale pieczołowitość i profesjonalizm w dziedzinie dłubania w zwłokach? Cóż, sami nie do końca wierzyliśmy, że Will Smith krojący skalpelem i rozmawiający na głos ze zmarłymi na stole w prosektorium to dobry pomysł na film. Ale gra toczy się przecież o coś więcej, niż tylko trafną diagnozę. O prawdę, którą starają się maskować światowe koncerny.

Erin Brockovich, wiadomo, skojarzenie jest jasne, czasem zresztą sam film je podsuwa, zrównując obłudę NFL, amerykańskiej ligi futbolu, z tą panującą w koncernach tytoniowych. O co chodzi? Z grubsza – o to, że futbol amerykański to nie tylko wielkie trofea i wielkie pieniądze, ale i wielkie dramaty zawodników po zakończeniu kariery. Alkoholizm, narkomania, agresja, kłopoty z pamięcią. Zapewne zabrzmi znajomo w kraju, gdzie co rusz ukazują się wstrząsające biografie piłkarzy, których przygniotło życie po odwieszeniu butów na kołek. W tym wypadku chodzi jednak także o coś więcej. Jednostka staje do walki z korporacją, w której stawką jest zdrowie wielu, naprawdę wielu ludzi.

Nie będziemy spoilować, choć cała historia oparta jest na rzeczywistych zdarzeniach z XXI wieku, gdy doktor Bennet Omalu, nigeryjski neuropatolog, zaczął badać wpływ gry w futbol amerykański na zachowanie mózgu emerytowanych zawodników. Dodamy jedynie, że to film bez wątpienia szablonowy, ukazujący popularny motyw bitwy samotnego idealisty, ale w sposób – jak to życiowe historie – dość nieoczywisty.

Technicznie obraz jest bardzo udany – duże wrażenie robią zdjęcia Pittsburgha, miasta ociekającego futbolem amerykańskim, gdzie buduje się za setki milionów stadion dla futbolistów, choć jednocześnie zamykane są szkoły i szpitale. Pittsburgha, gdzie bezrobotni daliby się pociąć za swoją futbolową drużynę. Wartości w ogóle są uroczo sportretowane – choćby wówczas, gdy jeden z lekarzy w koszulce swojego ukochanego zespołu apeluje, by może jednak zostawić to wszystko w spokoju.

Brzmi jak kopia ze „Spotlight”? Możliwe, ale to w żaden sposób nie jest wada.

Osobny akapit należy się też Willowi Smithowi, który fantastycznie poradził sobie z rolą nieco zaciągającego po nigeryjsku, szczerego i walecznego Omalu. To już nie chłystek z czasów „Welcome to Miami” i „Bad Boysów”, ani nawet nie ten sam doświadczony Will z „W pogoni za szczęściem”. Tutaj momentami widzimy Laurence’a Fishburne’a, a może nawet wielkiego Samuela L. Jacksona. Tęższy, poważniejszy, pozbawiony charakterystycznego utożsamianego ze Smithem luzu.

Komentarze

Apoteoza profesjonalizmu
Dociekanie prawdy
Dojrzały Will Smith
Przełomowość filmu

Podsumowanie: Technicznie obraz jest bardzo udany – duże wrażenie robią zdjęcia Pittsburgha, miasta ociekającego futbolem amerykańskim, gdzie buduje się za setki milionów stadion dla futbolistów, choć jednocześnie zamykane są szkoły i szpitale. Pittsburgha, gdzie bezrobotni daliby się pociąć za swoją futbolową drużynę.

3.5


Ocena użytkowników: 2.8 (28 głosów)

Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑