„Wszystko zostaje w rodzinie” – komedia bez żartów, ale wyszliśmy bez bólu głowy

Opublikowano Kwiecień 3, 2016 | przez Gofrey

download-1628-low_BB2-high2b

Zaczyna się. Czekasz. Czekasz. Czekasz. Spokojnie, to pewnie tylko wstęp, zaraz się zaczną dowcipy. Dalej czekasz. W międzyczasie faktycznie przechodzą przed oczami bardzo miłe widoki, kapitalne zdjęcia plaż w Brazylii i całkiem sympatyczni aktorzy, ale do cholery, to miała być komedia? Kiedy ktoś w końcu rzuci jakiś żart? Po kilkunastu dialogach, które można określić co najwyżej mianem „żartobliwych” i dwóch przerywnikach w formach klipów muzycznych do kawałków „Welcome to Ibiza” chcieliśmy się ewakuować.

Tak, „Wszystko zostaje w rodzinie” to nie jest film, w którym gagi nie pozwalają złapać oddechu, a wybuchy śmiechu trzęsą salą kinową. Naprawdę, po pierwszym kwadransie zaczęliśmy się zastanawiać, czy oglądamy film-komedię, czy faktycznie amatorskie nagranie ekipy z wycieczki do Brazylii. Pomijając, że duża część filmu jest zrealizowana właśnie w ten sposób – widok z małej kamerki na kijku do samojebek trzymanej przez ciapowatego bohatera – to i treść nie odbiega od rozmów grupki znajomych. Jest trochę humoru sytuacyjnego czy delikatnych żartów, ale nic, po czym zbieralibyśmy szczęki z podłogi. Jeśli już scenarzyści wysilili się na skonstruowanie jakiejś w teorii wywołującej śmiech sytuacji, to raczej w opcji: gość połknął pierścionek, więc zaręczyny muszą zostać przełożone do jego następnej wizyty w toalecie.

Paradoksalnie jednak nie jest to film tragiczny. Po pierwsze – w drugiej części filmu, tej „właściwej”, wreszcie pojawiają się gagi (ze trzy razy nawet buchnęliśmy śmiechem!), w dodatku wszystko jest na tyle dynamiczne, ze nawet brak jakichś wyraźnych powodów do śmiechu nie razi aż tak mocno jak w przydługawym wstępie. Po drugie – widoczki rekompensują wszystko. Lasy, rzeczki, bajeczne hotele, plaże… Gdyby nie dość irytujący bohaterowie, naprawdę chcielibyśmy być tam razem z ekipą. Trzecia spora zaleta? Wartkość. W przeciwieństwie do większości komedii romantycznych tym razem dwójka głównych bohaterów nie wędruje w oczywisty sposób od punktu A do punktu B z obowiązkową kłótnią w 2/3 drogi, ale nieco bardziej wiruje. Przykłada się do tego również brak chronologii, a całość sprawia, że film zaczyna wciągać. Ba, może nawet… trzymać w napięciu?

Jako zaletę można też w sumie postrzegać świeże twarze wśród aktorów – we francuskiej produkcji nie zobaczymy tych, którzy wyskakują z ekranów co tydzień, poza Christianem Clavierem to raczej banda no-name’ów. Nie wykreowali tutaj jakichś przełomowych postaci, które będziemy wspominać przy kominku za piętnaście lat, ale też nie widać po nich specjalnie braku ogrania na tym poziomie. Zresztą, zagrać ekipę ziomków oszołomionych rajskimi obrazami, jakie zastają na terenie brazylijskiego hotelu moglibyśmy nawet my – i raczej wyglądałoby to naturalnie. Jest też sporo „szczucia cycem”, także piękne plaże nie są jakoś drastycznie łamane przez widok nieurodziwych kobiet, raczej odwrotnie.

Jaki więc werdykt? Cóż, z głośnych komedii ostatnich miesięcy ta jest bodaj najmniej śmieszna – nie ma podjazdu ani do Roberta De Niro w „Praktykancie”, ani tym bardziej do jego postaci wulgarnego dziadka z „Co ty wiesz o swoim dziadku?”. Z drugiej strony jednak – jeśli już zaakceptujemy, że ważniejsza od gagów była tutaj przebojowość, szybkość i estetyka lokacji – nie będziemy wymiotować, ani odpalać Facebooka na telefonie po kwadransie oglądania. Do wciągnięcia jako cheeseburger w sieciówce, który nie ma ambicji ani zamiarów udawać potężne danie z wykwintnej restauracji.

Choć z drugiej strony – po kilkunastu obejrzeniach klipu nie jesteśmy pewni, czy nie lepiej zamiast do kina udać się na YouTube i obejrzeć raz jeszcze teledysk do „Beautiful” Snoop Dogga. W gruncie rzeczy wrażenia podobne, a trwa krócej i kosztuje mniej.

Komentarze

Natężenie gagów
Wprowadzenie do historii
Widoczki z Brazylii
Latający leniwiec

Podsumowanie: "Wszystko zostaje w rodzinie" to nie jest film, w którym gagi nie pozwalają złapać oddechu, a wybuchy śmiechu trzęsą salą kinową. Naprawdę, po pierwszym kwadransie zaczęliśmy się zastanawiać, czy oglądamy film-komedię, czy faktycznie amatorskie nagranie ekipy z wycieczki do Brazylii. Pomijając, że duża część filmu jest zrealizowana właśnie w ten sposób - widok z małej kamerki na kijku do samojebek trzymanej przez ciapowatego bohatera - to i treść nie odbiega od rozmów grupki znajomych.

2.4


Ocena użytkowników: 0 (0 głosów)



Back to Top ↑