Koniec świata. Już nie skorzystasz ot tak z nowego starteru pre-paid

Opublikowano Kwiecień 23, 2016 | przez lucky bastard

492945-the-best-cheap-prepaid-phone-plans-you-ve-never-heard-of

Wielu z was wciąż korzysta na co dzień ze starego dobrego pre-paid. Karta, zdrapywanie, wklepywanie kodu – klasyka. Tym bardziej, że już od dawna nie trzeba się ruszać z domu, żeby doładować swoje konto. Sporadycznie z pre-paid korzystam także i ja. Kiedy chcę wkręcić kumpla, sprawdzić, czy ktoś nie odbiera tylko ode mnie, czy generalnie ma takie hobby, albo – o zgrozo – kiedy zapominam zapłacić rachunku (co zdarza mi się notorycznie) i w końcu wyłączają mi usługę. Idę do kiosku, biorę starter, robię, co trzeba, łamię kartę i idę dalej.

Ale od czerwca już nie będzie to możliwe. Już nie kupisz ot tak starteru, nie wyłamiesz sima z plastikowej ramki, nie włożysz go sobie do telefonu i nie zadzwonisz. To znaczy kupić – kupisz, ale żeby karta sim przydała ci się do czegoś więcej niż podłubanie w zębie, będziesz musiał iść do operatora i odbyć żmudną procedurę.

Żeby skorzystać z karty zakupionej w saloniku prasowym, będziesz musiał:

a) pojechać do salonu usługodawcy,

b) odczekać swoje w kolejce,

c) wypełnić papiery potwierdzające, że ty to ty, poświecić swoim dowodem osobistym i zarejestrować się w bazie.

Masakra? Jasne, że masakra. Ale najgorsze, że sprawa nie dotyczy wyłącznie nowych klientów, ale także tych obecnych. Tak, tak, jeśli masz telefon na kartę, będziesz musiał pójść, odstać, powypełniać. Jeśli dodamy do tego, że obecnie w Polsce aktywnych jest jakieś 29 milionów kart pre-paid – powodzenia. Nie przyjdziesz – twój numer wygaśnie. Miałeś tam hajs? Trudno, przepadnie.

W Hiszpanii, gdzie panuje podobny model, rejestracja użytkownika trwa 20 minut. Możemy sobie wyobrazić, jaka bonanza będzie panować w salonach, skoro na wypełnienie formalności będzie tylko pół roku.

Zatruwanie życia? No pewnie, że tak. Bezcelowe? No niby nie, całe zamieszanie nie wzięło się z tego, że ktoś niezbyt lotny sobie coś ubzdurał, ale z tego, by unikać takich sytuacji jak ostatnio na Modlinie, kiedy jakiś śmieszek kretyn postawił na nogi całe lotnisko, dzwoniąc, że na obiekcie znajduje się bomba. Teraz tak łatwo nie wykonasz telefonu – będziesz wiedział, że każdy namierzy cię w dwie minuty. Wszystko niby ładnie, no ale… serio nie da się tego załatwić inaczej?

Bo taka prawda, że jeśli komuś faktycznie będzie zależeć na tym, żeby sparaliżować życie miasta, to i tak to zrobi. Różnica taka, że challenge będzie nieco trudniejszy. A nas czekają godziny odstane w kolejkach, żeby załatwić jakąś durną formalność. Czy nie dajemy się zwariować?

Komentarze


Tagi: , ,



Back to Top ↑