Konkurs wsadów z dawnym błyskiem!

Opublikowano Luty 14, 2016 | przez Gofrey

dunk-contest-zach-lavine-aaron-gordon

Cóż to była za noc w Toronto! Choć wielu sądziło, że niewiele więcej da się wymyślić, choć wielu narzekało, że coraz częściej oglądamy dokładnie to samo w nieco innej oprawie muzycznej – wieczór w Air Canada Center udowodnił, że Slam Dunk Contest wciąż żyje i ma się naprawdę dobrze. Ba, co bardziej wyrywni krzyknęli – najlepszy konkurs od czasów Jordana i Wilkinsa.

Jeśli jakimś cudem nie wiedzieliście – przypominamy. W Ameryce Północnej trwa właśnie „All-Star Weekend”, tradycyjne święto koszykówki, podczas którego NBA organizuje szereg konkursów – od najpopularniejszego meczu największych gwiazd konferencji zachodniej i wschodniej, aż po konkursy rzutów za trzy i wsadów. O ile spotkania kilkunastu najlepszych koszykarzy świata nie ma sensu jakoś specjalnie reklamować, o tyle konkurs wsadów coraz częściej stawał się obiektem krytyki.

Zarzut pierwszy – promowanie gwiazd ligi, które najdobitniej było widać w 2011 roku, gdy zwyciężył Blake Griffin. Zarzut drugi – wtórność. W końcu ile można oglądać akrobatyczne wygibasy kończone włożeniem piłki do kosza? Zarzut trzeci – przerost formy nad treścią. W pewnym momencie główną atrakcją stawała się nieco jarmarczna oprawa, pelerynki i gadżety, a nie sens – czyli efektowny „dunk”.

Minionej nocy zamknięto usta chyba wszystkim krytykom. Will Barton. Andre Drummond. Aaron Gordon. Zach LaVine. Po drugiej stronie stolika sędziowskiego – O’Neal, McGrady, Magic Johnson, Mutombo i George Gervin. Już w pierwszej rundzie Gordon i LaVine pokazali, że czeka nas fantastyczny wieczór.

A potem miało być tylko lepiej. Po wyeliminowaniu Drummonda i Bartona, zostało dwóch gigantów, którzy każdym kolejnym wsadem podbijali stawkę. Drugi wsad w pierwszej rundzie? Jeszcze 49 do 49. Ale już w rundzie finałowej obaj zaczęli od dwóch pięćdziesiątek.

Druga runda finałowa i znów dwie pięćdziesiątki, dunk Gordona zaś okrzyknięty jednym z najlepszych w historii konkursu.

Remis 100:100, czyli czas na dogrywkę. Nie mamy pojęcia, czy koszykarze mieli przygotowane scenariusze na kolejne wsady, ale to co pokazali w tzw. „tiebreakerze” utrzymało poziom wcześniejszych prób. Później LaVine barwnie opowiadał, że piąta i szósta próba to kompletnie nowe rzeczy, niemalże improwizowane i niećwiczone na treningach.

Znów dwa razy maksymalna ocena, więc według zasad konkursu – kolejna runda dogrywki, choć patrząc na reakcje: większość fanów NBA w tym momencie uznało, że tę edycję konkursu wsadów wygrały dwie osoby. W podobnym tonie wypowiadał się zresztą sam LaVine, który po zwycięstwie komplementował Gordona. Obrońca tytułu w ostatniej rundzie wykonał jednak coś takiego:

50:47 po szóstym wsadzie. Co prawda Gordon stwierdził, że gdyby tylko się przygotował, pewnie wymienialiby się wsadami za pięćdziesiąt punktów przez całą noc, koniec końców również uznał prymat obrońcy tytułu. Podsumowanie? Najlepsze napisał Paul Pierce, zgarniając kilka tysięcy retweetów.

Konkurs odzyskał dawny blask. A dziś – czekamy na mecz gwiazd.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑