Korona Smakosza – amatorka i totalna dezinformacja

Opublikowano Październik 21, 2013 | przez Pato

 koronasmakosza

Tradycyjne burgery. Ślimaki po burgundzku. Albo berlińskie wursty. Przeczytałem ostatnio w „Co jest grane” o Warszawskiej Koronie Smakosza i od razu włączył mi się zmysł cebulaka. Przez chwilę chciałem być jak typowy Polaczek, który widząc konkurs restauracji (polegający na ocenie potraw) i przecenione o połowę dania, ruszy knajpianym szlakiem, byle tylko zaoszczędzić kilka złotych. Czy zaoszczędziłem? Nie. Czy jestem zadowolony z tego, co dla mnie przygotowano? Też nie.

Przede wszystkim – totalna dezinformacja. W gazetach pisali, że przygotowano szeroki wybór dań, których ceny zostały obniżone o 50 procent. Nawet na plakatach jak wół stał duży napis – „weekend za pół ceny”. Chodziło przecież o to, żeby zrobić na kliencie jak najlepsze wrażenie. Dostać wysoką notę. Awansować w jakichś dziwnych rankingach. Niestety – ceny obniżono, ale zrobiono to najciszej jak się tylko da.

– Ten konkurs jest jeszcze aktualny?

– Tak

– To poproszę stok z polędwicy.

– Ale w konkursie mamy tylko burrito…

Burrito… Czyli z szerokiego wachlarza dań przeceniono tylko jedno. Niby informując o tym na głównej tablicy, ale robiąc to w taki sposób, żeby nikt się nie skapował. Raz, że tablicę zwykle zasłaniają palacze, dwa – napis jest tam umieszczony w jakiejś dziwnej koronie, małym drukiem, tak jakby ktoś specjalnie nie chciał przekazać niektórych rzeczy wprost.

Zerkam teraz z ciekawości na fora i opinie są podobne. Osoby, które nie pytały o promocje, płaciły potem dwa razy wyższy rachunek niż zakładały! Zobaczyły napis „Odwiedź nasz lokal, zjedz za pół ceny” i uznały, że jest spoko, ponieważ dotyczy to WSZYSTKICH potraw. Ot taka zajebista oferta. Przezorne cebulaki, takie jak ja, spytały się o co kaman wcześniej, dlatego wpierdalały miałkiego naleśnika.

Zabawne, że w knajpach zdarzały się przypadki, że obsługa w ogóle niczego nie wiedziała o jakichś rabatach. Czyli amatorka. Tak jak napisałem na początku – dużo szumu, a potem zupełna dezinformacja.

Możecie teraz napisać, że jestem pazerny. Że Cebulandia została zaorana. W porządku, ale na głupków wyszli przede wszystkim restauratorzy. To oni powinni uczyć obsługę, by tłumaczyła zasady na początku. To im zależało na pozytywnych głosach klientów. Ja mam to w dupie, zajrzałem z ciekawości i lekko się rozczarowałem. Może zdarzały się knajpy, gdzie było lepiej. Gdzie od razu mówiono, jak jest, a hasło „zjedz za pół ceny” nie dotyczyły jedynie stwardniałego burrito. Może, ale w tej, którą odwiedziłem, było kiepsko, więc… pozostał niesmak.

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑