Korporacja i klimatyzacja – nierozłączny duet

Opublikowano Maj 14, 2013 | przez Dżordż

klima

W całym open spacie zawsze musi znaleźć się kilka takich osób. Uwielbiają chłód, zdają się być nieczuli na największe nawet mrozy, dlatego zawsze przykręcają klimę do jakichś dziwacznych, niemalże syberyjskich temperatur. Zwrócisz im uwagę i od razu słyszysz standardową odpowiedź: no chyba łatwiej ci coś na siebie założyć niż mi rozebrać się do rosołu, prawda?

W korporacji może człowieka wkurwiać wiele rzeczy. Kobiety, które torują sobie drogę do kariery przez łóżko. Pojebany szef-psychopata, czepiający się człowieka bez powodu. Permanentne, słabo płatne nadgodziny.

To wszystko irytuje normalnych ludzi dosyć mocno, ale chyba nie tak bardzo, jak ta cholerna klimatyzacja. 

Za oknem wiosna, ale ty przez większość dnia jej nie czujesz. Bo jedyne, co do ciebie dochodzi przez cały pobyt w robocie, to chłód. Marzniesz, więc siedzisz jak ten idiota w polarze. Jednocześnie trzymasz kciuki, by się jeszcze bardziej nie przeziębić. Piszę jeszcze bardziej gdyż tak naprawdę ciągle jesteś lekko chory. Pociągasz nosem, czujesz ból gardła, ogólny dyskomfort. Ciężko pozbyć się tych rzeczy, skoro dysproporcja między temperaturą za oknem, a tą w biurze wynosi od kilku do kilkunastu stopni.

Jedziesz do korpo – gorąco. Wracasz z pracy – ciepło. Pomiędzy – lodówka.

Próbowałeś z nimi walczyć. Pisałeś skargi do przełożonych, wykłócałeś się o każdy stopień Celsjusza, groziłeś, prosiłeś, krzyczałeś. I nic. ONI są na te argumenty nieczuli. Klasyczna odpowiedź zimnolubnego znajomego z roboty: no chyba łatwiej ci coś na siebie założyć niż mi rozebrać się do rosołu, prawda?

Może i prawda, ale stary, i tak mam cię w dupie. Nie pracuję w chłodni, tylko w normalnej firmie. Nie zgłosiłem się jako ochotnik na ratownika na Alasce, robię zupełnie co innego. I w związku z tym chciałbym mieć godne warunki do orania mojego poletka.

Tak nie jest i raczej nic nie zapowiada się na to, żeby coś się zmieniło, co pewnie bardzo was irytuje.

Co z tym fantem zrobić? Opcja wchodzę do roboty z nożem i grożę przewodnikowi zimowego stada raczej, niestety, nie wchodzi w grę. Po takiej akcji co prawda rozwiąże ci się problem klimatyzacji, ale to marna pociecha, skoro będziesz bezrobotny.

Pozostają więc chyba cztery wyjścia:

a) negocjować z mroźną opcją nastawienie klimy na taką temperaturę, która nie powoduje u ciebie hibernacji, a u nich topienia.

b) wybłagać szefa, żeby znalazł ci jakieś samodzielne biuro, nawet w schowku na mopy, w końcu lepszy brak okien niż ta niekończąca się grypa.

c) zmienić robotę. Poszukać sobie małej firmy, w której nie ma open space’ów, a preferowaną metodą schłodzania ciał są zimna woda i wiatrak, a nie klimatyzacja.

d) zapomnieć o tym, że czytałeś ten tekst, zabić w sobie tego małego buntownika, który rodzi się codziennie po kwadransie pobytu w pracy, dokupić ze trzy polary co by nie wyjść na fleję, która ciągle nosi się w jednym, zacisnąć zęby i jakoś to przeżyć.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑