Pieseczki, kozeczki, ja wszystkie was zwierzątka całoooooować chcę

Opublikowano Kwiecień 17, 2013 | przez ZP

VIEWTY2

 

Chcieliby robić z pieskami coś więcej niż tylko wyprowadzać na spacer. Mianowicie legalnie się z nimi dymać. Niemieccy zoofile atakują po raz kolejny.

Nazywają się naprawdę fikuśnie: „Zoofile Zaangażowani na rzecz Tolerancji i Oświecenia”. Walczą o to, by znów mogli oficjalnie pukać swoje zwierzaczki. Przyzwyczaili się, że seks z konikiem czy innym czworonogiem to normalna – w Niemczech takie grzmoconko było dozwolone od 1969 roku niemalże do teraz.

W sumie to szokujące, że tak rozwinięty na różnych płaszczyznach kraj dopuszczał coś równie ohydnego, ale OK, zostawmy to. Skupmy się na czymś innym: niedawno zoofile musieli zejść do podziemia. Albowiem nowe prawo w Niemczech stanowi, że bunga-bunga, np. z kozą jest beeeee. Władza uznała, że gdy komuś udowodni się, iż lubi tego typu historie, to kara będzie konkretna: 25 tys. euro.

Naszej grupie wywrotowców strasznie nie spodobał się ten koncept. Wobec tego ruszyli na ulice. Na szczęście nie urządzili na nich performance’u w stylu pokażemy społeczeństwu jaka zoofilia jest fajna, przeruchamy publicznie kilka piesków. Nie, nasi bohaterowie podeszli do sprawy delikatniej – zorganizowali w Berlinie kilka protestów. Rozdawali podczas nich ulotki, z których przeciętny Schmidt mógł dowiedzieć się, że ich hobby jest „normalne, akceptowalne, dziedziczne i nieodwracalne”. Debilne hasła drukowano nie tylko na papierze, nie zabrakło też oczywiście osłów (ha,ha,ha), którzy wypowiedzieli się na ten temat pod nazwiskiem:

– Zoofile to prześladowana mniejszość – uważa niejaki Michaela Kioka. Czytam, że facet jest znanym aktywistą  na rzecz – uwaga, uwaga – „wolności międzygatunkowej”. To bibliotekarz, który deklaruje, że utrzymuje stosunki seksualne z owczarkiem alzackim o imieniu Cessie.

Ble. Nie chciałbym wziąć do ręki książki, którą trzymał w dłoniach ten kolo. Myśl, że wcześniej mógł w nich dumnie dzierżyć psiego kutasa napawa mnie obrzydzeniem. Tak samo jak cała ta grupa dewiantów. Może nie stawiam ich na równi z pedofilami, może są w rankingu zwyroli o klasę niżej, ale i tak zoofil jest dla mnie synonimem słowa popieprzeniec.

– Czujemy się jak kryminaliści – argumentowali tymczasem strajkujący w Berlinie. I bardzo, psia kostka, dobrze. Ci ludzie nie różnią  się specjalnie od gwałcicieli – jedni i drudzy zmuszają przecież do stosunku inne żywe istoty.

Te rozzłoszczone niemiaszki nie powinny protestować, a iść do kościoła dać na tacę, że za ich „hobby” można dostać tylko karę finansową, a nie więzienia. Ja jestem na tyle radykalny, że powsadzałbym ich tam hurtowo, W sumie, paradoksalnie, wtedy za kratkami mogłoby się zrobić… bezpieczniej – inni osadzeni zapewne baliby się „ujadać” na współwięźniów. Taki zachowanie wygłodniały zoofil mógłby potraktować na zasadzie pytania „czy twoja pozycja to propozycja?”

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑