„Kraina jutra”, czyli historia mojej kompromitacji

Opublikowano Maj 31, 2015 | przez lucky bastard

Na początku tygodnia dostaliśmy w redakcji rozpiskę tematów na najbliższe dni. W moim grafiku znalazła się między innymi premiera filmowa, o której dziś rano mieliście tutaj przeczytać. Rzuciłem więc okiem na piątkowe nowości na portalu filmweb.pl, a moją uwagę przykuła jedna z nich. Zobaczcie zresztą sami:

Pomyślałem, że to może być naprawdę mocne uderzenie – zawsze klasowy George Clooney i doktor House Hugh Laurie, w amerykańskiej produkcji science fiction. Opis również nie zbił mnie z tropu, bo „rozczarowanego życiem Franka oraz inteligentną nastolatkę” wyobrażałem sobie jako duet w stylu tego z „Dziewczyny z tatuażem”. Do kina poszedłem więc z nastawieniem, że zobaczę naprawdę dobry film.

Czego nie zrobiłem? Niestety nie kliknąłem ani w opis, ani w zwiastun, ani nawet w filmowy plakat. Do myślenia nie dał mi też fakt, że w wybranym przeze mnie kinie, na osiem proponowanych seansów, aż siedem było z dubbingiem. Zignorowałem też pytające spojrzenie kasjerki oraz tłumek dzieciaków czekających przed salą. Olśniło mnie dopiero po wejściu do środka, kiedy to minąłem wielki, podświetlony plakat filmu, na który właśnie zdecydowałem się pójść.

A na plakacie jedno słowo brzmiące jak wyrok. Słowo tak znajome i charakterystyczne, którego jakimś cudem wcześniej nie dostrzegłem. Słowo zmieniające najbliższe dwie godziny w koszmar. Disney.

Przez chwilę próbowałem się jeszcze łudzić, że nie będzie tak źle. Niestety, moje nikłe nadzieje rozwiały emitowane przed filmem zajawki. Pokazywano jakieś animowane gówno, a pełna dzieciaków sala zanosiła się śmiechem. Wtedy pogodziłem się losem i, jak się później okazało, słusznie. Tym oto sposobem obejrzałem film, w którym dzieci oraz dzieci-roboty uratowały świat przed samozniszczeniem.

Seans w kinie był dla mnie dwugodzinnym, intensywnym procesem myślowym. Jak z tego wybrnąć? Może uda mi się połączyć recenzję tego filmu ze zbliżającym się dniem dziecka? Albo chociaż skieruję swój tekst do nieco starszych czytelników, mających już całkiem duże dzieciaki? Jednak oczami wyobraźni czytałem już wasze komentarze w stylu „kurwa, ludzie którym wyszło nie chodzą na filmy Disneya”.

Postanowiłem więc napisać prawdę, zwłaszcza że to nie pierwsza tego typu sytuacja w moim życiu. Dobrych parę lat temu wyskoczyłem z kumplem na dwa-trzy popołudniowe piwa, a na większą imprezę umówiony byłem dopiero wieczorem. Miałem więc dwie wolne godziny i, jako że znajdowałem się akurat w okolicach kina, postanowiłem pójść na ” Hannibal. Po drugiej stronie maski”.

Wybrałem opcję na pełnym wypasie, czyli kupiłem największy popcorn i colę, usiadłem wygodnie i czekałem na rozpoczęcie seansu. Co więcej, zaczęła się do mnie uśmiechać dziewczyna z innego rzędu, która – tak jak ja – samotnie wybrała się tego dnia do kina. Pomyślałem nawet, żeby się do niej dosiąść, jednak chwilę później miejsca obok niej zajęła jakaś zakochana para. W ogóle cała sala była pełna zakochanych par.

Byłem lekko zakręcony, więc nie widziałem w tym nic dziwnego. Tak samo jak w fakcie, że film zaczął się po francusku i przy głupawej melodyjce. Na swoje nieszczęście gdzieś wcześniej wyczytałem, że młody Hannibal wychowywał się właśnie we Francji, więc uznałem, że być może reżyser bawi się konwencją. Dopiero po kilku minutach seansu wyświetlił się tytuł, a ja zdałem sobie sprawę ze swojej kompromitacji. Tytuł: „Miłość. Nie przeszkadzać!”.

Kurwa, pomyliłem sale… Miałem ochotę po prostu uciec, ale siedziałem po środku pełnego rzędu, w ciemności, z wielkim popcornem i colą. Pozostało mi pogodzić się z losem, czyli obejrzeć inny film i odpuścić zagadnięcie nieznajomej dziewczyny po seansie.

Bo co bym jej powiedział? Że jestem samotnym facetem na francuskiej komedii romantycznej, która ma w tytule „miłość”? I to facetem wyposażonym w górę popcornu? Skoro uśmiechnęła się do kogoś takiego, to znaczy, że właśnie kogoś takiego szukała. A ja takim leszczem zostałem tylko przez pomyłkę.

Tuż przed końcem wymknąłem się więc cicho z sali i szybko wyparłem z pamięci całe zdarzenie. Przypomniałem sobie o nim dopiero podczas wczorajszego seansu Disneya…

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑