Kraina Zagubionych Skarpetek, czyli koszmar każdego mężczyzny

Opublikowano Grudzień 29, 2013 | przez cebulak

skarpy

Drogie panie, jeśli myślicie, że mężczyznę w domu najbardziej przeraża perspektywa gotowania lub prasowania, to jesteście w błędzie. Owszem my, faceci, tego nie lubimy, ale bardziej stresuje nas coś innego, mianowicie… skarpetki. A konkretnie ich niekończące się poszukiwania.

Kiedy byłem, kiedy byłem małym chłopcem hej! Wziął mnie ojciec, wziął mnie ojciec i tak do mnie rzekł: idziemy na spotkanie z moim kolegą. Panowie pili kawę, a ja – dziesięcioletni brzdąc – sok pomarańczowy. Kumpel taty, Piotr, wyjawił mi wówczas prawdę, którą zapamiętałem na całe lata: strzeż się przed Krainą Zagubionych Skarpetek.

Wówczas jeszcze nie bardzo wiedziałem o co mu chodzi. Przecież moje nakrycie stóp nie ginie – mamusia zawsze je pierze i składa w pary. A właśnie – mamusia! Jako dzieciak nie przewidziałem jednego – że kiedyś jej zabraknie i zamieszkam w domu sam. A wtedy, niestety, nie będzie już tak różowo…

Wiadomo: facet to stworzenie wybitnie utalentowane, które w domu może zgubić wszystko. Okulary, spodnie, a co bardziej zdolni nawet… telewizor. Zdarza się, normalna rzecz. Wszystkie te przedmioty giną nam jednak incydentalnie, raz na jakiś czas. Za to skarpetki to inna historia, o wiele bardziej smutna i traumatyczna, ponieważ powtarzająca się REGULARNIE.

Drogie panie, przeważnie wygląda to tak: powiedzmy w sobotę kupujemy sobie trzy pary czarnych, jednolitych skarpetek i trzy pary szarych, również identycznych. Robimy to chwaląc w myślach nasz spryt i przebiegłość – przecież jeżeli kupujemy takie same skarpy, to nawet jeśli zginie nam jedna, dopasujemy ją do innej, prawda? Ha, niezłe z nas bystrzachy!

Niestety, jakieś dwa tygodnie później entuzjazm zanika. Okazuje się bowiem, że w niewyjaśnionych okolicznościach pięć z sześciu czarnych i pięć z sześciu szarych trafił szlag. Chociaż po noszeniu odkładaliśmy je z namaszczeniem na kupkę brudów, chociaż po praniu rozwieszaliśmy obok siebie na suszarce, to w szufladzie nie sposób ich znaleźć.

Owszem, widać tu jakieś pojedyncze granatowe i brązowe okazy, są te nieszczęsne czarne i szare w liczbie sztuk jeden każda, ale żeby coś więcej? Nie ma i już, basta.

Smutne? Straszliwie. Ale bardziej zastanawiające. Facet siada na krześle i myśli: co się do cholery stało? Jak to możliwe, że zaginęły? Przecież dbałem o nie bardziej niż o swoją kobietę!

Potem taki delikwent rozgląda się niepewnie po mieszkaniu, zamieniając się na chwilę w agenta Muldera, zastanawiającego się nad działaniem jakichś sił nadprzyrodzonych. Co bardziej zestresowani zakładają od razu w czterech ścianach monitoring, aby sprawdzić, czy jakieś chochliki albo inne tajemne siły nie buszują po nim w czasie naszej nieobecności. Co bardziej pragmatyczni po prostu dzwonią do mamy mówiąc:

– Stęskniłem się za Tobą, kochana. Wpadnij do mnie na weekend!

Drogie panie, kiedy mamusia przyjeżdża przeważnie dochodzi do wydarzeń równie spektakularnych co objawienia fatimskie. Już po kilku godzinach jej obecności, połączonych ze sprzątaniem oraz praniem i suszeniem, okazuje się bowiem, że nasze zguby zostały cudownie znalezione! Człowiek zagląda do miejsca składowania skarpetek popularnie zwanego też szufladą i nie wierzy własnym oczom – trzy pary czarne leżą zawinięte w kłębki obok trzech par szarych!

Ale co, ale jak to, ale gdzie – na usta cisną się trudne pytania. Mama na nie nie odpowiada tylko uśmiecha się pobłażliwie i mówi: Kochany, dbaj o swoje rzeczy bardziej, nie rozrzucaj ich po domu.

W niemym zachwycie nad jej nadprzyrodzonymi zdolnościami tylko kiwasz głową, z szeroko rozdziawioną buzią. Oczywiście wiesz, że niebawem znowu Kraina Zagubionych Skarpetek da o sobie znać i po raz kolejny założysz czarną z granatową licząc, że nikt w pracy się nie zorientuje. No ale na razie, przynajmniej przez kilka dni, jesteś zwycięzcą.

A jak przyjdzie kolejny tajfun, zawsze można przecież zadzwonić do kochanej rodzicielki…

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑